Bałwanienie do kwadratu czyli snehova koule na druhou
Bałwanienie do kwadratu czyli snehova koule na druhou
To bałwanienie to oczywiście koncepcja Wojaka Szwejka. Z czasów, chyba bo to z pamięci piszę, z czasów kiedy Szwejk służył u oberfeldkurata Katza, a nie w czasie kiedy był u nadporucznika Lukasa. Szwejk mawiał, że najbardziej lubi jak ludzie bałwanieją do kwadratu. Teraz to ja też jestem mądry i wiem, że to była tak zwana gryząca ironia. Tylko, że jak czytałem Wojaka Szwejka pierwszy raz to miałem 10 lat. Wiem dobrze, bo taki był, mało zrozumiały, warunek moich Rodziców - możesz przeczytać jak skończysz 10 lat, „bo to nie jest książka dla dzieci”. Hmmm…
W każdym razie kiedy miałem 10 lat to ironia do mnie nie docierała, więc myślałem, że Szwejk naprawdę lubi jak ludzie bałwanieją do kwadratu. Czyli w jego rozumieniu to było wtedy kiedy chcieli walczyć za Austro-Wegry i Cesarza Pana.
A myśmy wtedy mieli taką sytuację, że było jakieś 26 lat od Powstania Warszawskiego. W jakimś sensie wszyscy byliśmy wielkimi zwolennikami bałwanienia do kwadratu (zamiast Austro-Węgier była Polska, zamiast Cesarza - wolność…) Ale rzecz jasna było bez ironii, więc pewnie i trochę bez wdzięku…
Tak że ten Szwejk do mnie wtedy tak naprawdę nie dotarł. A w każdym razie nie tak, jakby sam pewnie tego chciał. To znaczy on mnie wyśmiał, ale ja się nie poczułem wyśmiany.
Teraz nastąpi bardzo nagła zmiana kierunku tego felietonu. Zrobiłem sobie nawet cały dzień przerwy w pisaniu, żeby to dobrze przemyśleć, ale niewiele mi to szczerze mówiąc dało. Trzeba zrobić ten skręt i już. Potem zobaczę jak skręciłem.
Chodzi o bałwany (bałwanienie do kwadratu..). Nie było ich przez wiele lat. W Warszawie nie było. Oczywiście, że Warszawa nie jest pępkiem Świata, a nawet jakby była to oprócz pępka jest też kilka innych pożytecznych części organizmu. Moja najstarsza córka Aniela, która spędziła ostatnie dwa lata pod samą Babią Górą (całkiem wysoko w górach), powiedziała mi, że śniegu i bałwanów było tam pod dostatkiem. Śnieg po prostu padał z nieba, a bałwanami oni sami się zajmowali. Bo oprócz nich nie było tam innych budowniczych bałwanów. No, ale śnieg był i to zasadniczo wystarczało.
U nas w Warszawie było inaczej. Przez ostatnie lata nie było zim. To co prawda nie działa odwrotnie i nie można powiedzieć, że przez ostatnie zimy nie było lat, ale z punktu widzenia naszych bałwanów to nie ma znaczenia.
Pomyślałem ostatnio, że ze śniegiem jest tak jak z bólem. Kiedy cię coś boli, to jest to bardzo, bardzo ważna wiadomość, a kiedy przestaje boleć, to robi się to tak zupełnie nieważne, że nawet nie potrafisz tak naprawdę powiedzieć kiedy to się stało, to znaczy kiedy przestało.
Ze śniegiem też tak jest - kiedy pada to jest to wiadomość. Zasypuje drogi, zaskakuje drogowców, ludzie spóźniają się do pracy, ktoś lepi bałwany. Ale jeśli śniegu nie ma to nie jest to żadna wiadomość. Nawet nie wiesz, kiedy przestał być.
W tym roku ta wiadomość się pojawiła. I to nie tak jak w niektórych poprzednich latach - że co prawda coś tam spadło, ale nawet nie ma co odśnieżać, bo jutro wszystko stopnieje i nie ma sensu się tym zajmować. W tym roku jest zupełnie inaczej - tak jak było kiedyś. Kiedy pada śnieg, to potem jeszcze bardziej pada śnieg.
Jak się okazuje to bardzo wiele zmienia. Na razie przynajmniej, nadal piszę o Warszawie, jest szał radości. Wszyscy ludzie wyciągnęli biegówki i biegają naokoło Żoliborza (teraz piszę nie tylko o Warszawie, ale wręcz o samym Żoliborzu czyli kwintesencji warszawskości było nie było!). Nigdzie nie można kupić smaru do biegówek! To znaczy gdzieś podobno można, ale u nas na Żoliborzu raczej nie można. Jedne buty do biegówek (akurat moje!) są używane przez trzy osoby na zmiany! Ludzie jeżdżą na sankach i brakuje sanek.
Potem, jeśli to się utrzyma, dojdzie też do mniej przyjemnych wydarzeń (pamiętam z dawnych lat), ale na razie jest cudnie.
I właśnie ten proces pozwolę sobie nazwać bałwanieniem do kwadratu. Trochę ironicznie, przyznaję. Bo ten śnieg, o którym tak jakby wszyscy zapomnieli i który był wszystkim potrzebny jak zeszłoroczny (śnieg!) teraz stał się wydarzeniem, a nawet materiałem twórczym. Dlatego właśnie ten kwadrat - że w pierwszym obrocie to jeszcze nic (zapominamy o śniegu), ale potem, jak już zacznie padać to nie możemy o nim zapomnieć.
Chyba my po prostu tacy jesteśmy i stąd Wojak Szwejk nie miał racji naśmiewając się z ludzi bałwaniejących do kwadratu. Wydaje się właśnie, że zbałwanieć należy, a kto tego nie robi ten jest nie tylko Szejkiem, ale zapewne także Kosmitą.
Obserwujcie ich - tych łobuzów co nie bałwanieją!!! Mają niechybnie coś na sumieniu.
Ja już muszę kończyć, bo teraz moja tura na biegówki, choć buty nieco już mokre. Ja bałwanieję i żadnym Kosmitą nie jestem. Nie mam nawet takich ambicji.
tagi:
|
lukasz-swiecicki |
| 4 stycznia 2026 16:57 |
Komentarze:
|
|
atelin @lukasz-swiecicki |
| 4 stycznia 2026 20:13 |
"Chyba my po prostu tacy jesteśmy i stąd Wojak Szwejk nie miał racji naśmiewając się z ludzi bałwaniejących do kwadratu."
Moim zdaniem miał rację. Tego Szwejka się czytać nie dało ani nawet oglądać, więc ekspertem nie jestem. Ale coś mi się majaczy skojarzenie Szwejka z bałwanieniem internetowym.
To, co się wyprawia obecnie na niby poważnych portalach, to jest bałwanienie do siódmej.
|
|
atelin @lukasz-swiecicki |
| 4 stycznia 2026 20:19 |
Proszę zwrócić uwagę na to, że prawie każdy artykulik zawiera na końcu żelazną ramkę z napisem "poznaj kontekst AI".
|
lukasz-swiecicki @atelin 4 stycznia 2026 20:13 |
| 4 stycznia 2026 21:17 |
Mam wrażenie, że zupełnie nie rozumiem o co chodzi w tym wpisie. Mi natomiast chodziło o śnieżne bałwany. Nie mają kontekstu AI.