-

lukasz-swiecicki

Z wizytą u tureckiego balwierza

Z wizytą u tureckiego balwierza

 

Tak, wiem, wiem, orientuję się. Obecnie mówi się jedynie „barber”. Całkiem nie wiedzieć czemu to słowo zrobiło dużą karierę w Polsce. Ba, sama wizyta u „barbera” też chyba zrobiła karierę - widziałem filmik na którym pan Donald Tusk, który jako żywo nigdy nie nosił żadnego zarostu (a pamiętam jego twarz od naprawdę wielu lat) odwiedzał „barbera”, który coś tam mu przystrzygiwal, ale przy tym opowiadał o tym, co tam sobie „prosty lud” myśli, albo i nie myśli o panu Tusku, albo i o innych sprawach. Pan Donald występował tu niczym istny Harun Raszid, który też tak odwiedzał… No właśnie? Kogo? Przecież nie żadnego „barbera” !! Litości!!

Mamy w Polsce piękne i wcale nie spatynowane (jak mi się wydaje) słowo „balwierz”, a jeśli ktoś chciałby sobie u balwierza coś oprócz włosów zrobić, chodzi mi o zabiegi poprawiające urodę, to można jeszcze dodać cyrulika. Na przykład warszawskiego. Czy musi być tylko sewilski?

Ja to właściwie byłem chyba u cyrulika, ale jakoś mi się słowo balwierz bardziej spodobało, więc je wybrałem na dziś. Ale o tym za chwilę.

Noszę brodę od jakichś 27 lat chyba. Kiedyś, na Wigilię w roku 2000 chyba, ogoliłem się gładko i zupełnie mi się to nie spodobało. W związku z tym zaniechałem.

Początkowo dbałem o swoją brodę sam. Daje to wprost niezwykłe rezultaty. Strzyżenie się przed lustrem przy pomocy zwykłych nożyczek powoduje, że broda wygląda… No wprost niezwykle. Moja wykrzywiała się na jedną stronę - ponieważ jestem całkowicie praworęczny, więc broda przechodziła mi na lewą stronę twarzy i tam sobie zostawała. Niezwykły wygląd, choć chyba nie o to mi chodziło. Do tego, poza złym miejsce występowania, broda była zupełnie nierówna. Im bardziej ją wyrównywałem - tym była bardziej nierówna. Jeśli nie wierzycie - spróbujcie kiedyś. Ale potem nie przychodźcie do mnie z reklamacjami.

Załamałem się i udałem się do mojej wieloletniej fryzjerki niejakiej pani Joli. U pani Joli strzygłem głowę wówczas, kiedy coś mi na niej jeszcze rosło. Potem jednak, po wielu latach, zorientowałem się któregoś dnia, że moje wizyty u fryzjera są bezsensowne, ponieważ jestem całkiem łysy. Przeprosiłem pani Jolę i przestałem do niej chodzić. Ale pani Jola nadal pracowała i to blisko mojego domu, bo przy Placu Inwalidów. Odnalazłem ją tam i spytałem o możliwość przycinania brody. Okazało się, że była wręcz zachwycona. Zawsze marzyła o strzyżeniu bród, jak zapewniała, ale nikt jej o to nie prosił. Robiła to jak umiała. Z pewnością lepiej niż ja sam. A poza tym to kosztowało 6 zł (sześć złotych!!) i pani Jola nie chciała żadnego napiwku. Potem zresztą cena wzrosła do oszałamiającej dyszki. Co jednak nadal było bardzo niską ceną. I tak sobie żyliśmy z panią Jolą, aż przyszła pandemia…

Z okazji koronawirusa strzyżenie brody u fryzjera się skończyło. Sam już nie miałem odwagi i chodziłem coraz bardziej i bardziej zarośnięty. Ja to szczerze mówiąc lubię i nie mam nic „naprzeciw”, ale Żona bardzo protestowała. Więc kiedy tylko skończył się zakaz fryzjerowania od razu poleciałem do pani Joli. Ale niestety. Nic z tego. Pani Jola wystraszona przez podłe wirusy powiedziała, że teraz to ona już bród nie strzyże.

No i tak się zaczęła moja przygoda z facetami. Czyli z balwierzami. Na początku na całe lata trafiłem do „Ferajny” na Andersa. O jej!! To był świat w zupełnie innym stylu. Nie żaden kompocik i piosenki zespołu Bajm (ulubionego pani Joli, która zawsze śpiewała bardzo wysokim dyszkantem podczas golenia..), o nie. W Ferajnie leciał mocny metal, do picia była tylko whisky (głównie irlandzka - nie próbowałem, słowo honoru, ale wszędzie stały butelki), wszyscy chłopcy byli podziargani od stóp aż do głów i koniecznie trzeba było wszystkim mówić po imieniu!!! Nie cierpię mówienia po imieniu, ale stworzyłem sobie w głowę taką enklawkę i tam się po prostu mówiło.. Ja tak mam i polecam wszystkim. Acha - w Ferajnie płaciło się stówę. Było na poziomie po prostu.

W Ferajnie miałem kilku balwierzy. Najbardziej związany byłem z Emilem i Tomkiem, ale, jak to zwykle mam w życiu, ledwie się do nich przyzwyczaiłem (a więc po roku - dwóch latach), a już odchodzili z pracy.

Potem miałem krótki etap w balwierzem z Placu Niemena. Ten co prawda z pracy nie odszedł, ale praca odeszła od niego - musiał zmienić miejsce, a nie przywiązałem się jeszcze do niego tak, żeby podążać za nim.

Wreszcie trafiłem do dziwnego dość balwierza z ul. Powązkowskiej, o nim właściwie jest ten felieton. Kiedy zapisywałem się na wizytę niczego specjalnego nie podejrzewałem. Z lotu ptaka balwierz wyglądał tak jak każdy „barber” teraz wygląda. Jednak kiedy przyszedłem na wizytę balwierz powitał mnie kwiecistą przemową z której nie zrozumiałem nic a nic.

— Rozumi? - zakończył tryumfalnie.

— Nie rozumi - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

— Pocieka niech - rzekł balwierz i nagrał przemowę (jeszcze dłuższą wersję) na telefon.

Potem włączył tłumacza i jego telefon poinformował mnie, że „turecki sułtan miał żonę z Polski i miał z nią dużo dzieci. Te dzieci mieszkają teraz w Polsce i na Ukrainie. W Rosji nie mieszkają w żadnym wypadku. A to sprawia, że wszyscy Turcy i Polacy są jak siostry i bracia, wspierają się i razem żyją” - o!

Nie bardzo wiem skąd miał sułtan tę żonę, ale może lepiej w to nie wchodzić. Starałem się nie powiedzieć słowa „jasyr”, bo podejrzewałem, że to akurat może być zrozumiałe…

W każdym razie siadłem na fotelu i czekałem na jakieś pytania. Wiem z bogatego doświadczenia, że w tym momencie padają pytania o moje oczekiwania względem brody. No i pytania były, ale całkiem niespodziewane:

— Lubi włośa ucha? Lubi malutko? Bardzo lubi ucha włośa?

— Włośa ucha to chyba nie. Nie bardzo wiem o co chodzi…

Balwierz jednak wiedział. Zamoczył szpatułki w gorącym wosku i wsadził mi je zdecydowanie w uszy, a kolejną parę do nosa. Zanim się zorientowałem - wyciągnął je zdecydowanym ruchem. Trochę to boli. Ale „włośa ucha” już nie ma.

Kiedy jeszcze rozmyślałem nad tym zagadnieniem balwierz zręcznym ruchem pokrył mi twarz maseczką w zielonym kolorze i bardzo z siebie zadowolony przedstawił mi krótkie rozważanie lingwistyczne:

— Polska język trudna. Ja w Polska rok, dwa lata - nie umi nić. Ty nauczysz turecki szybka bardzo, bardzo szybka. Ty za miesiąc przyjdzie i mówi turecka. Pomalutku.

— Nie, nie mówi Pan bardzo dobrze, a ja po turecku ani w ząb!

— Ziąb? Mogę też ziąb! Pomalutku.

— Nie, nie, nie trzeba. Bardzo dziękuję!!

— Myje głowa pomalutku - zdecydowanie orzekł balwierz.

— Nie, nie! Głowa łysa! Nie trzeba!

Nie czekając na dalsze protesty balwierz złapał mnie za łeb i zanurzył w umywalce…

Kiedy było już po wszystkim balwierz turecki powiedział - sto i czterdzieści. Sto za broda. A czterdzieści za głowa.

No i co było robić. Lubi włośa ucha?

I teraz nie wiem czy zjawić się tam za miesiąc czy raczej przechodzić drugą stroną ulicy. Po drugiej stronie jest taki barber z napisem „virgin barber”. Wygląda na to, że w środku same kobiety… Może teraz pani Jola tam pracuje?



tagi:

lukasz-swiecicki
15 maja 2026 18:41
8     771    11 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

Alfatool @lukasz-swiecicki
15 maja 2026 19:26

Ale klimaty... 

Nie mam brody i mam jedną balwierkę od 25 lat.

A pan profesor ma brodę, wyskoczył ze 140 zeta i skończył jak bezdomny na ulicy...

Jest taki stary kawał o papudze, może pomoże w podjęciu decyzji:

Facet miał papugę-alkoholiczkę. Ilekroć wychodził do pracy, papuga włamywała się do barku i wypijała wszystko. Pewnego razu facet wkurzył się i mówi:
– Jak jeszcze raz wypijesz, to ci wszystkie pióra powyrywam!
Następnego dnia facet wraca z pracy, a tam puste butelki, a papuga kompletnie pijana wyrywa sobie pióra i wrzeszczy:
– Na ch... mi te pióra?! 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @lukasz-swiecicki
15 maja 2026 20:02

Virgin barber kojarzy mnie się z mało doświadczonym balwierzem...:).

Mnie czasem nosi, aby zapuścić br8dę, bo mam gęstą. 20 lat temu była cała czarna i wszyscy myślelu,,że ja z Afgabistanu jestem. Bo i często kończyło się to zatrzymaniem przez policję i wrzucaniem "na bęben", czy aby nie jestem poszukiwany. Zacząłem więc 15 oat temu golić wię refmfularnie co 4-7 dni. Ale wszyscy znajomi mówili mi,,że mnie broda pasuje. Ale do z tego, jak ua bie lubię siwej brody? A w tej chwili jest tych siwych włosów tak ze 40%, czyli dużo. Myślałem więc o zafarbowaniu na czarni tej siwizny, ale musiałbym co 2 tygodnie to powtarzać - to raz. A dwa - nie lubię nosić długoej brody, bo swędzi mnie wtedy skóra. Na próbę raz zapuściłem - w styczniu/lutym. Wytrzymałem 5 tygodni i koniec. To nie dla mnie. Nie mówiąc już o tym, że z brodą wyglądam jak morderca-terrorysta...:), a nie,  jak nobliwy uczony.

zaloguj się by móc komentować

atelin @OjciecDyrektor 15 maja 2026 20:02
15 maja 2026 20:37

Znam takich, co ze spartańską brodą stylizują się na mistrzów siłowni.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @OjciecDyrektor 15 maja 2026 20:02
15 maja 2026 21:25

Takim co palnikiem włosia ucha likwiduje

zaloguj się by móc komentować


Ogrodnik @lukasz-swiecicki
15 maja 2026 23:15

Kiedyś, czyli parę lat temu, mój znajomy pochodzący ze starej faszystowskiej monachijskiej familii, zechciał odwieźć moją małżonkę do Polski. Ja wtedy zaniemogłem.

Po powrocie stwierdził, że w Polsce wszyscy mężczyźni noszą brodę...

Teraz w Polsce już będąc i ja zapuszczam brodę.  

Nigdy w życiu tyle razy nie spoglądałem w lustro.

 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @Ogrodnik 15 maja 2026 23:15
16 maja 2026 16:49

Nie wiedziałem, że to takie polskie! Zapuszczę jeszcze dłuższą!

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować