Spotkania z młodzieżą
Spotkania z młodzieżą
Jeden z moich ulubionych satyryków politycznych p. Maciej Kożuszek regularnie żąda, żeby zdelegalizowano wreszcie młodzież. Jest to odważna deklaracja, choć satyryczna. W świecie, który bez umiaru wysławia młodość i piętnuje starość wydaje się całkiem odważne zwalczanie młodzieży.
Jednak tak naprawdę osoby zwalczające młodzież wcale nie do tego stereotypu się odwołują. Wydaje się, że chodzi tu raczej od odwieczne (i naprawdę trwające po prostu całymi wiekami, by nie powiedzieć dziesiątkami wieków!!) marudzenie „staruchów” na młodzież.
Młodzież jest przede wszystkim źle wychowana, myśli tylko o sobie, nie myśli o Polsce, w ogóle nie myśli, nie myśli o ludziach. Młodzież jest także nadmiernie delikatna. Jest cała z morskiej pianki (w ogóle to są to francuskie pieski, więc pewnie pieski z morskiej pianki?). I nie wie czego chce. A do tego jeszcze nie chce nic dobrego.
Karykaturalnie i wulgarnie (nie używam wulgaryzmów ani w życiu ani w felietonach, ale czasem nie sposób się obejść, ale wykropkuję, trzeba się będzie domyślić) ujął to majster na budowie, na której pracowałem jako młodzież latem 1980 roku, tuż przed Solidarnością. Przed studiami obowiązkowo pracowaliśmy na budowie, to się nazywało praktyki robotnicze. Budowaliśmy kawałek szpitala na Lindleya. Ja wiem, że tam jest budynek sprzed ponad 100 lat, ale ten to jednak nie my. To nie było aż tak dawno. Jakąś plombę tam dostawialiśmy. No i wciągaliśmy we czterech cholernie (to nie jest to brzydkie słowo, to jest dopuszczalne…) ciężką szafę po schodach. Na półpiętrze minął nas majster. Wielki chłop trzeba przyznać. Z nieodłącznym pecikiem w kącie ust i oczywistym bereciku z antenką na czubku głowy. Na nasz widok majster strzyknął pogardliwie śliną i rzekł:
- Chłopcy, ja w waszym wieku trzy takie szafy na ku..sie na trzecie piętro wnosiłem!!
Nie wiem jak tam z kolegami, ale mnie to zabolało. Do tego jeszcze w jakimś stopniu uwierzyłem. Kto go wie, może i wnosił? A my? No po prostu degeneraci.
Więc jak to w końcu jest? Czy mamy kult młodzieży i liczą się tylko młodzi, czy też młodzi ludzie są słabi, zdegenerowani, bezmyślni i myślą tylko o sobie (swoją drogą brak tu logiki, bo jednak przecież myślą!)? Jak w końcu jest i czemu Kożuszek chce delegalizować młodzież?
Mam wrażenie, a nawet odczucie i intuicję, że chodzi tu o to, że młodzież byłaby w porządku i to nawet bardzo gdybyśmy to my nią byli! A nawet jeszcze więcej - w sumie to ona jest w porządku, ta młodzież, dopóki my nią jesteśmy. I to nie znaczy, że dopóki mamy 20 czy 25 lat, tylko dopóki jesteśmy w stanie myśleć o sobie jako o młodzieży. To nawet nie chodzi o te 40 lat, bo tyle miał towarzysz Jaskiernia kiedy nadal prezesował Związkowi Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, bo można być młodzieżą praktycznie bez końca. Pan Jakub Wojewódzki ma 60? Czy 70? Nie wiem naprawdę. Wygląda na 70, ale może jest po prostu dobrze umalowany. W każdym razie wydaje się wierzyć, że jest młodzieżą. I dopóki on sobie w to wierzy, to młodzież jest bardzo git (kurczaki, nikt tak nie mówi od czasów Elizy Orzeszkowej!), ale jak on przez chwilę tą młodzieżą nie jest - to młodzież jest bardzo nie-git i w ogóle „gópia”.
Czy to jest możliwe, żeby myśleć tak i owak równocześnie. I to zarówno o Świecie jak i o sobie? Oczywiście, że jest możliwe. To są słynne bleulerowskie zjawiska ambi - ambiwalencja, ambisentencja i ambitendencja. Mamy ciastko i jemy ciastko. I tak bez końca. Jedna z podstawowych tajemnic ludzkości.
Ja jestem jakiś dziwny. Pewnie na skutek drętwoty umysłowej i ogólnego braku elastyczności. Po pierwsze nie czuję się młodzieżą od 21 roku życia (bo wówczas się ożeniłem). I nie czuję się nią ani, ani. Nie dam się namówić. A po drugie młodzież mi bardzo odpowiada. O nic jej nie podejrzewam. Czuję do niej entuzjastyczne przywiązanie, wręcz graniczące z miłością. Nie jestem z tego powodu godzien jakiejś szczególnej chwały i nie domagam się jej. Może w ogóle się nie znam i jestem łatwowiernym idiotą (to dość prawdopodobne), ale tak mam i tyle. To tak jak łysy łeb - nie jest moją zasługą, taki jest. Podobnie u mnie z gorącymi uczuciami do młodzieży.
Wydaje się, przynajmniej mi się wydaje, że młodzież odwzajemnia moje przywiązanie. Oto przykład:
Dziś w godzinach porannych wsiadłem do umiarkowanie zatłoczonego wagonu metra na stacji Dworzec Gdański (oczywiście w Warszawie, a nie w Gdańsku - w Gdańsku póki co nie ma metra!). W wagonie znajdowało się dużo młodzieży młodszej - na moje wprawne dziadkowskie oko - 3 albo 4 klasa podstawówki. Warto dodać, że na głowie miałem berecik z antenką. Już od czasu tego pamiętnego spotkania z majstrem (o czym właśnie wspomniałem) berecik jest moim ulubionym nakryciem głowy. Nie zniechęcał mnie nigdy jeden z ulubionych sloganów mojej młodości „czy to w zimie czy to w lecie poznasz chama po berecie”. Nawet mnie ten slogan zachęca do noszenia beretu, bo nikt mi tu nie będzie zarządzał czym cham czy też ham. W każdym razie byłem w bereciku, tweedowej marynarce, z siwą bródką - słowem wszystko jak trzeba. Profesor Filutek tak, Kubuś Wojewódzki - nie.
- Patrzcie jaki ładny berecik!! - zawołał z entuzjazmem jakiś ładny, wesoło blondynek.
Cała klasa (chyba raczej dwie klasy?) obejrzała się jak na zawołanie. Tylko jeden, jak zwykle gapa, spojrzał w drugą stronę
- Aaaa? Gdzie?
- No tam, popatrz - blondynek pociągnął go za rękaw.
- Ja zawsze myślałem, że bereciki są babskie - wydusił gapowaty.
- No, a zobacz jak facet fajnie wygląda!!
I taką mamy proszę Państwa młodzież. To jest przyszłość tego narodu. I proszę mnie nie marudzić. Sami się delegalizujcie.
tagi: młodzież berecik
|
lukasz-swiecicki |
| 9 października 2025 18:54 |
Komentarze:
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 9 października 2025 22:12 |
- No, a zobacz jak facet fajnie wygląda!!
Koszmar.
Jadąc metrem, czy tam innymi nie wiem co oczy mają zrobić.
P.S.
i uszy