-

lukasz-swiecicki

Borys jaki jest (i jakim ja go widzę!)

Boryś jaki jest (i jakim ja go widzę)

 

Nasz wyjazd na Minorkę spowodował, że Borys tęsknił. My też – i to bardzo. Więc po powrocie przypomniałem sobie taki stary tekst, który znowu jest jak znalazł.

 

Zasadniczo Boryś jaki jest - to każdy widzi.

Ale to się tylko tak wydaje, bo jest w Borysiu dużo różnych rzeczy, których nie widać i nie chodzi mi tu wcale o to, co dziś rano podstępnie połknął (wszystko widziałem!!).

Boryś jest na przykład bardzo wrażliwy na walizki. Walizki nie powinny być w domu tylko w piwnicy. I one tam są. Jeśli stamtąd wywędrują to, w opinii Borysia, może to oznaczać tylko jedno: będzie jakaś podróż! A jak będzie podróż to Boryś pojedzie też, albo i nie pojedzie.

Zdaniem Borysia to może zależeć od tego, czy państwo będzie o piesku pamiętać. W tej sytuacji nie ma sensu leżeć na swoim, bardzo wygodnym skądinąd, posłanku. Trzeba się położyć przy samiutkich drzwiach, na chodniczku, żeby się o pieska ludzie przewracali. Może się i potłuką, to trudno, ale z pewnością wówczas nie zapomną! No więc sobie leży, a to mnie skłania do pisania o nim.

Boryś jest formalnie rzecz biorąc „małym munsterlanderem”. Boryś się z tym nie utożsamia. Chyba myśli, że jest małym kotkiem. Ale formalnie jest tym tam „munsterem”. Ponieważ zasadniczo nikt nie jest w stanie zapamiętać tej dziwacznej nazwy, obowiązuje opinia, ze Boryś jest „minister-landerem”, jakimś takim lądującym ministrem, to może mu i bardziej odpowiada.

Jeszcze gorzej jest z tym małym, bo Borys wcale nie jest mały. Waży dobre 30 kg, a normalnie psy tej rasy to tak 18-23, z punktu widzenia innych „ministerlanderów” to jest raczej Boryś wielkim ministerem. Dla mnie w sumie też. Taki urósł. Może tak jak Obeliks wpadł w dzieciństwie do kociołka z wywarem czy jak?

Boryś ma apetyt. Dokładnie rzecz biorąc ma apetyt na wszystko. Jest niewiele rzeczy, których Borys nie chciałby zjeść i to nie byle jak połknąć, ale zjeść ze smakiem i błyskiem w oku. Bo Borys nie jest broń Boże łakomy!! – on jest smakoszem. To jest jedna z cech, które mamy podobne. Ja też mam niezły apetyt. Ponadto Borysowi w zasadzie nic nie szkodzi.

Owszem, w dzieciństwie wydawał się być pieskiem delikatnym i miał swoje problemy z brzuszkiem, ale od czasu jak zaczął jeść barf (co zostało szczegółowo opisane w felietonie o takim właśnie tytule) czyli mieszankę surowego mięsa, zmielonych kości i warzyw – czuje się wprost świetnie.

Boryś chyba mógłby powiedzieć o sobie tak jak Muniek Staszczyk – „problemy z alkoholem, to są wtedy jak się alkohol skończy. Więc ja nie mam problemów”. Boryś też nie ma problemów z barfem, dopóki mu się ewentualnie nie skończy.

Boryś jest indyferentny pogodowo. Zasadniczo jest mu wszystko jedno jaka jest pogoda, no może z wyjątkiem dużego gorąca, bo to jednak gęste futro trzoszeńkę grzeje. A tak to wszystko znosi.

Nie otrząsa się podczas deszczu ani śniegu. Moim zdaniem szkoda mu na to wysiłku – wie, że i tak zaraz znowu będzie mokry. Więc czeka na sam koniec spaceru, żeby się otrząsnąć hurtowo ze wszystkiego. A że to wypada już u nas w przedpokoju? No to przecież naprawdę – Borys nam domu nie planował!! Mogliśmy wybudować jakąś otrząsalnię czy coś w tym guście!

Borys lubi dzieci. Ale nie znaczy to, ze po prostu je znosi czy też toleruje! On je po prostu czynnie lubi. Najbardziej lubi wszystkie dzieci w wieku od 1 do 12 roku życia – bo w tym wieku mamy wnuki. To w zasadzie oznacza wszystkie dzieci, bo potem to już jest młodzież, a młodzież nawet sama siebie nie lubi, więc nie będziemy od psa głupot wymagać.

Natomiast nie lubi Borys jamników. Jest to wina niejakiego Szypra, a do pewnego stopnia także jego przyjaciela Sztorma, którzy ubliżają Borysiowi i robią sobie z niego bekę. Boryś nie życzy sobie tego i próbuje zjeść łobuzów, ale się nie przykłada i wszystko znowu się powtarza.

Borys bardzo nie lubi Dżezika. Dżezik jest naszym sąsiadem i jest jakiejś rasy, ale zapomniałem jak się toto nazywa. Z pewnością jednak jest bezczelnym gówniarzem, który kiedyś ugryzł Borysa w ogon podstępnie. Ponadto Dżezik sprawia wrażenie (na Borysie „bynajmniej”), że chce czy też mógłby chcieć, zjeść czyjś posiłek. Na przykład Borysa barf. To jest niedopuszczalne i na to zgody być nie może!! A poza tym „piniędzy na to nie ma i nie będzie”. Przynajmniej tak Borys sądzi.

Boryś uratował mi życie. Lub zdrowie. Lub przynajmniej zdrowie częściowo. Już wyjaśniam. Oczywiście metaforycznie to Borys mi często ratuje życie i leczy mnie z depresji. Ale tak dosłownie to ze dwa razy.

Raz, w dniu kiedy urodziła się Jańcia, czyli cztery lata temu, szliśmy sobie nocą ciemną górą Cytadeli i nagle z krzaków wyskoczył wielki i dziki chłop wymachując drewnianą pałą. I naprawdę był wielki i dziki, możecie mi wierzyć, jestem weteranem różnych walk w izbie przyjęć szpitala psychiatrycznego i byle chłopy na mnie wrażenia nie robią! Tu by było z nami krucho na 100 procent.

Myślicie może, że Boryś się na chłopa rzucił? Że zaszczekał „hau, hau” czy coś takiego?? Nic z tych rzeczy. Zaczął bardzo szybko uciekać! A ja biegłem za nim, żeby go dogonić, rzecz jasna. Normalnie stawiłbym czoła takiemu chłopu, no bo co w końcu??! Ale musiałem psa gonić. No i biegliśmy tak szybko, że chłop w ogóle nam zniknął z oczu.

A czemu napisałem, że zdrowie mi uratował Borys jedynie częściowo?

No, bo jak próbowałem zahamować, jak już żeśmy temu chłopu uciekli, to wpadłem w poślizg i skręciłem nogę. Czyli w efekcie stan zdrowia mi się jednak pogorszył. Ale jakbym tą pałą dostał w ciemię to pogorszenie byłoby większe. Wierzcie lekarzowi.

A za drugim razem to był dzik. Wielki jak szalecik miejski i czarny jak sam diabeł. Tym razem na dole Cytadeli. I tym razem to Borys mi uratował życie na całego, bo jołop w ogóle dzika nie zauważył. Nie zaczął szczekać, dzik też nas nie zobaczył. No i mogłem uciekać sam. A Borys mnie tym razem gonił.

Myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że obie sytuacje mogłyby się znaleźć w filmie „Lassie wróć” albo „O psie który jeździł koleją”, ale już z pewnością na pewno w „Psie Huckelberry” (to w „Zwierzyńcu” była taka kreskówka jakieś 60 lat temu, na pewno wszyscy pamiętają!).

Nie wyobrażam sobie życia bez Borysa. Nie da się ukryć.

Dominikanin, Ojciec Szustak, kiedyś mówił, że jeśli się psa naprawdę kocha, to ten pies idzie z nami do nieba. I teraz jest tylko jeden kłopot – że ja niestety muszę do nieba, bo nie chciałbym ciągać Borysa po jakichś gorących miejscach, za którymi nie przepada.

I to na mnie nakłada pewne obowiązki, jak chyba sami rozumiecie…



tagi:

lukasz-swiecicki
25 września 2026 14:46
1     126    2 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

zkr @lukasz-swiecicki
25 września 2026 19:48

"+"

Borys to taki mały "łyżew"?

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować