Patriotyzm stosowany, bo używany to kiepsko brzmi.
Patriotyzm stosowany, bo używany to niezbyt brzmi…
Od wielu lat chodzę na Marsz Niepodległości w Warszawie. Nie wiem od ilu. Z pewnością nie od pierwszego marszu i z pewnością także niektóre opuściłem. Opuszczę też, niestety, w tym roku, ponieważ jestem na Mazurach i nikt tu nie maszeruje, nie mówiąc już o tym, że tu gdzie jestem to po prostu prawie nikogo nie ma i nawet jakbyśmy się w te 17 czy ileś osób zmobilizowali to i tak nikt by nas nie zauważył.
Na Marsz Niepodległości nie chodzę z powodów nazistowskich (?), a tym bardziej faszystowskich (co to w ogóle tak naprawdę znaczy??). Chodzę na Marsz, żeby dać wyraz swojej radości. Po prostu zwyczajnie cieszę się, że Polska odzyskała niepodległość (wiem, że to dzień symboliczny, ale wszystkie takie dni są do pewnego stopnia symboliczne). Cieszę się, że żyję w Niepodległej Polsce. A tego dnia nie ma żadnego innego wydarzenia, w którym chętnie wziąłbym udział (gdyby było). Przenoszenie z miejsca na miejsce orła z czekolady jakoś mnie nie porusza i nie pozwoliłoby na wyrażenie tejże radości.
Czy widziałem na tym Marszu rzeczy, które by mi nie odpowiadały? Jak w każdym dużym zbiorowisku ludzkim. Nie podpisuję się pod wszystkimi hasłami, nie wszystkie okrzyki sprawiają mi przyjemność (tych po prostu nie wznoszę). Flary mi nie przeszkadzają, choć rozumiem, że są zabronione w mieście ze względów bezpieczeństwa. Piszę tylko o tym, co mi przeszkadza, a co nie.
Marsz jest całkowicie bezpiecznym miejscem. Co roku spotykam tam ludzi z małymi dziećmi (bardzo wielu), a także obywateli o ciemnej skórze lub skośnych oczach (nie tak wielu, ale całkiem sporo). Nigdy nie miałem poczucia żadnego zagrożenia. Przyznaję jednak, że w pewnych okresach (w zależności od tego kto rządził) zdarzały się niewątpliwe prowokacje. Jednak najczęściej po prostu nic się nie dzieje. W każdym razie nic takiego, co mogłoby budzić niepokój.
Najczęściej spotykam bardzo, bardzo wielu zwykłych ludzi, takich samych jak ja, którzy po prostu chcą spontanicznie okazać swoją radość. Nie są żadnymi tam prawicami, ani lewicami, większość ludzi nie interesuje się polityką, nie popierają ani nie są przeciw. Po co? Po prostu spotykamy się po to, żeby zobaczyć, że inni ludzie też się cieszą.
Przechodząc do mniej oczywistego aspektu sprawy. Czy może mniej widocznego? Jesteśmy z Żoną na Mazurach, w okolicach jeziora Śniardwy. Tu od lat mieszka, lub częściowo mieszka (obecnie raczej częściowo) moja córka ze swoją rodziną. Córka wyjechała a my zajmujemy się jej psem czyli Romą (było już o niej co nieco w felietonach, bo to zabawna psina).
Wczoraj w ramach czasu wolnego od Romy, bo Roma zmęczyła się wreszcie po wielokilometrowym spacerze i na chwilę poszła jednak spać (należy się mocno obawiać, że na łóżku…), poszliśmy odwiedzić w Wejsunach panią Kasię, która kupiła tamże starą poniemiecką szkołę i zrobiła z niej piękny dom.
Dom pani Kasi jest piękny estetycznie, jest niezwykle dopracowany, w zjawiskowy (a proszę zwrócić uwagę, że tego przymiotnika ja nie używam wcale i nawet chyba kiedyś byłem zwolennikiem tego, żeby używanie go penalizować!) sposób łączy to co stare z tym co nowe i nowoczesne. Stare belki, które stanowiły szkielet szkoły, w niektórych miejscach dziwnie popękały i zostały obłożone uszczelnieniami zrobionymi ze sznurów. Drzwi wejściowe, które bezpośrednio graniczą z drzwiami wewnętrznymi, ale są od nich o pół metra (chyba, nie mierzyłem, tak na moje kiepskie oko) wyższe - zostały z tymi drugimi drzwiami połączone czymś w rodzaju rozbudowanej futryny (pewnie to nieprawidłowa nazwa, to raczej jakiś portal??), a całość jest pomalowana na głęboko zielony (pewnie właśnie ten nazywa się butelkowym) kolor. Dla mnie czysto konradowskie skojarzenie (mam na myśli Josepha Conrada) - żaglowiec, ocean itd. Wszystko w środku jest piękne. Po prostu wszystko. Ale nie o to, czy też nie tylko o to, mi chodzi.
Pani Kasia postanowiła, że jej dom będzie ośrodkiem kultury. Że będą się tam spotykali ludzie malujący, rzeźbiący, ale także architekci, a nawet (bo czemu nie, rzecz jasna!) psychoterapeuci. Dom pani Kasi jest więc piękny nie tylko estetycznie, ale także - nie mam odpowiedniego słowa - użytkowo?, społecznie?, no właśnie patriotycznie.
To jest pewnie jakiś trochę lokalny patriotyzm. Ale z drugiej strony… Ta szkoła jest tak naprawdę poniemiecka, pani Kasia jest całkiem nie stąd, ludzie, którzy tu przyjeżdżają też nie są z Mazur. Więc chyba to nie jest taki zwykły lokalny patriotyzm.
Siedzieliśmy sobie w domu i gadaliśmy z Żoną na ten temat. W tle, w jednej z radiowych audycji, jacyś państwo (pani prowadząca i jakiś doktor od czegoś, nie dosłyszeliśmy jaki) pomstowali sobie. A to, że społeczeństwo podzielone, a to że ludzie nie wiedzą co to patriotyzm (państwo dyskutujący na pewno to wiedzieli, ale jakoś nas tą wiedzą nie uraczyli…), a to oczywiście, że Marsz nacjonalistyczny i niedobry, oj niedobry! Mając już dość tego zwyczajowego jojczenia wyłączyliśmy po prostu radio.
A moja Żona, jak to Ona, wpadła na niezwykły, choć pozornie bardzo zwyczajny pomysł.
— Powinniśmy propagować obiad z gęsiną w Dzień Niepodległości.
— Coś Ty? - jakoś nie doceniłem pomysłu - a czemu?
— A co robią Amerykanie na Dzień Niepodległości?
— No nie wiem, spotykają się z rodzinami na uroczystym obiedzie?
— A na ten obiad co mają? Indyka! Obowiązkowo. No i może jeszcze szarlotkę. To my możemy mieć gęsinę. I rodzinne spotkania. To będzie taka nasza patriotyczna tradycja.
W tym momencie pomyślałem, że Anita ma jak zwykle rację. Że bardzo nam brakuje rzeczy zupełnie pospolitych, ale symbolicznych, wspólnych, wspólnotowych. Nie mogłem Jej oczywiście tego przyznać więc skontrowałem, nie fair, ale w sposób nie do obrony…
— No to ciekawe co będą jedli wegetarianie w Dniu Niepodległości!
— A w Ameryce co wegetarianie jedzą zamiast indyka? - odgryzła się Żona, ale dość słabo.
— W Ameryce, w Dzień Dziękczynienia, nie ma wegetarian. Są tylko Amerykanie!
— Ojej - powiedziała Żona.
I na tym stanęliśmy.
Kulturalny ośrodek w Wejsunach jest niezwykle piękny i w tym roku zastąpi mi nawet Marsz Niepodległości. Co zrobić?
tagi: patriotyzm marsz niepodległości
|
lukasz-swiecicki |
| 13 listopada 2025 22:13 |
Komentarze:
|
|
KOSSOBOR @lukasz-swiecicki |
| 13 listopada 2025 23:03 |
Bo u nas, jak mawiają pewni dziennikarze - śmieszkowie, są dwa plemiona, o których mówi nasz hymn: Doswejbasi i Pononasi. Ale pieczona gęś mogłaby je połączyć. Przynajmniej kulinarnie. I w dniu tak uroczystym /gęś na stole!/ wegetarianami nie ma się co przejmować. Howgh!
|
lukasz-swiecicki @KOSSOBOR 13 listopada 2025 23:03 |
| 14 listopada 2025 09:03 |
Tak jest. A nazw tych plemion dotychczas nie znałem. Ale rozumiem, że dał im przykład Bonaparte, więc nie powinno być aż tak.
|
|
Czarny @KOSSOBOR 13 listopada 2025 23:03 |
| 14 listopada 2025 09:48 |
A czy określenie Doswejbasi nie jest zbytnio seksistowskie?
|
chlor @lukasz-swiecicki |
| 14 listopada 2025 11:57 |
Co roku staraliśmy się obchodzić to święto w jakimś historycznie znanym miejscu Polski. Na tą okazję był gotowy zestaw: flaga "podróżna" plus kotyliony (stale te same, bo taniej). Po latach bezbłędnie ustawialiśmy się na takim miejscu placu które było najbliżej kotła z darmową grochówką, którą dawano w mniejszych miejscowościach. Wszędzie tradycyjną potrawą były też rogale świętomarcińskie, już na koszt własny. Na marsze to tylko do Warszawy. Byliśmy tam na jubileuszowym marszu w 2018. Fajnie było.
|
lukasz-swiecicki @Czarny 14 listopada 2025 09:48 |
| 14 listopada 2025 16:08 |
Nie, bo równoważy się przez Pononasi. Niewątpliwie chodzi tu przecie o jakiegosi pona (co nasi).
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 14 listopada 2025 19:20 |
Polacy nie gęsi. Turcy nie indyki ...
:)
|
lukasz-swiecicki @MarekBielany 14 listopada 2025 19:20 |
| 14 listopada 2025 21:00 |
Ale pozostają strusie. Zawsze.
|
|
KOSSOBOR @Czarny 14 listopada 2025 09:48 |
| 14 listopada 2025 23:56 |
Ależ w żadnym wypadku, to nazwa doskonale objętna płciowo. Jak Irokezi czy inni Hutu.
|
lukasz-swiecicki @KOSSOBOR 14 listopada 2025 23:56 |
| 15 listopada 2025 10:47 |
Nie, no skąd - Irokezi to faceci, a Hutu są niebinarne. To fatalny przykład...
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki 14 listopada 2025 21:00 |
| 15 listopada 2025 21:26 |
Kurcze !
Poza telewizorem takiego nie spotkałem, ale gąsiory i indyki to potrafią nastraszyć.
Gąski i indyczki jako mniej wyzywające zostawiam w spokoju.
... a zapomniałem o kogucie.
Jeden co za zaczął piać o pierwszej w nocy i rano skończył w rosole, i to nie było na święta !