-

lukasz-swiecicki

Pawiany skaczą na ściany ale nosorożce nie muszą

Pawiany skaczą na ściany, ale nosorożce już nie muszą.

[To jest ostatnia część tetralogii o nosorożcach, pozostałe części były dość dawno, więc pewnie je powtórzę niedługo].

Od dawna już się zbieram do tego, żeby wreszcie zakończyć tę historię o nosorożcach, choć jest możliwe, że to niekończąca się opowieść… Ale w każdym razie mogę zakończyć ten epizod.

Jak wiadomo z poprzednich odcinków nosorożce zbierają się u mnie w domu. Nie można powiedzieć, żebym to ja je zbierał, ale w każdym razie jest ich coraz więcej.

Początkowo zajmowały małą półeczkę, potem dwie duże półki, potem cały regalik, a potem doprowadziły do mojej przeprowadzki do nowego gabinetu i zakupu indyjskiej trójkątnej szafy (jakoś to się nazywa, ale znowu zapomniałem jak, jedna z Czytelniczek zwracała mi na to kiedyś uwagę, ale zapomniałem gdzie jest ten komentarz, no i oczywiście zapomniałem jak się zwykle w dobrych domach nazywa takie trójkątne szafki).

W każdym razie, jakby się ta szafa nie nazywała ostatecznie, to brakowało jej dwóch półek. Artystyczny stolarz z okolic placu Wilsona (mogę już teraz ujawnić, że nazywa się pan Gajowy, to znaczy nie jest gajowym lecz stolarzem o takim pięknym nazwisku) szedł do mnie i szedł, ale wreszcie doszedł i zapewne było to po jakichś Świętach, bo Polska to jest taki kraj, gdzie zawsze jest po jakichś Świętach i przed jakimiś innymi (zazwyczaj też jest przed wyborami, albo zaraz po nich).

Bardzo możliwe, że tak jest też w innych krajach, ale w żadnym oprócz Polski, nie mieszkałem, więc nie mam wiadomości z pierwszej ręki. Mi się to wydaje trochę dziwne z tymi Świętami i wyborami, ale co ja tam wiem?

W każdym razie zaraz po Świętach (po jakichś Świętach) przybyły mi dwie półki w szafie.

Z rozpędu Pan Stolarz naprawił także stół, ale akurat na tym stole nie stał żaden nosorożec, więc to jest całkiem inna opowieść.

Kiedy w szafie było całkiem luźno (no, powiedzmy, że było tam prawie luźno..) zadumałem się nad układem nosorożców.

Bo do tej pory to było dość jasne. Na samej górze były malutkie, niektóre są całkiem malutkie. Po prostu chodziło o to, żeby moje najmniejsze wnuki nie sięgały tam i nie połknęły jakiegoś przez pomyłkę. Na nosorożcu to by nie zrobiło wrażenia, ale dziecku mogłoby zaszkodzić, a one (dzieci!) Przecież tu zaglądają.

Na środkowej półce były duże. Mogły by być średnie, ale akurat było tam miejsce na duże. Toteż one tam stały.

A na samym dole były dziwne. Niby tam też mogły by być średnie, ale gdzie by wtedy były dziwne? Do dziwnych zaliczają się różne miękkie (np. Ten którego mi Niania zrobiła na szydełku, taki podobny do kiełbasy, ale wiem, że to nosorożec, bo Niania mi tak powiedziała; a także ten którego dostałem od Najstarszej Córki, a którego podejrzewam o to, że jest guźcem a nie nosorożcem, ale nic nie mówię, bo po co?), ale także jedna drewniana Krowa, którą dostałem od Syna. Ta Krowa nie udaje, że nie jest Krową, ale w tym sklepie, w którym Syn ją kupował nie było nic bardziej podobnego do nosorożców.

A krowy też są nieparzystokopytne? Bo nosorożce chyba są? Czy coś pomyliłem?

Po dorobieniu dwóch półek postanowiłem już nie wydziwiać i zrobić tak, żeby małe były na górze, średnie w środku, średniejsze w drugim środku, duże na dole i dziwne na samym dole. I przez chwilę tak było.

Ale potem zaraz dostałem tego nosorożca, którego pacjentka znalazła w Second Handzie w Sochaczewie (!!) i który (według mnie) wygląda jak młotek neurologiczny. A potem dostałem takiego szczupłego jak jamnik, ale za to z dużym rogiem, i jeszcze takiego strasznie wielkiego pluszowego, i głowę nosorożca z drewna, i wyhaftowanego przez Czytelniczkę na małej serwetce i jeszcze kilka innych. I one się nie dały zaliczyć do żadnej kategorii.

Albo nawet wręcz przeciwnie. One się dały zaliczyć tylko, że to były kategorie „jednonosorożcowe”. Na przykład taka pod tytułem „Nosorożce z Sochaczewa”, albo „Nosorożce wyhaftowane”.

Miałem więc do wyboru - albo wszystko znów pomieszać, albo dzwonić do Pana Stolarza po następne półki…
Dzwonić chyba będę po Świętach (ale przed Wyborami!!), a na razie pomieszałem.

I tak się to w tej chwili przedstawia.



tagi: nosorożce  kolekcja  szafa 

lukasz-swiecicki
1 października 2024 20:52
4     605    4 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

OjciecDyrektor @lukasz-swiecicki
2 października 2024 06:27

Kradnę tytuł notki...:). Jest zarąbisty.

zaloguj się by móc komentować

atelin @lukasz-swiecicki
2 października 2024 08:00

Widziałem kiedyś dwie takie szafki.

Pierwszą szafkę w gabinecie u pani prokurator z najróżniejszymi słonikami - dokupiłem słonika i wręczyłem. Pani prokurator bardzo się wzbraniała, ale jak jej powiedziałem, że słonik za 5,50 PLN nie może być uznany za korzyść majątkową, to przyjęła. Szafka owa, w budynku sądu, była poniemiecka.

Druga szafka, jaką widziałem, była pełna modeli czołgów. Ta szafka/witryna dla odmiany była typowym produktem połowy lat 70-tych z PRL. Co znamienne, też w miejscu pracy pewnego faceta. Pobieżnie obejrzałem te czołgi i na następne spotkanie przyszedłem z modelem czołgu, jakiego jeszcze nie miał w kolekcji. Na szczęście istniała jeszcze Składnica Harcerska i miała takie rzeczy na półkach. Nie miał żadnych pretensji o korzyści majątkowe i świetnie się współpracowało kilka ładnych lat.

zaloguj się by móc komentować

Tobiasz11 @lukasz-swiecicki
2 października 2024 09:43

Nie mam szafki na takie rzeczy ,ale mama zony ma i zbiera kule z roznymi dziwolagami zanurzonymi w wodzie.

Tez mam zamilowanie do nosorozcow, ale prawdziwych, zywych:)

Rok temu badalem rektalnie samice czarnego nosorozca w kierunku ciazy, szkoda, ze nie umiem tu wklejac zdjec.

To byl prawdziwy hardcore.

 Za miesiac jedziemy tak znow i moze przywioze jakas figurke, czarna..

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @Tobiasz11 2 października 2024 11:43
2 października 2024 20:32

O kurczaki!!! To musiało być z tym badaniem!! Ja też lubię prawdziwe, jak najbardziej. Tylko w szafie trudno trzymać.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować