-

lukasz-swiecicki

Wydarzenia rocznicowe

Wydarzenia rocznicowe

 

Jestem, już o tym wiele razy pisałem, ale mam wrażenie, że to jedna z moich najważniejszych i chyba wcale nie takich częstych w populacji ogólnej, cech - otóż jestem wyłamywaczem drzwi otwartych i odkrywcą prochu (także wynalazcą koła lubię się nazywać). To znaczy najzwyczajniej mówiąc, że zamiast czytać i dowiadywać się co inni ludzie już dawno wymyślili, ja to w pocie czoła wymyślam sam. I potem widzę, że to moje wymyślone leży na wystawie sklepu koło mojego domu, to znaczy że wszyscy oprócz mnie już to wiedzą.

Wcale mnie to zresztą nie peszy i w ogóle nie martwi. Jak sobie coś sam wymyślę, to przynajmniej w to wierzę, a jakby tak ktoś inny - to nie wiem, ale pewnie niezbyt łatwo i nie za bardzo.

Piszę o tym tytułem wstępu, bo ostatnio znowu zrobiłem odkrycie, tym razem po prostu głupie, ale dla mnie i tak było zaskakujące.

A zaczęło się tak, że zadzwonił do mnie Redaktor Naczelny ( myślę o nim wielkimi literami i dlatego tak napisałem) pisma „lajfstajlowego” „Psychiatra”.

Jestem otóż felietonistą tego pisma od samego pierwszego numeru i występowałem we wszystkich numerach, nawet chory, ranny i mózgu pozbawiony (Czytelnicy zresztą nie dostrzegli różnicy…). Więc zadzwonił do mnie Redaktor czyli Tomek Szafrański i powiedział, że pismo nasze (bo jakoś tam jest ono nasze skoro cały czas do niego piszę, choć żebym czytał, to szczerze mówiąc tak naprawdę w ogóle nie - jedynie to, co sam napisałem..) ma już pięćdziesiąty numer i trzeba coś dać rocznicowo.

Nawiasem mówiąc gdyby „Psychiatra” był (albo była, jeśli to jest „ona psychiatra”) rocznikiem, to znaczy gdyby numery wychodziły raz do roku, to pisząc do pierwszego numeru miałbym 14 lat! Rzeczywiście właśnie wtedy zacząłem pisać!! Czyli wszystko się zgadza, poza faktami - to niezwykle częsta rzecz w moim życiu. Fakty się nie zgadzają, bo „Psychiatra” jest obecnie chyba kwartalnikiem. Co oznacza, że wychodzą cztery numery w roku. A kiedyś może nawet wychodziło ich więcej. Poza tym znając Tomka liczył numery specjalne.

Czyli, że pismo wychodzi od jakichś 12 lat. No to wtedy miałem już 52. I też pisałem, więc jeśli o mnie chodzi, to dużej różnicy nie było.

Ale tak na poważnie - to właśnie „Psychiatra” sprawił, że stałem się regularnym felietonistą z ostatniej strony (w sensie miałem zapewnione, że moje felietony będą na ostatniej stronie. Redaktor Naczelny w ogóle tego nie dotrzymuje, ale to już jest Jego problem). Czyli spełniłem swoje marzenia, ponieważ jak się właśnie wtedy zorientowałem - o tym właśnie marzyłem.

Ja zresztą mam tak, że nie wiem o czym marzę, dopóki mi się to nie stanie i wtedy wiem, że właśnie o tym.

Nie wiedziałem więc o tym, że marzę o byciu mężem, ojcem, dziadkiem, psychiatrą i felietonistą (właśnie w tej kolejności). Ale wydarzenia dały mi znać, że marzę. Jestem w siódmym niebie. Wszystkie moje marzenia się spełniają. Wszyściutkie.

Ktoś może mieć wątpliwości. Mogę mianowicie mieć jeszcze wiele marzeń o których nie wiem i one się nie spełniają. To nie jest logicznie sprzeczne, jest więc możliwe, że tak właśnie jest, ale to zupełnie mnie nie boli ani nie martwi. Ponieważ jeśli czegoś nie ma, to po prostu tego nie ma i nie mam zamiaru się tym zajmować, bo i nie ma czym.

W każdym razie marzenie o byciu felietonistą spełniło się dzięki Tomkowi i jego „Psychiatrze”. Tak, trzeba o tym koniecznie pamiętać i ja zawsze pamiętam, pisałem też przez całe lata dla innego Tomka, a mianowicie Tomka Jaroszewskiego (świętej już niestety pamięci!!) do pisma „Nowinki Psychiatryczne”. I to co pisałem to były jak najbardziej felietony. Tyle, że to był zupełny nieregularnik i czasem tam coś pisałem, czasem nie. Nie miałem felietonowej świadomości - to na pewno!

Natomiast występowanie w roli felietonisty w „Psychiatrze” zachęciło mnie, a może nawet zmusiło, do stworzenia własnego pisma internetowego. Zacząłem prowadzić na Facebooku blog „Silva Rerum czyli przeczytane w autobusie” (nawiązujący do mojego nieregularnego kącika w „Nowinkach Psychiatrycznych”) i ten blog prowadzę niezmiennie już chyba od 6 lat. Napisałem tam kilkaset (500?? 600?? - nie liczę!) felietonów. Żadnego w zasadzie nie pamiętam (tak mam i zawsze miałem) więc w każdej chwili mogę się oddać lekturze autora, którego naprawdę lubię i z którym niemal zawsze się zgadzam (czasem, o dziwo!, jednak się nie zgadzam, ale to już inna para kaloszy).

Bardzo wszystkich zapraszam do czytania mojego bloga. „Silva Rerum czyli czytane w autobusie”. Co najmniej raz w tygodniu jest nowy felieton. A czasem znacznie częściej jeśli tylko mam chwilkę czasu. Chcę zresztą rozszerzyć ofertę o podcast, tylko nie mam czasu, żeby przebrnąć przez kwestie techniczne.

Ale to wszystko tylko wstęp, jak to często u mnie przekraczający felieton zasadniczy…

Ta prawda, którą wykryłem i którą oczywiście wszyscy znają, brzmi tak: „choć wiadomo, że coś się wydarzyło pierwszy raz (a mogło się przecież w ogóle nie wydarzyć!), to jednak absolutnie nie wiadomo, kiedy coś się wydarzy ostatni raz (a to akurat jest stuprocentowo pewne - jeśli coś wydarzyło się pierwszy raz to na pewno się skończy!)”. Wynika z tego twierdzenia wiele różnych wniosków.

Jeden z nich brzmi tak, że niezbyt bezpiecznie jest świętować rocznice wszelakie, bo potem się może okazać, że to było zakończenie.

Drugi jest takie, że czas wystąpienia wydarzenia, które może w ogóle nie nastąpić jest jasny i wyraźnie określony, ale czas tego, które nastąpi na pewno jest zupełnie nieznany.

Czyli na pewno jest to co niepewne, ale to co pewne wydarzy się nie wiadomo kiedy. Nieźle.

Trzeci wniosek (dość luźny) jest taki, że nie ma się co specjalnie cieszyć z tego, że coś się zdarzyło już 50 razy. Albo dopiero 50 razy. To o niczym nie świadczy. W każdym razie z pewnością nie świadczy o zdrowiu danego wydarzenia. Jest wręcz przeciwnie - ile razy by się to jeszcze nie wydarzyło, to i tak będzie to o 50 mniej niż było wtedy, kiedy nastąpił ten pierwszy raz i przyszedł do mnie Tomek i powiedział…

Ale wtedy tego w ogóle nie świętowaliśmy choć właśnie wtedy trzeba było!!!

My mamy zupełnie nie-tralfamadoriańskie (odsyłam do Kurta Vonneguta jr) poczucie czasu.

To niezbyt dobrze.

No więc w każdym razie - wszystkiego dobrego i tak dalej.



tagi: rocznica  felieton 

lukasz-swiecicki
9 sierpnia 2025 20:05
2     500    3 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

MarekBielany @lukasz-swiecicki
9 sierpnia 2025 20:23

Jestem w rozkroku pomiędzy neurologiem i zespołem z Sobieskiego.

!

 

Czy one tak walczą z sobą ?

 

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @lukasz-swiecicki
10 sierpnia 2025 19:40

Jutro są moje urodziny.

Amen

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować