-

lukasz-swiecicki

Mój najbardziej ulubiony felietonista i dlaczego jest nim...?

Mój najbardziej ulubiony felietonista i dlaczego jest nim…?

[To jest felieton sprzed czterech lat. Za chwilę skończę 64. Ale mnie jakoś dziś naszło, że trzeba go przypomnieć.]

Dlaczego to jest dla mnie ważne, żeby sobie powiedzieć, których felietonistów lubię najbardziej? Niedawno, że tak powiem na dniach, skończyłem 60 lat i zdałem sobie sprawę z tego, że różne strumienie rzeźbiły we mnie swoje koryta.

Te najbardziej oczywiste strumienie czyli bycie mężem, ojcem, dziadkiem. Te bardzo silne czyli bycie lekarzem, psychiatrą, nie śmiem powiedzieć naukowcem – bo nim jednak nie jestem, ale jakoś tam „poszukującym prawdy medycznej” (nie, chyba nie to, mam nadzieję, że się domyślacie o co mi chodzi, a czego nie umiem dobrze wyrazić).

No i te dziwne, kręte, ale jednak, jak to teraz widzę i widzę coraz bardziej, bycie specyficznym opowiadaczem historii czyli felietonistą. To się też okazuje bardzo ważne. Dlatego cofam się w pamięci i szukam tych, którzy mnie natchnęli i których lubię najbardziej.

To trudny temat. Bo gdybym na przykład powiedział, że moim ulubionym felietonistą jest Robert Mazurek, to nie skłamię w zasadzie. Ale z drugiej strony…

Robert jest moim przyjacielem. Czyli to byłby jakiś nepotyzm z mojej strony, gdyby był też ulubionym felietonistą...

Kurczaki, przecież ja byłem nawet na tych słynnych urodzinach Mazurka, które będę przez wieki wspominane jak jakieś sumy bajońskie (swoją drogą to chyba nie były tanie urodziny?), mydło od Zabłockiego, czy męki od Piekarskiego.

Kojarzycie? Ludzie będą mówić: „jak Piekarski na mękach”, „wyjść jak Zabłocki na mydle”, „ubawić się jak Siemoniak na Mazurka urodzinach”. Ni cholery nikt nie będzie wiedział o co chodzi. Ludziom się będzie kojarzyło, że ten mazurek to ciasto, ptaszek, mazurek Chopina. Cokolwiek. Ale Robert – nieśmiertelny. Warte każde pieniądze.

Tylko czy w takiej sytuacji mogę bezstronnie powiedzieć – „tak, Mazurek jest największym felietonistą”?

Ale to nie jest jedyny problem. Drugi jest gorszy. Bo, powiedzmy, uznam, że jednak Mazurek jest numerem jeden. Ale potem powiem, że zaraz po nim – Jeremy Clarkson…

Nie, oczywiście, ja wiem, że Robert nie wie, kto to jest Clarkson (przypomnę, że ostatnio Robert Mazurek nie wiedział, że odbywają się jakieś mistrzostwa w piłkę nożną, a nawet chyba nie wiedział, że istnieje piłka nożna, ponieważ był zajęty KONKURSEM CHOPINOWSKIM, rzecz to oczywista). To by było dwa piętra poniżej poziomu jego godności, gdyby wiedział.

Nie wie. Ale w mordę to by mi jednak dał. On i Clarkson w jednej linijce. Nie. Tego nie zrobię. Robert bardzo solidnie wygląda, on może mocno uderzyć. Z drugiej strony z Clarksona nie chciałbym rezygnować. Czyli muszę z Roberta. No kurcze. Ale Robert przyjaciel…

Sami widzicie, że to jest problem. Chociaż oczywiście z Clarksonem żartowałem. Na pewno nie jest na drugim miejscu. Bo przecież jest Umberto Ecco, Maciej Rybiński (bardzo wysoko!), Igor Zalewski (tak, tak! Wyżej niż sam by pomyślał, gdyby oczywiście w ogóle o mnie myślał, niestety nie znamy się, bo Mazurek nas nie zapoznał. A Igor bardzo dla mnie ważny i pisałem o tym), Józef Mackiewicz (tak, pisał także felietony), Stefan Kisielewski, Art Buchwald, Ephraim Kishon, Rafał Ziemkiewicz, ja lubię nawet niektóre persyflaże felietonopodobne Krzysztofa Feusette’a.

Może kogoś to zdziwi, ale ja w ogóle lubię persyflaże, nawet w nadmiarze, że się tak wyrażę.. One są jak cukierki Michałki – ostro przefajnowane, ale rączka się wyciąga po następny..

I z całą pewnością na liście jest jeszcze ten starożytny gość, który w Biblii opisał historię Józefa i jego braci. Nie mówcie mi, że nie był felietonistą. Bo był i to odjechanym. To wyliczenie jest bardzo dziwaczne. Wiem i nie wstydzę się tego, bo to jest wyliczenie godne felietonisty. Biorę Clarksona na świadka.

Tu dojechałem do miejsca, w którym wypadałoby odpowiedzieć na pytanie tytułowe. Tylko niby jak to zrobić, skoro nie ma już na to miejsca?

To znaczy niby miejsca to tak ogólnie jest ile chcieć, tylko potem Czytelnicy piszą, że za długie to wszystko i czytać się nie da. Tak więc odpowiedź będzie w części drugiej. Pani Basi i innym ewentualnie chętnym mogę wysłać całość, bo już właściwie jest napisana (przecież stąd wiem, że jest dłuuugo!!!) na maila czy jakoś tak. Pozostali nie chcą, to na razie nie dostaną.

 

 



tagi:

lukasz-swiecicki
23 listopada 2025 21:59
5     515    4 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

MarekBielany @lukasz-swiecicki
23 listopada 2025 22:12

Ten Żolibórz jest jak Balonowa na Mokotowie.

 

 

zaloguj się by móc komentować

orjan @lukasz-swiecicki
23 listopada 2025 23:25

Ja całkowicie odrębnie uważam, że felietony nie są bynajmniej po to, aby przekazać wiadomość, wiedzę, pogląd, czy opinię. One są po to, aby u czytelnika wywołać rozumowanie jego własne. Niekoniecznie nawet ściśle trzymające się kanwy danego felietonu.  Te, które nie wywołują są martwe choćby były dobrze uszminkowane.

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @lukasz-swiecicki
25 listopada 2025 06:37

Nie ma to, jak napisać coś samemu I tyle I to jest najlepsze, po prostu :-)

_______

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @cbrengland 25 listopada 2025 06:37
25 listopada 2025 22:18

Tak, w dużym stopniu tak. Chyba, że ktoś umie rzeźbić albo malować. Albo na instrumencie, najlepiej byłoby sobie coś zagrać. Ale ja niestety tylko pisać... No i czytać też, trochę. 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @lukasz-swiecicki
29 listopada 2025 00:59

Nieśmiało pisnę, że bardzo lubiłam felietony Waldemara Łysiaka. Krwiste i dosadne, w punkt. Wielka szkoda, że rozstał się z gazetą, ale miał swoje powody... /Chyba to byla Gazeta Polska./

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować