Święta, Święta i już po...
Święta, Święta i już po…
W chwili kiedy piszę te słowa nie jest oczywiście po, wręcz przeciwnie, jesteśmy w trakcie i całkiem nam dużo zostało (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mamy w tym roku, niektórzy, nawet i 5 dni świątecznych), ale jest rzeczą jasną, że w pewnym momencie będzie po. Chyba, że ktoś wcześniej umrze, ale wtedy to też już raczej będzie dla niego po Świętach, choć inne ważne sprawy będą zapewne przed nim….
Wydaje mi się, nie jestem oczywiście ekspertem, że problematyce tego, że nagle okazuje się, że jest już po Świętach nie poświęcono zbyt wiele czasu. A zwłaszcza w felietonach. Kto by miał czas to czytać w sytuacji, kiedy czas, na chwilę zatrzymany, postanowił jednak szybko ruszyć do przodu? Tymczasem temat jest bardzo ważny.
Od bardzo wielu lat robię „ten pierwszy obchód” po Świętach. Mam na myśli obchód w szpitalu psychiatrycznym. Kiedyś odwiedzałem tylko moich pacjentów, bo to był mój osobisty obchód, potem wszystkich pacjentów w oddziale, bo to był obchód ordynatorski, a teraz to już w ogóle muszę odwiedzić wszystkich w Klinice, którą od lat kieruję. To tylko kwestia skali, bo temat podstawowy jest zawsze ten sam.
Większość pacjentów, którzy byli podczas Świąt na przepustkach (oficjalnie mówi się „treningach domowych”) jest bardzo, bardzo rozczarowana. Ludzie płaczą. Mówią o tym jak bardzo pogorszyły się ich objawy, jakie straszne myśli pojawiły się w ich głowach. Mówią, że nie ma sensu. Do tego jeszcze widzę po oczach części personelu, że i oni mają pewne wątpliwości w sprawie tego sensu.
Ja oczywiście jestem jak skała. Nawet nie wspomnę o jakimś braku sensu. Na wszelki wypadek nawet o tym nie pomyślę. Uśmiecham się, opowiadam żarty, wkładam nową energię w zardzewiałą machinę.
No jasne, świetnie. Robię to. Ale jak do tego dochodzę? Moje Święta kończą się już w połowie Świąt. Bo ja muszę zbierać siły na to, co nadchodzi.
A na czym polega problem? Wydaje mi się, że po latach zaczynam to coraz lepiej rozumieć.
Przygotowania do Świąt (z komercyjnego punktu widzenia) zaczynają się coraz wcześniej. Kiedyś wszyscy się śmiali, że zaraz po Wszystkich Świętych… Mój Boże, kiedy to było?? Teraz Święta Bożego Narodzenia zaczynają się we wrześniu, zaraz po wakacjach i początku roku szkolnego. I lepiej nie będzie. Trzeba się z tym pogodzić. Oni sprzedają, bo my kupujemy. Zresztą bardzo często my to też oni, bo pracujemy w firmach, które też muszą coś sprzedać… Ostatecznie nie każdy pracuje w szpitalu psychiatrycznym. My akurat jesteśmy w tej sprawie niewinni.
W ramach ogólnie sprzedażowej atmosfery jest jedna kluczowa wiadomość. W zasadzie, jak się zastanowić, to tylko jedna wiadomość jest naprawdę ważna.
Otóż jesteśmy informowani, że „zajdzie zmiana”. Jeśli coś kupimy dla kogoś, albo dla siebie, to zajdzie zmiana, na której nam zależy. Nie byłoby sensu kupować, gdyby to czegoś nie zmieniało. Zmiana będzie oczywiście na lepsze, ale tego nawet nie trzeba dodawać. Bo to sobie potencjalni klienci dodadzą sami. Przecież nie potrzebują zmiany na gorsze, więc nie będą za nią płacić.
W żadnym wypadku nie sprzedajemy takiego produktu, żeby trzeba było się zmienić samemu. Zasadniczo nikt nie chce się zmieniać, choć niektórzy ludzie mówią, że bardzo chcą (właśnie ci szczególnie nie chcą!!). Zmienianie się jest bolesne i obejmuje różne aspekty, a których nawet nie chce mi się mówić. Właśnie za to płacimy i właśnie to kupujemy, żeby się nie musieć zmieniać i żeby wszystko inne zmieniało się tak, abyśmy mogli bezpiecznie lądować. I oni nam to chcą sprzedać. Właśnie to.
W tej sytuacji - długa kampania i fajny produkt (zmiana po mojej myśli) - byłbym debilem, gdybym nie chciał kupić. Mniej więcej na tym to polega. W związku z tym nawet jeśli nie kupuję, to jestem w tym myśleniu, w tak skonstruowanym Świecie.
A teraz załóżmy, że właśnie jestem sobie pacjentem szpitala psychiatrycznego (w innych szpitalach raczej nie ma świątecznych przepustek) i idę sobie do domu. Mam w głowie cały rejestr rzeczy i osób, które wręcz nie mogły się doczekać, żeby się zmienić na moje przywitanie. I mogłyby to pewnie nawet i zrobić (te rzeczy, te osoby), ale jakoś cholery nie robią.
Idę do domu, a tam wszystko tak samo, tylko że znacznie gorzej. Bo kiedy tam byłem na stałe, to żłobiłem sobie choćby małą dziurkę na siebie i swoje potrzeby, a w czasie kiedy leżałem w szpitalu to ta dziurka trochę zarosła. Teraz jest jeszcze mniejsza. Jeszcze mniej jest miejsca dla mnie.
W tej sytuacji szybciutko wracam do szpitala i szczerze mówię, że było całkiem beznadziejnie. Co w szpitalu wytłumaczą sobie tak, że to ja, pacjent, źle się czułem, bo inaczej byłoby wszystko dobrze.
Coś tak, jakby wypisali gościa ze złamaną nogą, ten poszedł na maraton i potem jak go ta noga zaczęła boleć!!! No to przecież nie kasujemy wszystkich maratonów na świecie, tylko trzeba mu od nowa gips kłaść na kończynę….
W szpitalu psychiatrycznym jest na ogół dokładnie odwrotnie, ale całkiem łatwo tego nie zauważyć. Zwłaszcza, że kładzenie gipsu na nogę to jest jasna i prosta sprawa, a rozmawianie z kimś o zmianach jest trudne, skomplikowane i w ogóle nie wiadomo czy pomoże. No to co? To gips.
Piszę o pacjentach na przepustkach, ale jest dla mnie jasne, że wszyscy bywamy takimi pacjentami i wszyscy miewamy takie przepustki.
Czy byłoby rozwiązaniem zakazanie tego haniebnego PR przedświątecznego? Żeby nie robić ludziom wody z mózgu.
Nie oszukujmy się - pewnie by było! Jakimś tam, w każdym razie. Ale czy damy radę to zrobić? Moim zdaniem nie. Nawet komunizm nie dał rady. Więc nie ma szans.
Czy mamy przestać czekać na Święta i cieszyć się z nich??? Jestem ostatnim człowiekiem, który by do tego nawoływał. Kocham Święta, kocham prezenty, uwielbiam choinki, bombki, światełka.
Tego też nie róbmy.
Ale czy nie warto byłoby, i to zawczasu, na spokojnie, pomyśleć trochę o tym, kto i jak ma się zmieniać?
Ja tam nie wiem. Nie chcę się mądrzyć. U mnie to nawet działa, ale nie śmiem twierdzić, że to jakieś uniwersalne.
Cieszcie się tymi Świętami, które jeszcze przed Wami.
tagi:
|
lukasz-swiecicki |
| 25 grudnia 2025 21:56 |
Komentarze:
|
chlor @lukasz-swiecicki |
| 26 grudnia 2025 16:35 |
Coś podobnego występuje przy powrocie z wakacyjnego wyjazdu. Przez jakiś czas żyliśmy gdzieś innym rytmem, nasze zachowania były trochę inne, a tu wracamy nagle bez amortyzacji w stary kierat który nie zauważa że coś tam doświadczaliśmy. Problemy które na krótko porzuciliśmy, nie rozwiązały się same lecz często urosły.
Potrzebny byłby parodniowy okres przejściowy w którym nic się nie dzieje.