Potęga autocenzury
Potęga autocenzury
Miałem zamiar zacząć od zwrotu „jak wszyscy starzy psychiatrzy”, ale po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie znam wszystkich starych psychiatrów, a co więcej znam ich nawet całkiem mało. Nie znam też wielu psychiatrów młodych. Prawda w ogóle jest taka, że nie znam zbyt dużo psychiatrów w dowolnym wieku i właściwie nie wiem czemu miałbym ich znać. Znam bardzo, bardzo wielu pacjentów - bo ich leczę, ale sam nie leczę się u psychiatry (o dziwo, nawet nigdy nie brałem tego pod uwagę!) toteż psychiatrów specjalnie nie znam.
Może więc będzie bardziej zgodnie z prawdą zacząć - jako stary psychiatra sądzę, że…. Szczerze mówiąc to właściwie będzie znaczyć to samo, ponieważ w tym powiedzeniu ja występuję jako topos (nie mam pojęcia czy dobrze użyłem słowa) starego psychiatry. Czyli imputuję Czytelnikom, że wszyscy psychiatrzy de facto mają tak jak ja (w słynnym, głupim ale śmiesznym, skeczu kabaretu Paranienormalni bohater scenki Jacek Balcerzak mówi „mój trener wcale nie nazywa się De Facto, De Facto nigdy mnie nie trenował - ale co zrobić, mój trener nazywa się De Facto..).
To może ja napiszę po prostu jak mam, a wszyscy starzy psychiatrzy po przeczytaniu tego tekstu zbiorą się i opracują jakieś wspólne stanowisko w tej sprawie, a następnie to stanowisko Państwu przekażą. Jakoś tam. Może tak być?
Ja mam tak, że często myślę, że nic mnie już nie może zdziwić. Przekonanie to, w mojej opinii, jest związane z tym, że od wielu lat jestem psychiatrą. Może od zbyt wielu. I naprawdę widziałem już bardzo, bardzo różne rzeczy (oczywiście piszę „rzeczy” tak kolokwialnie, ale tak naprawdę to widziałem ludzi, ich działania i efekty tych działań). Rzeczy te, ogólnie rzecz biorąc, daleko odbiegały od działań, które byłbym skłonny kiedykolwiek podjąć. Wiem, że w tym miejscu przydał by się przykład, ale te przykłady, które przychodzą mi do głowy, są niezwykle drastyczne i zdecydowanie nie mam zamiaru ich publikować. Ja się nawet staram o tym nie myśleć. No, ale gdzieś tam to w głowie siedzi. I w związku z tym pojawia się przekonanie - „nic mnie nie zdziwi, nic co możecie zrobić, kochani pacjenci, nie będzie już dla mnie niespodzianką”.
Faktycznie, czasem to wygląda, że mam rację, bo kiedy na przykład któryś z pacjentów w manii ułoży tzw. ołtarzyk (to jest nasze wewnętrzne określenie na takie specjalne układy wykonane zwykle na łóżku lub szafce nocnej z wykorzystaniem różnych niekonwencjonalnych przedmiotów i poświęcone jakiejś, często trudnej do zrozumienia, sprawie) i lekarze rezydenci mówią „ale takiego ołtarzyka to pewnie pan profesor nie widział?” To zazwyczaj już chcę się z nimi zgodzić, a po chwili uświadamiam sobie, że owszem, w 1988 jeden facet ułożył bardzo podobny ołtarzyk, tylko jeszcze większy, a potem rozpisał to wszystko na kartkach, a kartki ułożył na podłodze, tak że wyszły z pokoju aż na korytarz i potem, jak oddziałowa chciała mu przeszkodzić, to zaczął w nią rzucać mielonymi kotletami…. A rezydenci patrzą wówczas na mnie i mówią „o kurczę, to musiało być zamieszanie”.
No bo faktycznie było. Było też sporo kotletów, nie to co teraz, kiedy wszystko jest tak dokładnie wyliczone, że nie ma szans, żeby czymś rzucić. Można oczywiście rzucać mięsem, i to się zdarza, ale w ujęciu całkowicie metaforycznym i do żadnego marnotrawstwa w zasadzie nie dochodzi (rzucanie mięsem rzecz jasne jest marnowaniem czasu, ale gdybyśmy tego czasu nie zmarnowali, to co byśmy niby z nim zrobili??).
Po tych wszystkich rozważaniach spieszę jednak donieść, że oczywiście to wszystko nieprawda. W tym sensie, że choć widziałem tak wiele (bardzo polecam jedną z moich ulubionych piosenek Quebonafide „Czarne plaże i białe lwy” - tak się chyba nazywa, a zaczyna się od słów „myślisz w życiu już widziałem wszystko”. Genialna intuicja i świetna piosenka), to jednak regularnie coś mnie zadziwia. Ludzka kreatywność nie ma chyba granic, albo w każdym razie ja nie potrafię ich dostrzec.
Ale wcale nie trzeba się odwoływać do kreatywności!! Ja sam zadziwiam siebie zupełnie bezkreatywnie. Ostatnio postanowiłem trochę posprzątać w moich książkach (księgozbiór w Instytucie), bo doszedłem do wniosku, że w ramach restrukturyzacji zostanę wyrzucony z Gabinetu (przepraszam, że z dużej litery, ale to był Gabinet profesora Pużyńskiego, który od lat zajmuję, ale zawsze się tam czuję troszkę jak w takiej psychiatrycznej kapliczce). Zostanę wyrzucony czy też nie to jeszcze nie jest jasne, ale w każdym razie trafiłem na stary numer pisma „Psychiatra”. Dokładnie sprzed 10 lat. Więc nie z czasów dinozaurów, a nawet nie z czasów mamutów (ukłony dla pani premier Kopacz). Ale jednak dość stary. A w tym numerze jest mój felieton.
I muszę Wam powiedzieć, że zadziwił mnie mój własny tekst. Oczywiście go nie pamiętałem, ale to nic dziwnego, bo nigdy nie pamiętam. A nie to mnie zadziwiło, tylko to jak i o czym pisałem!!
Ni mniej ni więcej zajmowałem się tam żywo zagadnieniem Bolka i Lecha Wałęsy!!!
Dziś, po 10 latach, nie odnajduję w sobie zupełnie chęci do zajmowania się takimi sprawami. Trochę dlatego, że polityka znacznie mniej mnie obecnie zajmuje (jak chyba większość obywateli?), ale też, a może przede wszystkim, z powodów autocenzuralnych.
Ja po prostu nałożyłem sobie bardzo wyraźne ograniczenie na sprawy polityczne, a nawet na niemal wszystkie sprawy kontrowersyjne. Zszedłem do głębokiego podziemia. Piszę albo o psychiatrii (temat neutralny), albo o wnukach, Borysie, mojej Żonie (tematy bardzo osobiste i nie budzące sprzeciwów). Mój własny felieton sprzed 10 lat odbieram dziś jako niepotrzebnie odważny, ale też jakiś taki nie na miejscu, jak wydawanie „specyficznych odgłosów” przy stole (kurczę, znowu mnie łapie autocenzura!). A co będzie za 10 lat?
Po prostu nie umiem sobie wyobrazić. Ja chyba nie chcę się pogrążać w autocenzurze. Jeśli komuś się nie podoba to co piszę, to niech sobie cenzuruje sam. Ale ja nie powinienem chcieć, i chyba nie chcę, w tym uczestniczyć.
Niemniej jednak - autocenzura jest potęgą. Muszę uważać. Wy chyba też?
tagi:
|
lukasz-swiecicki |
| 26 kwietnia 2026 22:31 |
Komentarze:
|
|
valser @lukasz-swiecicki |
| 26 kwietnia 2026 23:57 |
No niezle. Jak tu nie dac plusa?
Z tym oltarzykiem, to pan dzisiaj przystrzelil. Jak takie rzeczy robilem, zanim to stalo sie modne, no, ale nie ukladam kartek co wychodza na korytarz i nie rzucam jeszcze kotletami. Ale wszystko przede mna.
|
|
gabriel-maciejewski @lukasz-swiecicki |
| 27 kwietnia 2026 05:27 |
Autocenzura autocenzurą, ale ja mam takie horrendum w głowie, które nie daje mi spokoju. Jest naprawdę wielkie...Oto na początku lat dwutysięcznych przeczytałem w "Wysokich obcasach", dodatku do GW tekst o szpitalu w Tworkach. Tam właśnie doszło do owego horrendum. Napisali, że zarządzał całym kompleksem jakiś transwestyta bez wykształcenia medycznego...Normalnie chłop udający babę, nawet nie lekarza był kierownikiem Tworek. Pamiętam to jak bym czytał ten tekst wczorak. Pamiętam, ale nie wierzę...Może mi się to śniło?
|
Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski 27 kwietnia 2026 05:27 |
| 27 kwietnia 2026 05:33 |
"Normalnie chłop udający babę, nawet nie lekarza był kierownikiem Tworek. Pamiętam to jak bym czytał ten tekst wczorak. Pamiętam, ale nie wierzę...Może mi się to śniło? "
Nie, panie Gabrielu, nie sądzę żeby się to panu śniło.
Ja po Smoleńsku to już przestałem wątpić w cokolwiek.
No a potem jeszcze np. taki komendant Szymczyk doszedł.
|
qwerty @lukasz-swiecicki |
| 27 kwietnia 2026 09:36 |
po porannym pacierzu ten tekst jako uzupełnienie - na początek kazdego dnia.
|
qwerty @lukasz-swiecicki |
| 27 kwietnia 2026 09:56 |
autocenzurę warto nieraz poluzować, to z wczoraj:
Stanowisko Pozwanego wg dyspozycji Sądu z doręczenia z dnia: 31.03.2026r. [odebrane w dniu: 2.04.2026r.]
Ad punkt 15.
Pozwany nie jest posiadaczem zależnym w złej wierze albowiem zajmuje nieruchomość za zgodą własciciela w ramach oznaczonego stosunku prawnego, którego elementem jest tytuł prawny do posiadania tj. użyczenie terminowe.
Przecież w okresie gdy Pozwany obejmował w posiadanie nieruchomość i gdyby czynił to bezprawnie to Milicja Obywatelska w ramach obrony socjalizmu i demokracji socjalistycznej zmusiłaby siłą Pozwanego do opuszczenia nieruchomości i jeszcze może Pozwany jako wróg klasowy zostałby przykładnie ukarany np. konfiskatą mienia w całości i wieloletnim pozbawieniem wolności.
Powód nie zaprzecza, że Pozwany objął w posiadanie nieruchomość za zgodą właściciela i wg jego wymagań. Powód uznał, od 2011r., że zawarta umowa [wynikająca z ustawy i dokonywanych czynności wespół i za zgodą właściciela nieruchomości] z Pozwanym go nie wiąże w żaden sposób i usilnie dąży do zrobienia z Pozwanego dłużnika i działa w celu zaboru mienia Pozwanego.
|
aember @gabriel-maciejewski 27 kwietnia 2026 05:27 |
| 27 kwietnia 2026 13:34 |
"Oto na początku lat dwutysięcznych przeczytałem w "Wysokich obcasach", dodatku do GW tekst o szpitalu w Tworkach."
Tekst w wysokich obcasach za paywallem, ale na wirtualnej jest podsumowanie:
https://wiadomosci.wp.pl/oszustka-udajaca-psychiatre-zatrzymana-w-warszawie-6031978561430657a
Co ciekawe ta historia trwa nadal...
https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Gorzow-Wlkp-szpital-informuje-o-zakonczeniu-wspolpracy-z-dr-Linda-Hoffman,192682,1.html
|
|
valser @aember 27 kwietnia 2026 13:34 |
| 27 kwietnia 2026 14:24 |
Niezly numer. Pacjent (a moze pacjentka), ktory powinien byc pensjonariuszem zostala szefowa przybytku. Nie trzeba zadnych scenariuszy na horrory wymyslac, bo zycie pisze takie, ze nikt by tego nie wymyslil.
|
|
gabriel-maciejewski @aember 27 kwietnia 2026 13:34 |
| 27 kwietnia 2026 14:46 |
Czyli wszystko ze mną w porządku, dzięki
|
|
gabriel-maciejewski @valser 27 kwietnia 2026 14:24 |
| 27 kwietnia 2026 14:47 |
No, ale jak widzisz filmowcy omijają temat, jak śmierdzącą rybę. O wiele łatwiej kręcić takie gnioty jak ten cały "Dziki"
|
lukasz-swiecicki @gabriel-maciejewski 27 kwietnia 2026 05:27 |
| 27 kwietnia 2026 15:02 |
Nie, to była prawda. Facet był ordynatoprem oddziału pod imieniem Linda, jeśli się nie mylę. Przedtem był psychiatrą w Australii, ale uciekł stamtąd po jakims strasznym skandalu. Niezła jazda.
|
|
gabriel-maciejewski @lukasz-swiecicki 27 kwietnia 2026 15:02 |
| 27 kwietnia 2026 15:05 |
Niesamowite...
|
lukasz-swiecicki @gabriel-maciejewski 27 kwietnia 2026 05:27 |
| 27 kwietnia 2026 15:06 |
Chciałem jednak przy okazji zaznaczyć, że ja jestem prawdziwym lekarzem i profesorem. Poza tym jestem łysym facetem i nigdy nie byłem kobietą. Co więcej - ja nawet nie zamierzam!
|
Szczodrocha33 @qwerty 27 kwietnia 2026 09:56 |
| 27 kwietnia 2026 15:15 |
"Stanowisko Pozwanego wg dyspozycji Sądu z doręczenia z dnia: 31.03.2026r. [odebrane w dniu: 2.04.2026r.]
Ad punkt 15.
Pozwany nie jest posiadaczem zależnym w złej wierze albowiem zajmuje nieruchomość za zgodą własciciela w ramach oznaczonego stosunku prawnego, którego elementem jest tytuł prawny do posiadania tj. użyczenie terminowe......itp, itd...."
Tworki.
Na tle tego tekstu pierwszy z brzegu zabrany z dżungli szympans może zostać intelektualistą.
|
|
gabriel-maciejewski @lukasz-swiecicki 27 kwietnia 2026 15:06 |
| 27 kwietnia 2026 15:53 |
To są dla mnie rzeczy oczywiste, nie musi się Pan tłumaczyć ;-)
|
|
jan-niezbendny @lukasz-swiecicki 27 kwietnia 2026 15:02 |
| 27 kwietnia 2026 16:32 |
Skandal to eufemizm. Linda Astor zwolniła ze szpitala psychiatrycznego pacjenta (trafił tam po ataku na policjanta), którego nawet nie zbadała. Rok później, w 1997, jej pacjent zabil swoja partnerkę.
Niestety, historia miała dalszy ciąg nie tylko w perypetiach doktor Lindy po powrocie do kraju. W 2024 roku ten sam człowiek ponownie trafił na obserwację, został wypuszczony po tygodniu i zaraz potem zabił własną matkę.
W kwietniu zeszłego roku został uznany za niewinnego i skierowany na pobyt w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym. Starch pomyśleć, że byc może tylko do czasu.
|
lukasz-swiecicki @jan-niezbendny 27 kwietnia 2026 16:32 |
| 28 kwietnia 2026 15:05 |
No tak, co prawda napisałem "straszny skandal", ale może trzeba było jakoś mocniej. Nie chciałem opisywać całej historii. Widać, że nie tylko Linda była niemądra w sprawie tego pacjenta.