-

lukasz-swiecicki

Żeby się przekonać co naprawdę lubisz robić - musisz zacząć to robić.

Żeby się przekonać co naprawdę lubisz robić - musisz zacząć to robić.

 

Długo myślałem nad tym tytułem. I tak, wiem, że tego wcale nie widać.

To beznadziejny tytuł, który do tego od razu zdradza puentę felietonu.

W zasadzie jedyną zaletą tego tytułu jest to, że jest na „Ż”, a na „Ż” chyba nie mam tekstów. Nie sprawdzałem, tak sobie po prostu wyobrażam. Ponieważ napisałem w życiu znacznie więcej felietonów niż należało, a nie mam w nich specjalnego porządku, to coraz trudniej jest mi coś znaleźć. No a na „Ż” powinienem dać radę.

Tylko co z tego? Trzeba przecież jeszcze napisać coś, do czego w ogóle warto będzie wracać. Czego będzie się chciało szukać.

Od jakichś dwóch miesięcy wisi nade mną długi tekst, który koniecznie ale to koniecznie powinienem napisać. Znam to uczucie, bo kiedyś tak miałem niemal ciągle, ale już od lat w zasadzie pisałem głównie felietony sam dla siebie (to znaczy oczywiście ja je piszę dla Was, ale chodzi mi o to, że sam siebie zatrudniam i sam sobie nie płacę). Teksty naukowe pisałem z kolegami, jako jeden ze współautorów i w związku z tym one w ogóle nade mną nie wisiały. Uważałem, że ten etap życia już dla mnie minął i (wydawało mi się), że nie żałuję.

A jednak.

Jak już napisałem - obecnie wisi nade mną tekst. Nie mogąc i nie chcąc odsuwać tego w czasie wziąłem dwa dni wolnego, bo to wiadomo, że żeby pracować trzeba brać wolne.

Ostatnio czytałem taką anegdotę, że pracownicy naukowi to mają dobrze - każdy dzień jest dla nich jak sobota. Tylko że, taki jest dalszy ciąg dowcipu, soboty mają pracujące. No to właśnie jakoś tak jest i już.

Wstałem rano tak jak zwykle do pracy.

To pierwsza zasada z siedmiu zasad, który opracowałem sobie już jakieś 40 lat temu - wstawaj jak zwykle.

Dzień jak co dzień. Nie ma sensu mówić sobie, że po południu jesteś bardziej kreatywny. Dzień szybko mija. Najwyżej rano napiszesz głupoty, to potem zdążysz wyrzucić. Do boju!

Odrzuciłem od siebie myśli o tym, że najlepiej byłoby zrobić porządek. Na biurku, w historiach choroby pacjentów czy choćby w kuchni.

To jest zasada druga - żadnych porządków. Bo cały dzień zejdzie i wieczorem wszyściutko będzie w porządku. Z wyjątkiem tekstu, który nie zostanie napisany.

Siadłem za biurkiem i włączyłem komputer - to trzecia zasada. Nie wiem co pisać, nie wiem jak pisać, ale muszę mieć sprzęt gotowy do pisania.

Odrzucam pokusę, że najpierw muszę coś wymyślić w głowie. Nic nie wymyślę, jak nie nie zacznę pisać.

Po zastosowaniu wszystkich trzech zasad robi się naprawdę ciężko. Teraz to już odczuwam masywne zniechęcenie. Liczę sobie w głowie czas do emerytury. Widzę naocznie (jeśli można tak w ogóle powiedzieć), że mojego tekstu i tak nikt nie przeczyta, czuję, że niczego nie wymyślę. Nic to, myślę jak pan Wołodyjowski, i zaczynam pisać.

Ale co ja właściwie mam pisać, skoro niczego nie wymyśliłem? No przecież jednak tytuł znam. Czyli tytuł mogę napisać. A potem co będzie? Tak jak zwykle w każdym tekście, nie wyłączają nawet Biblii!!, będzie wprowadzenie. Żeby coś zacząć to trzeba zacząć.

W tym momencie do mojego gabinetu wjeżdża Ksiajomi, czyli wierna służka mojej Żony - robot sprzątający. Żona wyszła do pracy, ale zostawiła Ksiajomi. I jeszcze mi na odchodnym powiedziała, żebym „był dobry dla niej”… Mi nie można powiedzieć nic gorszego. To zaklęcie zawsze działa. Więc nie zamykam się w pokoju, nie odpycham Ksiajomi. Wychodzę grzecznie i daję jej sprzątać.

To jest właśnie zasada czwarta - pisząc koniecznie przestrzegaj zasad, ale nie do szaleństwa.

Jeśli ktoś rzuci na ciebie zaklęcie (dla mnie to jest „bądź dobry”) to przestrzegaj go i trudno się mówi.

W czasie sprzątania przez Ksiajomi coś tam mi jednak przychodzi do pustej głowy…

To jest zasada piąta - nie martw się pustą głową. Do pustej najprędzej coś przyjdzie. Bo do pełnej to by się nawet nic nie zmieściło. Wytrzymaj ze swoją głupotą.

Ksiajomi kończy, ja wracam i teraz to już nawet zaczyna być ciekawe, bo zadałem sobie jakieś pytanie, nie znam odpowiedzi i zaczynam jej szukać. Oczywiście w internecie. Kiedyś by było na półkach biblioteki, a teraz jest internet i też dobrze.

Niby dobrze, ale nie aż tak, bo tego materiału strasznie dużo.
To jest właśnie zasada szósta - nie przejmuj się tym, że jest za dużo materiału.

Większość to kompletny chłam, a połowa reszty jest redundantna (po ludzku mówiąc jest w niej dokładnie to samo co w drugiej połowie, co najwyżej inaczej sformułowane). Czyli zostaje ci góra 10 procent tego co znalazłeś.

Jak odróżnić chłam? Jeśli nie umiesz to pewnie w ogóle nie napiszesz tego, przy czym usiadłeś i nie będziesz miał zmartwienia.

I teraz to już jest świetnie. Jak w slalomie gigancie. Układasz na półkach umysłu. Tu, tam i jeszcze trochę tu.

A ten etap kończy się zasadą siódmą - kiedy poukładasz, to z pewnością coś odkryjesz.

Nie będzie to pewnie proch ani koło, ale to akurat nie ma takiego wielkiego znaczenia. Po prostu zobaczysz coś, czego dotąd w ogóle nie widziałeś i o czym nikt nie napisał. Pewnie coś drobnego, co zrobić, nie wszyscy jesteśmy Marią Skłodowską-Curie, ale i tak jest niezwykle i fajnie.

W tym momencie wraca z pracy Żona. Patrzysz na komputer a tam 25 stron napisane. Jak byk. I to nawet z sensem. Kurczaki.

Więc idziesz do Żony i zaczynasz jej opowiadać. No dobrze, może trochę nieskładnie i może trochę za głośno, ale nie każdy musi zaraz biegać namydlony na golasa po ulicy Dymińskiej i krzyczeć Eureka…

A Żona patrzy na ciebie bardzo wyrozumiale. Bo zakładamy, że Żonę masz bardzo mądrą, i mówi „To bardzo ciekawe. Bardzo. Naprawdę. A może byś przyniósł ziemniaki, to sobie coś zrobimy na obiad?”.

  1. to właśnie jest, tak bywa.

Ale żeby się przekonać, że to lubisz - musisz po prostu to zrobić. Inaczej mogę ci opowiadać do znudzenia i przedstawiać siedem mądrych zasad, które prowadzą do celu. Co ci z nich przyjdzie? Jeśli nie pójdziesz to nie dojdziesz.



tagi: pisanie  praca naukowa 

lukasz-swiecicki
18 lipca 2025 15:40
5     694    4 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

zkr @lukasz-swiecicki
19 lipca 2025 07:45

> musisz po prostu to zrobić. (...) Jeśli nie pójdziesz to nie dojdziesz.

Slyszalem kiedys,ze najtrudniejsza rzecza w bieganiu...
jest wstanie z fotela... ;)

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @zkr 19 lipca 2025 09:45
19 lipca 2025 09:13

Tak samo jest z pisaniem artykułu naukowego. Najciężej jest na samym początku. A potem trudno sie oderwać. To też jest problem, ale już inny. 

zaloguj się by móc komentować

chlor @lukasz-swiecicki
19 lipca 2025 17:00

Występowanie cieżkiej lub nawet czasem niemożliwej do pokonania psychicznej bariery na samym początku dowolnego działania ma jakąś łacińską nazwę, niestety nie pamiętam jaką.

 

 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @chlor 19 lipca 2025 19:00
19 lipca 2025 18:57

Ale to chyba nie jest to. Taką mam intuicję. Bo zawsze pokonuję tę barierę. To co to w sumie za bariera??

zaloguj się by móc komentować

Ogrodnik @lukasz-swiecicki
21 lipca 2025 22:16

To co Pan napisał, ten felieton, to jest literatura dla mnie. Tzn bardzo dobrze rozjaśnia mój ciemny umysł.

Mam już lornetkę, ptaki są, brakuje mi tylko pańskiej książki o "ptakach".

Już pytałem w księgarni i nic.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować