Patriarchat z wyraźnym elementem dominującym
Patriarchat z wyraźnym elementem dominującym
Wszyscy pewnie znamy określenie „patriarchat”, używane w tym znaczeniu (w tej narracji!), jaki nadają mu obecnie feministki. Ten patriarchat to nic dobrego. Z pewnością. To symbol ponurego ucisku, tysiącletniej co najmniej niewoli, w której jęczały…
No, zresztą, kto by tam nie jęczał. Tu nie o to chodzi. Wszystkich mniej lub bardziej obytych z terminem „patriarchat” powinien jednak dziwić ten „dominujący element”. Jaki sens pisać o dodatkowym elemencie, skoro cały patriarchat jako taki jest bezczelnie dominujący i na tym, w zasadzie, polega problem jaki z nim mamy?
Taki sens z całą pewnością występuje. Wiem o tym na pewno, ponieważ układ w którym żyję jest właśnie patriarchatem z wyraźnym elementem dominującym. Skoro więc ja w tym żyję, ergo na pewno to w przyrodzie występuje i można w tym żyć! Na razie jasne mam nadzieję??
Ale skąd ja właściwie wiem, że układ w którym żyję jest patriarchatem? Jakie mam na to dowody? Otóż dowody mam ostateczne i niezbite - Żona mi to powiedziała!! I co - łyso Wam polemiści moi? Skoro powiedziała mi to Żona, to nie ma żadnej wątpliwości, że jest to prawda. Dowiedziałem się przecież z pierwszej ręki!!
No dobrze, powie może jakiś malkontent, Polacy to malkontenci - od dawna wiadomo, ale co z tym pierwiastkiem dominującym? To niby skąd pan wie? No, to chyba musieliście nie uważać… Posłuchajcie jeszcze raz - skoro Żona powiedziała mi, że układ w którym żyjemy jest patriarchatem, i skoro to twierdzenie nie ulega żadnych wątpliwości, to jest chyba rzeczą zupełnie jasną, że Żona jest elementem dominującym w tym patriarchacie!! Jeśli czegoś jeszcze nie rozumiecie, to nie wiem jak mógłbym Wam to wytłumaczyć. Ale w każdym razie będzie historia ilustrująca niewątpliwą prawdę mojej wypowiedzi.
Dziś rano postanowiliśmy jechać po zakupy, gdyż były nam potrzebne. W tym celu postanowiliśmy wziąć mój samochód, bo jest malutki i łatwo nim zaparkować. Samochód Żony jest bardzo duży i ogólnie niepraktyczny. Jak to w patriarchacie - mężczyzna bierze wszystko dla siebie, jak już nie daje rady, to jakieś tam resztki pozostawia żonie.
- Będziesz prowadził - powiedziała stanowczo Żona.
Ale aż taki głupi nie jestem, już to przerabiałem nie raz…
- Nie. Ty będziesz prowadziła.
- A czemu? - zapytała Żona.
- No bo tak.
- A, skoro tak, to bardzo proszę.
Jest patriarchat? Jak sądzicie?
Ruszyliśmy dziarsko i przez chwilę jechaliśmy w milczeniu.
- Acha, tylko ja nie wiem jak jechać - stanowczo powiedziała nagle Żona.
- Jak to nie wiesz? - osłupiałem - przecież to Ty zawsze prowadzisz!!
- A teraz nie wiem i już. Musisz mi powiedzieć.
- Po prostu musisz objechać to rondo i na ostatnim zjeździe zjechać.
- A mi się wydaje, że to trzeba zupełnie inaczej!
- Jedź jak uważasz, ty przecież wiesz…
- To nastaw mi szybko nawigację!
- Ale po co? - nie mogłem zrozumieć - przecież ja wiem jak jechać!
- Jak to wiesz? Przecież nie jesteś pewien - sam powiedziałeś, że mam jechać tak jak ja myślę!! Bardzo proszę o nawigację.
Nawigacja mówi to samo co ja przed chwilą.
- Jakąś ty masz dziwną nawigację w tym samochodzie. Musisz sobie zrobić taką samą jaką mam ja. Moja jest dobra. A twoja cię dezinformuje… No i masz! Widzisz? Źle pojechałam!
- Bo pojechałaś nie tak jak ci mówiłem….
- Chcesz się kłócić czy dojechać na miejsce?
- Wolę dojechać.
- No to sam widzisz. A gdzie mam zaparkować?
- No tak…. Ty zawsze jeździsz tu w prawo. To byłoby blisko i wygodnie. Tylko tam nie będzie miejsca i trzeba będzie potem i tak wyjechać tam daleko na lewo. To będzie niezbyt wygodnie, ale tam będzie miejsce… To ja bym od razu tam pojechał…
- To może mógłbyś się zdecydować jak mam jechać?
- Jedź w prawo.
- A czemu w prawo?
- Bo zawsze i tak tam jeździsz…
- No nie, jeżdżę tam, bo ja mam optymistyczne i konstruktywne podejście do parkowania. A ty z góry zakładasz, że nie będzie miejsca, to potem nie ma - bo skoro tak zakładałeś…
Oczywiście po prawej nie ma miejsca. To moja wina, bo niepotrzebnie tak zakładałem. Tam na lewo, gdzie niezbyt wygodnie - miejsce oczywiście jest.
Patriarchat jest tu więc oczywisty. Małżeństwo z ponad 40 letnim stażem porusza się samochodem należącym do męża, jadą taką drogą, jaką on wybrał (no może trochę inną, ale to omyłkowo), parkują tam, gdzie on od razu chciał. Mucha nie siada.
Ale element dominujący jest wyraźnie zauważalny. W ogóle nigdzie by nie dojechali, gdyby nie on.
Z patriarchatem jest po prostu tak samo, jak z przekonaniem, że Szczecin leży nad morzem. Szczecin oczywiście leży. Morze faluje. Być może nie znajdują się one w tym samym miejscu, ale już po przejściu około 200 km można się wylegiwać na nadmorskiej plaży. Wszystko gra. A jeśli uwzględnimy element dominujący, to nawet nie trzeba będzie tych 200 km iść na piechotę. Można tam złapać jakąś okazję i podjechać…
tagi:
|
lukasz-swiecicki |
| 6 marca 2026 21:36 |
Komentarze:
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 7 marca 2026 21:08 |
Element vs Pierwiastek
7 : 1