-

lukasz-swiecicki

Forma i treść

Forma i treść

 

Orson Scott Card napisał kiedyś wspaniałą książkę „Gra Endera”. Miałem przez chwilę ochotę nazwać tę książkę „genialną” (bo pewnie taka jest…), ale nie chcę się przykładać do inflacji epitetów. Teraz każdy polityk to, w ocenie swojej partii, genialny fachowiec. I znakomity.

A książka Carda jest naprawdę świetna (w przeciwieństwie do tych polityków). Jeśli ktoś jej nie zna, większość miłośników fantasy zna na pewno, to bardzo radzę przeczytać. Jedna z książek, które coś zmieniły w moim życiu. Z których dowiedziałem się czegoś, czego sam bym nie wymyślił. A ja uważam, że to bardzo dużo.

O czym jest „Gra Endera” tego chyba lepiej nie pisać, żeby za dużo nie zdradzić. Tylko jeden motyw. Tytułowy bohater gra w skomplikowaną grę, nie komputerową tylko taką życiową, performatywną czy jak ją zwać, w każdym razie dowodu grupą dzieci, które rozgrywają ćwiczebne walki z innymi grupami. Stopniowo grupa Endera staje się najlepsza i wszystko wygrywa. Nie dlatego, że ma najlepszych zawodników - przeciwnie, akurat zawodnicy Endera są najsłabsi i najmłodsi i nie dlatego nawet, że Ender jest świetnym dowódcą, ale przede wszystkim dlatego, że Ender inaczej myśli.

Gry w których uczestniczy Ender odbywają się w próżni (to przygotowanie do walk w Kosmosie) i tytułowy bohater książki najszybciej uświadamia sobie, że w próżni nie ma żadnego sensu myślenie w kategoriach góra - dół. Tak naprawdę nie ma żadnej góry, jest po prostu pewna przestrzeń. Ender realizuje to w praktyce i dlatego wygrywa. Myśli inaczej.

Ostatnio zorientowałem się, przy okazji budowy domu na działce, już tu trochę o tej budowie pisałem, że jestem pozbawiony w znacznym stopniu pewnej cechy, którą mają inni ludzie (nie mam pojęcia czy wszyscy?). Otóż nie umiem stworzyć sobie nowej formy. Jeśli dostanę jakąś formę to umiem ją bardzo dobrze wypełnić ciekawą zawartością. Wiem, że mam ponad przeciętne umiejętności tworzenia treści. Ale muszę dostać formę. Co więcej - ktoś, najlepiej moja Żona, musi mi powiedzieć jaką formę teraz wypełniamy, ale też jaką formę przestać wypełniać, bo już jest pełna. Moja ślepota formalna rozciąga się bowiem tak daleko, że nie potrafię zobaczyć jak dużo treści już jest w danej formie, a ile jeszcze można tam wsadzić. Pozostawiony samemu sobie wypełniam w zasadzie bez końca.

Owszem, w jakimś momencie zaczynam cyzelować treści. Z dużym prawdopodobieństwem będą one coraz bardziej wyszukane, ale nie wyjdę za nic poza nakreślone kółko. Bo ja po prostu tego kółka nie widzę!

Ta moja dziwna cecha wyjaśniła mi czemu zawsze byłem kiepskim matematykiem, niedobrym szachistą i niestety również słabym poetą. Choć uwielbiam matematykę, szachy i pisanie wierszy.

Jestem jednak zupełnie niekreatywny. Cały czas powtarzam jeden wzór. W naukach humanistycznych można to całkiem dobrze ukryć - bo właśnie takie to z nich nauki, ale tam gdzie trzeba naprawdę przechodzić od formy do formy… No cóż - tam to już leżę.

Pamiętam jak kiedyś, pewnie 25 lat temu, pasjonowałem się szachami. Czytałem książki, ćwiczyłem debiuty i końcówki, pasjonowałem się rozgrywkami z przeszłości. Kiedy mój syn skończył 6 lat, chyba to było wtedy, nauczyłem go grać w szachy i starszynie się cieszyłem, że teraz będę miał z kim grać. Żona odmówiła mi dalszego grania już podczas podróży poślubnej (to oczywiście żart, nie było żadnej podróży - wzięliśmy ślub w stanie wojennym, nie byliśmy nawet na własnym weselu, a co tu dopiero mówić o podróżach!!).

Syn natychmiast nauczył się ruchów i podstawowych pojęć. Usiadł przy szachownicy, pomyślał i tydzień potem już ze mną wygrywał.

Owszem, mam mądrego Syna, ale to nie była wyłącznie jego zasługa. To była moja słabość. Kostek nie mógł się nadziwić temu, że ja nie widzę pozycji, że po prostu gram na palę, rozgrywam wariant, którego się nauczyłem zamiast patrzeć co się dzieje na szachownicy. Po prostu treść jest dla mnie wszystkim - a formy nie widzę.

Nie wiedziałem wcale, że tak jest (tak jak nie rozumiałem przez całe lata czemu ludzie mówią, że jestem arogancki - myślałem, że tak mówią, bo mnie nie lubią. A prawda jest taka, że po prostu jestem arogancki!). Zrozumiałem to podczas wizyty w pracowni puff.

Ta pracownia (ja właściwie byłem w czymś co się nazywa show-room) to Miuki, jest w Warszawie przy Alei Krakowskiej (tak, reklamuję ją zupełnie świadomie i nawet nie liczę na rabat… No może tam trochę liczę..). W jakimś momencie naszych budowlanych działań moja Żona „uświadomiła sobie” (czyli zobaczyła inną formę, w tym sensie ja nigdy sobie nie uświadamiam niczego), że nie potrzebujemy kanapy tylko puffy. Znalazła stronę Miuki i przymusiła mnie do odwiedzenia pracowni. Ja oczywiście nie chciałem, bo z mojej natury wynika, że nigdy nie chcę takich rzeczy. Nie jestem w stanie powiedzieć, że jakaś piosenka mi się podoba, jeśli jej nie słuchałem. Ale nie słucham tych, które mi się nie podobają. To dość proste.

Pani Agnieszka Kwiecińska, założycielka firmy i projektantka puffów, bardzo szybko przekonała mnie, że byłem w błędzie. Ale przede wszystkim uświadomiła mi (UŚWIADOMIŁA), że można przechodzić między formami. Że można bezkształtne wory (dosłowne i metaforyczne!) formować tak, żeby stawały się fotelami, kanapami, leżankami i czym tam jeszcze. Coś zupełnie obcego mojej duszy i mojemu myśleniu.

Poczułem się wspaniale. Opuściłem swój świat form i znalazłem się gdzie indziej. Ja sam nie potrafię tego zrobić, ale jeśli ktoś mnie zaprowadzi to po prostu jestem zachwycony.
No to teraz jestem.

W pełni to zrozumiecie jeśli odwiedzicie Miuki. Chyba, co jest bardzo prawdopodobne, że już dawno to rozumiecie, bo trzeba takiego głąba jak ja, żeby się prostymi rzeczami zachwycać.

Co swoją drogą jest i tak zachwycające.



tagi:

lukasz-swiecicki
20 września 2025 17:06
2     410    1 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

chlor @lukasz-swiecicki
21 września 2025 11:02

Jeśli prawidłowo zrozumiałem funkcje treści i formy, to mogę twierdzić, że u mnie było i jest całkiem odwotnie, tzn bez trudu wymyslam nowe formy którym poświęcam działanie i myślenie, ale słabo i bez należytego uporu wypełniam je treścią. Zostawiam formę po połowicznym sukcesie i szukam czegoś nowego. Stąd moje poddasze to muzeum niedokończonych pasji. 

 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @chlor 21 września 2025 11:02
21 września 2025 13:36

Powinniśmy razem pracować. Ja mam dokładnie odwrotnie. Wypełniam w stu procentach. Ale nie mam czego wypełniać jak mi ktoś nie podsunie.... 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować