Samochód służy do parkowania
Samochód służy do parkowania. Mój z pewnością.
Wiadomo, że nie zacznę od razu od parkowania. To znaczy, jeśli ktoś czyta moje felietony, to zna mnie na tyle, że wie, iż tak właśnie będzie.
Zachodzi pytanie - a czemu właściwie nie będzie od raz o parkowaniu?
Odpowiedź cyniczna jest taka, że jak bym od razu zaczął od parkowania, to zaraz bym skończył i nie miałbym co pisać. Odpowiedzi cyniczne wydają się ogólnie właściwe i słuszne. Ale bardzo często wcale nie są. Odpowiedzi cyniczne są dobre dla cyników, a prawdziwe życie wcale tak nie wygląda.
Przecież ostatecznie mógłbym pisać krótkie felietony i tylko liczba Czytelników by mi wzrosła (choć jak na niszowego i nikomu nieznanego felietonistę mam mnóstwo Czytelników i jestem wszystkim bardzo wdzięczny). Zawsze większość osób prosi mnie o krótsze.
Tak naprawdę nie zaczynam o parkowaniu dlatego, że ten felieton w ogóle nie jest o parkowaniu. Rzecz jasna. Parkowanie jest tylko pewnego rodzaju figurą, którą muszę dopiero wprowadzić. A żeby to zrobić nie mogę pisać o czym? No oczywiście - o parkowaniu. Mam nadzieję, że to jest wystarczająco jasne?
Więc oczywiście zacznę od jeżdżenia. Piękne polskie słowo nawiasem mówiąc. Nie do wymówienia chyba dla żadnego obcokrajowca. Prawo jazdy dostałem w wieku 17 lat. To było w 1979. Kurs na prawo jazdy mieliśmy podczas zimy stulecia. W ogóle ostatnio tak jakoś zacząłem zauważać, że wiele rzeczy z mojego dzieciństwa i młodości powraca. Bo teraz też będzie można dostać prawo jazdy w wieku 17 lat. Jak za Gierka….
Zorientowałem się, rychło w czas (tak mówią ludzie z Wielkopolski, stamtąd jest moja Mama), że w czasach końca komunizmu wszyscy mieliśmy wręcz wdrukowane, że koniec komunizmu to koniec Świata. Wszystko się skończyło. I dostaniemy „wszystko nowe”, jak to mówią w Piśmie Świętym. Byliśmy czy też nawet jesteśmy przekonani, że to się „prawie stało”, już prawie mieliśmy mieć wszystko nowe, ale raptem się coś popsuło. Bo jak zwykle te konflikty, brak zgody w Narodzie, a może nawet i ruscy agenci. Dlatego właśnie chodzimy sfrustrowani i niezadowoleni (częstokroć, bo ja na przykład nie) - bo miało być nowe, a wiele rzeczy jest starych. Nadal trzeba oddychać, jeść, spać… Co to za nowość??
Ale dobrze - dostałem to prawo jazdy. Od razu za pierwszym razem. Choć tak naprawdę prowadziłem bardzo kiepsko. Dziś bym nie zdał za nic. Na polecenie egzaminatora, żebym wjechał tyłem w bramę - wjechałem w ogrodzenie. Ze dwa metry od bramy. Swoją drogą to był stary Fiat 125 p, bez żadnego wspomagania, a śniegu było tyle, że i tak tej bramy nie było widać. No, ale dziś bym nie zdał. Bez szans. A wtedy - no problem. Bo to był kurs w szkole, w moim liceum im. Joachima Lelewela, i jak ktoś szedł na taki kurs to zdawał. Bo to w szkole było. To dawali to co mieli dać. Nie lubię komunizmu i niewiele mi się w nim rzeczy podoba. Ale zasadniczo jak coś miało być to zwykle było. Chyba, żeby nie, to wtedy ludzie wychodzili na ulicę..
Miałem więc prawo jazdy i 17 lat. Ale oczywiście nie miałem żadnego samochodu ani żadnych szans na samochód. Tata miał Skodę, no ale przecież by nie pożyczył. Samochód to był skarb.
Mój przyszły Teść miał jednak malucha. A moja przyszła Żona, a wtedy dziewczyna o statusie narzeczonej (ale jeszcze Jej nie kupiłem pierścionka, bo niby za co?), był jedynaczką, prawdziwym oczkiem w głowie taty i kobietą bardzo zdecydowaną. Więc oczywiście miała też samochód.
Ona prowadziła, a ja mówiłem gdzie jechać (woziliśmy zresztą po Warszawie Jacka Kaczmarskiego!!). I tak już zostało na lata. Prawie na całe życie.
Pierwszy samochód (w sensie, że „mój”, a nie „nasz”) dostałem (jakżeby inaczej) od Żony z okazji pandemii Covid 19… Czyli około 60. Wszystkiego 43 lata po zdobyciu prawa jazdy. Szybko minęło.
Muszę powiedzieć, że polubiłem siedzenie w tym pojeździe. Zasadniczo nim nie jeżdżę, tylko tak sobie w korkach stoję. 14 kilometrów do Instytutu jadę tak około godzinki. Szybciej byłoby na rowerze, ale w samochodzie się wygodnie siedzi. I można słuchać muzyki. Przyzwyczaiłem się.
Ale ostatnio, tak całkiem ostatnio, doszedłem do wniosku, że samochód nie służy do jeżdżenia (po Warszawie na pewno nie, po Warszawie nie da się jeździć!), ani też do siedzenia w korkach. W tych korkach to człowiek posiedzi ile? Ze dwie, może trzy godziny dziennie. A resztę czasu samochód spędzi na parkingu. Czyli samochód służy do tego, żeby go zaparkować. I potem tam stoi.
Potem to jest łatwo. Pytanie co się dzieje przedtem… Na naszym podwórku jest oczywiście parking. Kiedy byłem mały stały tu dwa czy trzy samochody. Teraz stoi pewnie z 50… Więcej się nie zmieści, chyba żebyśmy wycięli wszystkie drzewa, zlikwidowali trawę, plac zabaw dla dzieci i klomby. Wiele osób tego chce. Ale ja za nic!! Dlatego nie ubiegam się obecnie o miejsce na parkingu przed domem. Szukam na ulicy.
Szukam na Zajączka, na Dymińskiej (tam to już bez szans absolutnie!! Chyba, że na zakazie - tam stoją desperaci i Straż Miejska, która regularnie wręcza im mandaty, ale ja jestem tutejszy, ja wiem, że tam nie ma sensu..), na Śmiałej, na Krajewskiego, na przyległych podwórkach (bo mam przepustkę dla mieszkańców oczywiście).
Nie można powiedzieć, że tam nie ma miejsca. Bo jak sobie pojeżdżę do po 10-15 minutach zwykle ktoś się ruszy i wjadę na jego miejsce. Więc miejsce jest.
Tylko, że każdego dnia jest to inne miejsce. A rozrzut jest ogromny. Może być w lewo, w prawo, prosto, w bok, do góry (no nie, do góry chyba nie), może być blisko, daleko, bardzo daleko. I każdego dnia trzeba zapamiętać - gdzie to do cholery było??
Więc wychodzę każdego dnia z domu wczesnym świtem, żeby przecież kiedyś do tego Instytutu dojechać, i myślę: gdzie jest ten mój samochód??? A w głowie pustka.
Właśnie w takich momentach ćwiczy się najlepiej mój transfer między-półkulowy. Mózg młodnieje. Wszelkie objawy demencji zanikają.
Wszystko wskazuje na to, że będę wiecznie młody. Alternatywa jest taka, że zgubię samochód. No więc co tam pan sobie woli to się stanie!
Za schyłkowego Gierką lawirowałem między olbrzymimi zaspami, potem miałem chwilową przerwę i bezpośrednio potem (choć już na starość) wróciłem do ćwiczeń mózgowych.
Takie życie w skrócie.
tagi: samochód transfer między-półkulowy
|
lukasz-swiecicki |
| 19 października 2025 20:38 |
Komentarze:
|
chlor @lukasz-swiecicki |
| 19 października 2025 21:01 |
Dziwne jak wielu mężczyzn lubi mówić czy rozmawiać o samochodach. Mogą tak gadać bez przerwy. Pewnie jakiś atawizm z czasów gdy gadali o koniach.
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 19 października 2025 21:26 |
bait and switch
P.S.
Najlepsze są znaki drogowe umieszczane w koronie drzew. Opadły liście z drzew i gałązki już tak nie zasłaniają.
Poza tymi na wysokości pierwszego piętra, gdzie wzrok kierowcy raczej nie powinien sięgać.
speed limit XX
czy
są namalowane na jezdni, ale to za sadzawką.
|
lukasz-swiecicki @chlor 19 października 2025 21:01 |
| 19 października 2025 21:31 |
Ja akurat zupełnie nie lubię, więc na ten temat nie mam nic do powiedzenia. Samochody zupełnie mnie nie interesują. Całe życie jeździłem autobusem.
|
|
Maginiu @lukasz-swiecicki |
| 20 października 2025 13:04 |
Najpierw się zmartwiłem, bo notka wydawała się być o parkowaniu. Jeśli o parkowaniu, to nie o jeżdżeniu, tylko o jego kończeniu. Tak jakby... wyzwoleniu. A to byłoby smutne, bo ja kiedy prowadzę samochód - wiem, że żyję. Zdaża mi się, że koedy życie mi dopiecze - biorę klucszyki i idę do auta sobie pojeździć. I szybko wraca spokój, trzeźwa myśl.
Wiem, że Pan profesor nie musiał dojeżdżać do pracy samochodem, mógł autobusem. Ale żal tego prawa jazdy z zrobionego jeszcze w liceum w wieku 17 lat w 1978 roku. No ale jeszcze Pan jest młodziak, Panie profesorze! Wszystko przed Panem w motoryzacji!
Bo co ja mam powiedzieć - robiłem prawo jazdy w 1964 roku w Liceum pod wezwaniem św. Augystyna mając 15 lat. Musiałem jeszcze czekać dwa miesiące na ukończenie szesnastu lat aby odebrać kartonik prawa jazdy amatorskiego III kategorii z Urzędu Komunikacji - takie były wtedy możliwości (szedłem o rok wcześniej do szkoły). Robiliśmy ją Watszawą M20, czyli "garbuskiem". Pierwszy samochód miałem dosyć szybko - nqa drugim roku studiów kupiliśmy we trech starego Willysa. Chyba z wojennych dostaw do Rosji, potem w użytkowaniu UB, a wyesploatowane były sprzedawane dla ludu. Szybko okazało się, że nie damy rady nim jeździć, było to kompletne trupiszcze, a my bez garażu, narzędzi, doświadczenia... Na studiach na Politechnice było wówczas obowiązkowe tzw. Studium Wojskowe, studenci w mindurach raz w tygodniu udawali sie na Koszykową na zajęcia, dwa razy podczas wakacji był organizowany obóż wojskowy. Nasz wydział był przydzielony do wojsk samochodowych - a tu zonk!, wszyscy muszą robić prawo jazdy kategorii B, baez względu na to, czy już je mają, czy nie. W to mi graj! A tym bardziej, że roniliśmy je, jeżdżąc po Warszawie - do wyboru - osobowym gazikiem, ciężarowym Lublinem lub Starem 6x6 bez synchronizowanej skrzyni biegów (czyli międzysprzęgło z przegazówką - kto wie, ten wie co to).
Kiedy już zdobyłem to prawo jazdy na Studium Wojskowym, mieliśmy jechać na w lipcu na drugi obóz wojskowy w Ostródzie. A tu przychodzi nasz dowódca (to był bardzo fajny oficer, major, miał w dodatku dobre woskowe nazwisko major Napora, bardzo go lubiliśmy, był wyjątkiem w kadże oficerskiej Studium) i mówi, że ci co mają jakąś chorobę, czy wadę o której sądzą, że przeszkadzała by im w wosku jako oficerom - to niech się zgłoszą i poinformują go, może będą zwolnieni z obozu. No to ja poszedłem, i mówię, że się zacinam przy mówieniu. No i chłopaki siedzieli cały lipiec w namiotach w Ostródzie ostrzyźniu na pałę, a ja - pamietam - w Krynicy Morskiej na plaży. No i zakoćzyłem karirę wojskową jako kierowca w stopniu szeregowiec podchorąży. A koledzy - ci wyróżniajacy się - doszli nawet do stopnia podporucznika, będąć wzywani na coroczne szkolenia.
Przepraszam za OT, ale o samochodach w moim życiu mógłbym bez końca. Bo mam dwa życia - to zwykłe i to samochodowe.
|
zkr @lukasz-swiecicki |
| 20 października 2025 13:35 |
> wiele rzeczy z mojego dzieciństwa i młodości powraca.
oby tylko kartki nie wrocily ;)
|
zkr @MarekBielany 19 października 2025 21:26 |
| 20 października 2025 13:39 |
> Najlepsze są znaki drogowe umieszczane w koronie drzew.
Tak mnie zlapaly "swiniopasy" (tak nazywam straz miejska) na ukryty za liscmi znak z zakazem ruchu (przy ZOO w Oliwie, kiedys mozna bylo).
|
zkr @lukasz-swiecicki 19 października 2025 21:31 |
| 20 października 2025 13:41 |
> Całe życie jeździłem autobusem.
Gdy czlowiek mieszka i pracuje w Gdansku to najlepszym wyborem jest SKM lub tramwaj, ewentualnie jednoslad.
Poruszanie sie samochodem po 14-15 to horror.
W W-wie pewnie podobnie?
|
zkr @lukasz-swiecicki |
| 20 października 2025 13:46 |
Nie ma co sie dziwic z tymi miejscami parkingowymi:
Polska jest szósta w UE. Policzyli, ile aut osobowych przypada na 1000 mieszkańców
|
lukasz-swiecicki @zkr 20 października 2025 13:46 |
| 20 października 2025 22:25 |
Ale ja się w ogóle nie dziwię! Ja się po prostu cieszę, że mogę mózg potrenować. Sam fakt jest dla mnie neutralny. Wyciągam z rzeczywistości to co dla mnie ma, zamiast narzekać, że to nie jest coś innego.
|
zkr @lukasz-swiecicki 20 października 2025 22:25 |
| 20 października 2025 22:29 |
> Ja się po prostu cieszę, że mogę mózg potrenować.
Ja sie boje, ze wspolczesne czasy powoduja nie tyle trening ale wrecz "przebodzcowanie" naszych mozgow... :(
|
lukasz-swiecicki @zkr 20 października 2025 22:29 |
| 21 października 2025 16:52 |
Tak ogólnie to się zgadzam - przebodźcowanie jest niewątpliwym problemem, ale właśnie na tle tego rpoblemu zapamiętywanie gdzie się zostawiło samochód to zdrowa gimnastyka dla mózgu. Nie powoduje przebodźcowania. Wyraźnie to czuję.
|
|
MarekBielany @zkr 20 października 2025 13:39 |
| 21 października 2025 20:59 |
My tu o leczeniu, a za burtą walka o przetrwanie ...
na wieki ?
p.s.
daj tysiąc
|
lukasz-swiecicki @MarekBielany 21 października 2025 20:59 |
| 21 października 2025 22:15 |
Lubię Pana wypowiedzi. Raz kiedyś jedną zrozumiałem, ale nie pamiętam kiedy. Pozostałe były po prostu w punkt.