-

lukasz-swiecicki

Widoku drzewa za oknem nie da się zaprojektować...

Widoku drzewa za oknem nie da się zaprojektować. No i?

 

Od lat, bo przecież nie od zawsze, przyjąłem jako jeden z bardzo istotnych pewników to, że widoku pięknego, starego drzewa za oknem nie da się zaprojektować. To znaczy, moim zdaniem, że są takie uwarunkowania zewnętrzne, które przebijają wszelkie moje plany. Co bym tam sobie nie myślał, to w pewnym momencie stanę przed faktem jak przed murem. Będzie (za oknem!) Ładnie albo brzydko i nic nie zmienią moje jojczenia, planowania, przebiegłe koncepcje. Przyjąłem, że tak już jest.

Domyślam się, czy też może strzelam, że i Wy tak macie, choć może nie mieliście dotąd potrzeby, żeby sobie to jasno powiedzieć. Za Waszymi oknami też jest tak lub siak i nic na to nie możecie poradzić. A może nawet należałoby to ująć inaczej? Może raczej skazani jesteście, jesteśmy, na to, żeby poszukiwać idealnego widoku za oknem i, jeśli go znajdziemy, sprzedać wszystko co mamy, nabyć tę rolę i wydobyć skarb? Może niepotrzebnie wyjaśniam, ale to oczywiście nawiązanie do Chrystusowej przypowieści o rolniku (który zresztą, oczywiście rolnik nie Chrystus!, ewidentnie oszukiwał, bo najpierw zakopał skarb, a potem kupował rolę! Szczerze mówiąc każdy by tak zrobił, no ale dobrze wiedzieć, że ten rolnik też!).

Od tygodnia mam jedyną w swoim rodzaju możliwość (to oczywiście jest duża metafora, ale, tak jak z dużymi metaforami niezawodnie bywa, także duża prawda!) żeby przetestować tezę o widoku za oknem.

Nie mam za oknem drzewa, ani lasu, mam za to piękną (powiedziałbym śmiało, że „przepiękną”!!!, ale nie lubię tak mówić, co zrobić) zatokę Morza Śródziemnego. Jestem w Arenal den Castell na Minorce i to nie byle gdzie tylko w apartamencie wychodzącym prosto na plażę i chyba najpiękniejszą zatokę morską jaką w ogóle kiedykolwiek widziałem. To niesamowite odczucie. Zasypiam z nim i budzę się. Morze szumi, wiatr wieje, zatoka się ukazuje. Widzę to, czuję, słyszę. Nie mogę po prostu od tego uciec.

Żeby być temu wszystkiemu jak najbardziej wierny, piszę ten tekst na plaży, z nogami w wodzie, choć nie jest łatwo, bo ostre śródziemnomorskie słońce, jeszcze bardzo letnie (oczywiście w sensie, że kojarzące się z latem, a nie, że jakieś takie „letnie”, bo ono nie letnie tylko gorące, a więc letnie - język polski jest szalony!) świeci mi w komputer i sam nie wiem co piszę, choć wiem co myślę, ale nie wiem jak to się w komputerze pokazuje. I to też było, jest, moim celem.

Ale do rzeczy. Mieszkanie w takim miejscu było, jest, moim marzeniem od zawsze. Tu właśnie, na Minorce, można takie marzenie spełnić. Nie ma tu żadnych dużych hoteli, nie ma wielu ludzi, nie pływają motorówki, plażowi sprzedawcy nie proponują orzechów kokosowych, kolorowych ręczników, masaży, tatuaży ani podrobionych torebek Vitona (nie mam pojęcia czy tak się facet nazywa, ja akurat nie noszę torebki tylko stary plecak). Więc jest tu IDEALNIE.

Oczywiście czujemy się, Anita i ja, jak w raju. Anita też tak mówi, a to jest ważne, bo ja jestem w pewnym stopniu skłonny do uniesień i całkiem łatwo sam się oszukuję w życiu, ale Anita, moim zdaniem, bardzo twardo chodzi po Ziemi! Ale…

Tu się zaczyna najtrudniejsza część tego felietonu i w jakimś stopniu wiem, że z niej nie wybrnę. A znowu w innym stopniu wiem, że muszę wybrnąć.

Nie, nie chodzi o to, że „to się wszystko może znudzić”. Nie chodzi też w żadnym stopniu o to, że wszystko się kiedyś kończy i za kilka dni opuścimy ten raj, i wrócimy sobie spokojnie do Warszawy. To są przecież rzeczy zupełnie oczywiste.

W jakimś sensie ten raj się nie nudzi, w jakimś sensie jest tak jak miał Odyseusz na wyspie Kalipso - można by tak żyć i żyć. Tylko ostatecznie chodzi o to, że jednak to drzewo za oknem to tylko incydent. A najważniejsze jest to drzewo w nas.

Dzisiejsze czytanie (pierwsze czytanie na dzisiejszej mszy świętej, tu kiepsko bardzo z kościołami, więc wysłuchaliśmy w telewizji) z Księgi Izajasza (mam nadzieję, że nie mylę Proroków!) mówi „szukajcie Boga póki daje się znaleźć” (cytuję z pamięci), „bo drogi wasze nie są drogami Moimi”.

Cały ten widok za oknem, to szumiące morze i najpiękniejsza na Świecie, zatoka to są drogi nasze. Piękne, cudowne. Przecież nie domagam się, aby przeniesiono mnie na śmietnik. Nie chcę mieć za oknem fabrycznych kominów, nie chcę żeby był szaro i byle jak. Ale to jednak tylko drogi moje.

Siedząc na plaży z widokiem na piękną zatokę Arenal den Castel, czuję bardzo wyraźnie, że to co najważniejsze rozgrywa się gdzieś we mnie i tam też pozostanie. Tam gdzie szukam Twoich dróg, które jednak nie pozwolą mi nigdy do końca się odnaleźć, choćbym miał za oknem nie wiem jakie drzewa.

To nie jest zawód, to nie jest rozczarowanie. Jest pięknie. Jestem zachwycony.

Ale wiem, że to dalece nie wszystko. I dobrze, że tak jest. Bo mam wiedzieć.

Przede mną, po kolana w wodzie, spaceruje grupa Francuzów, chyba starsi nawet ode mnie (w ogóle to we wrześniu plaża dla emerytów i bardzo małych dzieci). Idą dostojnie, jak bociany, wysoko unosząc nogi. Mam wrażenie, że idą do nikąd. Ja bym wolał dokądś. Ale wiem, że nie da się tego tak prosto zamówić. Trzeba się trochę postarać. I jeszcze trochę. I jeszcze.



tagi:

lukasz-swiecicki
27 września 2026 18:09
2     91    0 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

jan-niezbendny @lukasz-swiecicki
27 września 2026 19:53

Pozdrowienia z Santo Tomás. Po drugiej stronie Minorki. Zgadzam się w całej rozciągłości.

Tamta wyspa to była nimfy Kalipso, nie muzy Kaliope (tej, na której skałę wdarł się Jan z Czarnolasu). Przejęzyczenie, bo trzeba jednak wiedzieć coś o obu, żeby mieć szansę je pomylić. ;) Btw, ktoś tam lokował na Minorce wyspę Cyklopów, zapewne ze względu na megalityczne taulas. 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @jan-niezbendny 27 września 2026 19:53
27 września 2026 21:11

Dziękuje, to chyba nawet nie przejęzyczenie tylko komputer poprawił. Bo ani mi w głowie była Kaliope...

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować