-

lukasz-swiecicki

Pojmani w zły czas

Pojmani w zły czas

 

Pisze Kohelet, w najpiękniejszej dla mnie Księdze Starego Testamentu, „Nie zna człowiek końca swego, ale jak ryby łowią wędką i ptaki sidłem chwytają, tak też ludzie bywają pojmani w zły czas, gdy na nich nagle przypadnie” (Koh 9, 12).

Tadeusz Żychiewicz, autor niesamowitej książki „Stare przymierze”, którą czytam cierpliwie już od pół roku (bo codziennie tylko jeden rozdział, żeby jak najwięcej zrozumieć) uważa, przynajmniej tak go zrozumiałem, że Koheleta poniosła nieco poetycka wena. Że piękne te Jego strofy (bo rzeczywiście przepiękne!), ale może nie takie całkiem prawdziwe. Czy jakoś tak.

Nie wiem jak jest. Może ma rację Żychiewicz. Ja nie o Kohelecie myślę czytając Jego słowa, tylko o tych ludziach „pojmanych w zły czas”.

Tak nawiasem - myślę, że Koheletowi chodziło o to, że zły czas był jak sidła, jak wędka. Czyli to nie chodzi o chwilę, w której zostali pojmani ci ludzie, ale raczej o sposób w jaki zostali złapani. Czas był tu rzeczą, a nie, jakby to powiedzieć?, nie czasem samym…

To się mogło, może i będzie mogło zdarzyć każdemu z nas i zawsze. Nie ma takiej specjalnej chwili. Jest takie narzędzie „zły czas”, które działa niezależnie od czasu.

Rozumiecie to? No to świetnie, bo ja też nie rozumiem, ale czuję, że to jest różnica. Że w jakiś sposób ta właśnie sprawa, decyduje o tym, że nie mogę wypłynąć na spokojne wody. Bo nie ma takich wód. Dopóki ktoś (Szatan?) może operować „czasem złym” - zawsze mogę zostać nim złapany.

Ludzie pojmani w zły czas, jak ryby złapane w wiadro, to na przykład moi pacjenci. Nie dlatego nimi są, że podjęli złe decyzje i też nie dlatego, że ktoś źle ich wychował.

Jasne, podejmowali decyzje złe, jasne - ktoś źle ich wychowywał. Ale przecież tylu innych podejmowało jeszcze gorsze, tylu innych było wychowywanych jeszcze gorzej. I ci pierwsi są chorzy, czasem ciężko, a ci drudzy są zdrowi. Tak jest. Widzę to.

 

W związku z tym często zadaję sobie pytanie, a co najmniej równie często pytają mnie o to moi pacjenci, czy ta cała choroba to taki genetyczny bagaż, który spadł na chorego czy też efekt czyjejś pomyłki wychowawczej (albo wręcz rozmyślnie złego wychowania, bo tak też niektórzy sądzą) czy też złego sprawowania się przez samego pacjenta.

Trochę (a może więcej niż trochę?) przypomina to sytuację, kiedy Jezusa pytano o to czy ten człowiek, który nie widzi to stracił wzrok z powodu grzechów swoich rodziców czy z własnej winy. Oczywiście nie dlatego tamta sytuacja mi się przypomina, że myślę o sobie jako o Jezusie, tylko dlatego, że jak widać zainteresowania ludzi są zazwyczaj podobne i o podobne rzeczy pytają zarówno Chrystusa jak i zupełnie zwyczajnych ludzi.

Na pytanie o pochodzenie choroby psychicznej bardzo trudno jest jasno odpowiedzieć (także sobie samemu rzecz jasna). Mam jednak coraz mocniejsze przeczucie, że wchodzą tu w grę dwie odrębne sprawy.

Jedną sprawą jest osobowość. Ona się kształtuje na bazie genów, ale potem bardzo duże znaczenie mają czynniki modyfikujące. To co zrobili lub czego nie zrobili rodzice i inni wychowawcy, to co sam wybrałem itd.

Druga sprawa to choroba jako taka. Ona wcale nie wyrasta z osobowości tylko jest do niej dodana. To jest właśnie ten „czas zły” w który jest złapany człowiek, jak ptak w sidła. I nawet zachowując się bardzo źle i mając złe przygotowanie do życia z powodu złego wychowania można tych sideł uniknąć. A nawet przy bardzo dobrym przygotowaniu i zachowaniu można w sidła wpaść. Czas zły.

Mamy więc ciało małża, czasem duże, czasem małe, bardziej lub mniej elastyczne, różowe albo beżowe i mamy perłę wrzuconą do tego ciała. I owszem - ta perła (czyli choroba) będzie się rozwijała różnie, bo różnie jej na to ciało małża pozwala, Ale jednak to, że perła się tam w ogóle znalazła to już od małża w ogóle nie zależy.

Jak każdy model ma ten mój przykład liczne i oczywiste ograniczenia, ale myślę, że pewien aspekt sprawy pokazuje dobrze.

To czy mamy w sobie perłę czy nie - jest niewiadomą. To jest ten nasz czas zły przed którym ostrzegał Kohelet. I jeśli nawet było to tylko poetyckie uwiedzenie, to, jak już kiedyś pisałem, ja jestem uwiedziony i tyle.



tagi: choroba  osobowość 

lukasz-swiecicki
7 sierpnia 2025 16:34
5     573    4 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

chlor @lukasz-swiecicki
7 sierpnia 2025 17:45

Skoro "ostrzegał" to pisał jak tego złego czasu uniknać dzięki ostrzeżeniu?

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @lukasz-swiecicki
7 sierpnia 2025 19:21

Inna miara czasu ?

 

 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @chlor 7 sierpnia 2025 19:45
7 sierpnia 2025 20:08

Napisałem, że "ostrzegał"?? Nie pamiętam. Ale jeśli tak to pomyliłem się. Wcale nie ostrzegał tylko tak twierdził. Co tu ostrzegać skoro tak jest. 

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @lukasz-swiecicki
8 sierpnia 2025 15:09

Popatrz pan. Zacząłem pisac tekst parę dnie temu ale na razie jest w drodze ... a w nim, proszę, napisałem tam takie coś też 

... Jasne, ze potem w życiu to zagubienie jest coraz mniejsze. Co rusz taki “zagubiony” delikwent dostaje w tylek i musi sobie z tym radzić. Dobrze, jak sobie radzi. Jak nie, kozetka u prof.Święcickiego. Tak to biega właśnie. Nie inaczej. Ja nie mówię o klinicznych wariatach. Oni po prostu muszą być izolowani, dla swojego bezpieczeństwa i otoczenia. Ale reszta, uważam, to nie pacjenci psychiatrów ale właśnie ludzie zagubieni, kiedyś, w młodości. Nie spotkali właściwego sobie autorytetu, który pokierował by ich życiem, wtedy. Albo przynajmniej zwrócił uwagę na to, co było w nich, a nie zobaczyli tego sami.

Zaufaj sobie I swojemu istnieniu, czy sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem ... To jest najważniejsze. Tego trzeba szukać w życiu, na tej drodze, na ktorej każdy z nas jest. A kto jest Drogą, Prawdą I Życiem?

Nie jest pan osobą duchowną. To co Pan pisze często, to taka karykatura tej osoby tylko. Tyle w temacie.

To takie skrótowe refleksjie.

__________

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @cbrengland 8 sierpnia 2025 17:09
8 sierpnia 2025 19:29

Wręcz przeciwnie - nie tylko ja jestem osobą duchowną, ale Pan też nią jest bez żadnego wątpienia. Mamy ducha a więc jesteśmy duchowni. Nic Pan nie poradzisz. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować