Zwierzęta z moich snów
Zwierzęta z moich snów
Na początek coś z kuchni robienia felietonów. Oczywiście nie mam pojęcia o „kuchni jako takiej”, nigdy nie byłem na kursie pisania kreatywnego czy jakiego tam. I z całą pewnością się nie wybieram. Cały czas kieruje się regułą - którą nazywam prawem Lecha Wałęsy - można albo czytać, albo pisać. I ja, tak jak i wspomniany Lech, wybrałem pisanie, więc czytaniem tego co sobie ktoś tam wymyślił nie będę się zajmował, bo czasu nie mam i zarobiony jestem. Tak więc moje przemyślenia „z kuchni” dotyczą tylko i wyłącznie mojej własnej kuchni. Po prostu ja tak robię, a czy tak się powinno robić to pojęcia nie mam.
Wracając do rzeczy - zwykle mam puentę felietonu, ale nie mam pojęcia o czym będzie cały środek. Obracam sobie w głowie puentę, obracam i ta puenta niejako wyciąga za sobą środek i już jest wszystko. Ale czasem, bardzo rzadko, mam tak jak dziś. Mam cały środek, ale on jest pozbawiony puenty, ponieważ nie ma specjalnego sensu. Ale jakoś mi się wydaje, że puenta się pojawi i będzie dla mnie zaskoczeniem. Wiele razy się tak udało, więc może dziś też będzie taki dzień.
Poradniki dla osób, które mają problemy ze snem zalecają stanowczo, żeby nie spać w jednym pokoju (o łóżku to już mowy nie ma!!) ze zwierzętami. Ja oczywiście żadnego takiego poradnika nie przeczytałem, ale chyba kiedyś jakiś napisałem, więc wiem. Pewnie dlatego zresztą nie stosuję się do tej rady. Można się stosować do czegoś co się czyta, ale do czegoś co się pisze?? No bez przesady.
Ponieważ, jak wspomniałem, ja się do tej rady nie stosuję więc śpię sobie z Borysem. Z rozpędu chciałem powiedzieć, że śpię sobie z nim spokojnie, ale, przynajmniej ostatnio, tak bardzo spokojnie to nie jest. Od kilku tygodni po Cytadeli krąży sporo dzików, bez przesady - nie są to stada, ale sporo to ich jest. Borys nie ma nic przeciw dzikom, ale czuje się w obowiązku bronić mnie, bo uważa mnie za niezbyt rozgarniętego i boi się, że wpadnę pod dzika. W związku z tym Borys poszczekuje, a ostatnio próbował także walczyć z dzikiem, który nieoczekiwanie wyskoczył prosto na nas z krzaków. Nic się nikomu nie stało, ale prawdopodobnie Borys jest znerwicowany i poszczekuje sobie z cicha po nocach.
Kilka dni temu pojękiwanie-poszczekiwanie Borysa przedostało się do mojego snu. Poszczekiwanie było na jawie, ale we śnie przepoczwarzyło się nieco i okazało się, że Borys poszczekuje na trzy niewielkie słoniki (takie do 100 kg mniej więcej), które, jak się również okazało, trzymamy w sąsiednim pokoju. Słoniki były bardzo grzeczne i sobie spały na kanapach dla gości, ale niestety jeden ze słoników się troszkę zsiusiał. Dla takiego słonika to niby troszkę, no ale kanapa była cała mokra. I z tego powodu Borys pojękiwał żałośnie. Wstałem, żeby jakoś sprawę uregulować. Poszedłem do sąsiedniego pokoju i wtedy sobie uświadomiłem, że Borys jest naprawdę, ja naprawdę poszedłem, ale słoniki to chyba mi się śniły. W każdym razie tam ich całkiem nie było. Nie byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy, bo zdążyłem się już przywyczaić do myśli o tym, że mieszkam ze słonikami, ale też i bardzo smutny nie byłem, bo za to kanapa była sucha. Jak zwykł mawiać mój Tata „kto ma pszczoły ten ma miód, a kto ma dzieci - to raczej inne rzeczy”. Więc nie miałem ani miodu, ani niczego innego - średnio dobrze.
Słoniki jednak jakoś zagięły moją przestrzeń senną i od tej pory zacząłem śnić o zwierzętach. Tylko, że teraz to były pumy, lamparty i tygrysy. Lwy - nie. Wilki - nie. Hieny - broń Boże. Same cętkowane lub pasiaste. No chociaż pumy są raczej jednolite. Ale w każdym razie każdy odróżni pumę od lwa, nawet we śnie. I te prążkowane zwierzęta goniły mężczyznę. To znaczy było coś takiego jakbym ja obserwował to wszystko przez okno - zupełnie nic mi nie groziło, nie czułem żadnego strachu, choć też nie czułem potrzeby udzielenia pomocy (staram się opisywać to szczerze). Mężczyzna początkowo nie orientował się, że jest śledzony przez lamparta, później go zauważał, a później uciekał i skutecznie się krył w jakimś budynku. Nie działo się nic złego. Tym sobie tłumaczyłem, że nie pomagam - bo nie było takiej potrzeby. Z czasem jednak sen się rozbudował. Mężczyźnie zaczęła towarzyszyć kobieta. I wtedy obraz się zmienił. Mężczyzna bronił kobiety przed lampartem, wpychał ją za jakieś drzwi i wtedy jednak zwierzę go dopadało. Niby on jednak uciekał, ale otrzymywał całkiem potężny cios łapą. Nie wiem jak dalej z nim było, bo na tym sen się kończył. Ja cały czas bez strachu o siebie, ale też bez niepokoju o innych - wszystko będzie dobrze, wszyscy się schowają.
I ostatnia (na razie!) część tego snu - tym razem jestem uczestnikiem i głównym bohaterem. Widzę siebie z miejsca obok. Szykuję jakiś duży obóz dla dzieci (robiłem to wiele razy!!). Jest niesamowity pierdolnik, wszystko nie tam gdzie powinno być, ale ja na spokojnie porządkuję, układam, dochodzę do porozumienia z chaosem. I już mam wszystko zakończone. Wtedy pojawia się moja Żona, patrzy na mnie krytycznie i mówi „No, tak na pewno się nie ubierzesz!! Tu mam całe odpowiednie ubranie. Idź się przebrać.” I wręcza mi spore pudło, jak sądzę z ubraniem. No więc idę i koniec snu. Budzę się i pierwsza myśl - ja jestem Zwierzęciem z Jej snu. To znaczy, zrozumcie mnie dobrze, nie Zwierzęciem w tym sensie, że postrzega mnie przedmiotowo, albo że taki głupi, czy też taki wściekły. Nie, ja jestem Zwierzęciem, bo jestem gdzie indziej, myślę inaczej, mam inne zasady. Tak jak Zwierzęta z moich snów. Jak śmieszny Słonik, pasiasty Lampart - po prostu inny Świat. To nie szkodzi, że inny. Może nawet wręcz przeciwnie - to dobrze, że inny. No, ale jednak inny, nie ten sam. Zwierzę z czyjegoś snu, które samo śni o Zwierzętach.
Żadna puenta. Żadnej innej nie będzie w każdym razie.
tagi:
|
lukasz-swiecicki |
| 16 czerwca 2026 16:01 |
Komentarze:
|
|
atelin @lukasz-swiecicki |
| 16 czerwca 2026 23:16 |
Zawsze myślałem, że takie sny ma się na jawie. Najlepiej po Lekkim Sennym Dodatku.
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 18 czerwca 2026 21:40 |
Sen Borysa.
średnio dobrze, ale czegoś uczy.