Wyprawa z Szerpą Tenzingiem
Wyprawa z Szerpą Tenzingiem czyli na tropie pociągu
W publikowanym niedawno felietonie pod międzynarodowym tytułem „When I am sixty four” (a bynajmniej nie „siury fur” jak sądzi mój edytor tekstu…) opisałem pierwszą próbę odnalezienia zaginionego pociągu (świątecznej ozdoby). Próba zakończyła się niepowodzeniem z powodu lawiniastej pogody, mojej słabej formy i dziwnej współpracy ze strony zespołu wspierającego. Ciekawych odsyłam do wymienionego tekstu.
Ale oczywiście poszukiwania się nie skończyły. Tym razem szykowałem się na poważną wyprawę i zwróciłem się o pomoc do Szerpy Tenzinga, znanego jako pierwszy zdobywca Czomolungmy. Szerpa, prywatnie znany jako Anita, jest od lat moją Żoną. Po prostu w oficjalnych biografiach nie wspomniano iż był kobietą. W tamtych czasach feminizm nie był tak popularny jak obecnie.
Doszedłem do wniosku, że ze względu na trudy wyprawy odbywanie jej z kompletnymi, choć miłymi i niekiedy bardzo sprawnymi, amatorami nie jest najlepszym pomysłem. Tym razem postawiłem na znanego zawodowca.
Tuż przed wyruszeniem na wyprawę Szerpa obrzucił mnie uważnym i super-fachowym spojrzeniem.
— Tak na wyprawę Effendi?? - rzucił niedbale Szerpa.
— A, to, ten nie no już lecę się przebrać.
Kiedy wróciłem prawidłowo obuty, z obowiązkowymi rakami, czekanem lodowym i liną poręczową, Szerpa spojrzał, jak mi się wydało, z lekką ironią i orzekł
— Możemy wyruszać.
— A ty Szerpo? - zaprotestowałem nieśmiało, ponieważ Szerpa była w kuchennym fartuchu.
— Ja?? Co ja? Przecież wiesz, że Szerpów ubiór nie obowiązuje. Wystarczy talent i duże obycie.
Co fakt, to fakt. Anita jest po mieczu beskidzkim góralem, więc takich frajerów jak ja zjada po trzech na śniadanie bez popicia.
Wyruszyliśmy więc w nieznane. Prosto pod piwnicę oznaczoną liczbą 14. A wszak wiadomo, że 1 plus 4 to 5, a 5 razy 14 to ni mniej ni więcej tylko 70. A więc już na tym etapie (w trzecim obozie!) pojawia się tajemniczą siódemka…
— Wyciągnij ze środka swój rower - zadysponowała Szerpa.
No szczerze, to by mi nie przyszło do głowy. Podczas poprzedniej wyprawy nie raz i nie dwa wywróciłem się o rower, a przecież ani mi przez myśl nie przeszło, że można go po prostu wyciągnąć na korytarz. Co prawda ma zupełnie sflaczałe opony, ale przecież to nie jest przeszkoda nie do pokonania.
— A to co? - zapytała Szerpa.
— Wygląda jak sanie, Tenzingu…
— Domyślam się, że to sanki, tylko chciałabym wiedzieć co tu robią?? I proszę cię, nie mów, że stoją, bo dalszą wyprawę będziesz odbywał samotnie.
Nie powiedziałem więc nic. Bo właśnie miałem powiedzieć, że stoją, i wyciągnąłem także sanki na korytarz.
— No dobrze - westchnął Szerpa - jeszcze froterka.
— Ach, więc to jest froterka!!! - doznałem olśnienia.
Szerpa przemilczała łagodnie moje zadziwienie.
Po usunięciu ciężkiej froterki uzyskaliśmy pełen dostęp do ściany wspinaczkowej.
Ale Szerpa zwróciła uwagę raczej na ścianę boczną. Ostatecznie - siła fachowa!
— Co to za walizy, tam pod ścianą?
— Zaglądaliśmy do nich podczas poprzedniej wyprawy.
— I co było w środku?
— Nie pamiętam. Jakieś duperele. Nie było pociągu.
Szerpa tylko spojrzała z ironią.. Akurat, odróżniliby pociąg od wyciągu. Amatorzy..
Nie czekając dłużej wyciągnąłem wszystko walizki.
Nie było w nich jednak pociągu. Nie było go także w kartonie oznaczonym jak „Rzeczy psa do mycia”, ani w starym adapterze, ani w narciarskich butach.
Szerpa zamyślił się głęboko… Oczywiście, w tym momencie powinien pociągnąć z fajeczki, ostatecznie w tamtych czasach to jak najbardziej wypadało, no ale że fajeczki nie było to i nie pociągnęła. Znaczy się Szerpa nie pociągnęła.
Nagle Szerpa pochyliła się do przodu, pogmerała na zwałowisku skalnym i wyciągnęła stamtąd dużą skrzynię.
— Jezu!!! To pociąg!! - nie wytrzymałem napięcia.
— Nie - rzuciła krótko Tenzing - to jest taka drewniana karuzela. Musi wystarczyć zamiast pociągu.
— Jak to???
— Pociąg jest stracony. Zapomnij o tym. Jeśli nawet nasza wyprawa go nie odnalazła, to trzeba będzie czekać aż do wiosny. Śniegi zaczną topnieć i w pobliżu Kongma La (jedna z przełęczy pod Everestem) znajdziemy ten cholerny pociąg! Zawracamy.
Jak powiedział niegdyś słynny himalaista Leszek Miller prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym jak kończą, ja w każdym razie postanowiłem skończyć żywy i zgodziłem się na odwrót.
Szerpa wzięła pudło. Argumentując to tym, że ja wyglądam na zbyt wyczerpanego.
W drodze do obozu trzeciego Szerpa westchnęła cicho
— Strasznie ciężka ta karuzela, albo ja bez formy jestem…
Nie chciałem tego słuchać. Szerpa bez formy??!! Ludzie kochani..
Po przyjściu do domu Szerpa siadła ciężko na fotelu, a ja, korzystając z bojowego kordelasa, otworzyłem pudło.
W środku była karuzela. Zajmowała najwyżej jedną trzecią pudła.
Resztę zajmował pociąg.
A więc zwycięstwo!!! Jeszcze raz. Chodźcie w góry jedynie w zawodowym towarzystwie. Młodzież, choć zabawna, nie ma za grosz doświadczenia.
tagi: szerpa pociąg
|
lukasz-swiecicki |
| 13 grudnia 2025 18:51 |
Komentarze:
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 13 grudnia 2025 19:32 |
Szerpa.
Kto by pomyślał, że jest rodzaju żeńskiego: das tod.
|
|
KOSSOBOR @lukasz-swiecicki |
| 14 grudnia 2025 00:35 |
Bardzo ładne! :)
I jaka ulga :)))
No i nazewnictwo mieści się w ustalonych tutaj standardach: ta Szerpa /pani Anita/, bo gdyby Pan był Szerpą, to należałby pisać ten Szerp. Czomolumgmie to oczywiście rybka, kto po niej/nim łazi.
|
lukasz-swiecicki @KOSSOBOR 14 grudnia 2025 00:35 |
| 15 grudnia 2025 16:26 |
Tak! To oczywiście prawda i bardzo ścisły wywód. W tekście trochę się gubię z rodzajami i raz piszę ta Szerpa a raz ten Szerpa, no ale to z emocji.