-

lukasz-swiecicki

Parkuj i jedź albo czyń lub giń

Parkuj i jedź albo czyń lub giń

 

[Ostatnio trochę mi brakuje weny, więc ciągle daję powtórki. Wbrew podejrzeniom części Czytelników, przynajmniej tych z którymi mam osobisty kontakt, wcale nie jestem na żadnych tam wakacjach. Po prostu pracuję od rana do nocy. To mnie zresztą nie tłumaczy, jeśli chodzi o natchnienie, bo zazwyczaj piszę pracując, a nie odpoczywając. Ale w każdym razie, żeby niepotrzebnie nie zmylać, postanowiłem dziś o parkowaniu. Nie bez powodu – w ubiegłym tygodniu dostałem spory mandat za złe parkowanie. To obudziło we mnie pewne wspomnienia…]

 

Nie wiem czy Miron Białoszewski jest moim ulubionym poetą.

Po prostu nie wiem, więc nie powiem. Ale z pewnością w różnych okolicznościach życiowych przypominają mi się jego wiersze, a nawet czasem myślę jego wierszami (jak ktoś mówi, żeby o coś poprosić, a ja sądzę, że raczej Gucio z tego wyniknie, to zawsze sobie myślę „w Zawichoście na moście stoi baba/ ją proście..”)..

No i bardzo ważny jest dla mnie tytuł wiersza „Spotkanie w barze mlecznym i niespodziewanym”. Bo tam jest „i” a nie na przykład „z”.

Chodzi mi o to, że przymiotnik „mleczny” w zwrocie „bar mleczny” nie ma charakteru przymiotnikowego tylko jest takim rzeczownikowym mlecznym. Nie tak jak by było w „kolorze mlecznym”. Rozumiecie?

Ale „bar niespodziewany” jest z kolei super przymiotnikowy. I to jest podwójne – bo to „niespodziewane” jest zupełnie niespodziewane. Szczerze mówiąc uwielbiam to, bo to się tak przewraca. Po prostu przewraca. Bardzo lubię jak się tak przewraca w myślach, bo się rozbijają stereotypy, które są skądinąd tak mocne i trudne do rozbicia. A to potrzebne jest jak nie wiem, żeby nie było ich. Stereotypów.

A dopiero teraz do rzeczy!

[Czyli, uwaga dla Agnieszki Szlanty!!! Czytaj od tego miejsca. Na razie był wstęp.].

Miałem dziś wolny dzień. Mój Tata zawsze jak ktoś mu mówił, że czegoś nie wolno, to odpowiadał „jak nie wolno, to szybko!”. I to się zasadniczo sprawdza. Ale nie zawsze, bo ja jak mam wolny dzień, to niby wolno, a przecież też szybko!!

Żeby było szybciej jeszcze, wjeżdżam samochodem na parking „parkuj i jedź”, obok bazarku. Bo tam mnie wysłała Żona. To znaczy wysyłała na bazarek, nie na parking. Ale pomyślałem, że na parking najszybciej.

Przy wjeździe nic nie chcą. Otwiera się szlaban i wpuszcza. Kwitka nie daje. Jak wpuścił, to i wypuści. Wróciłem po 15-20 minutach. W rękach siaty, najmarniej 10 kg (głównie ziemniaki, jeśli zżera was ciekawość..). Wsiadam, próbuję wyjechać. A właśnie nie wypuszcza. Bo nie…

Nie ma żadnej kasy, ani w ogóle nic nie ma (jak u Kononowicza w swoim czasie..). Ale jest guzik z napisem „sos”. Mam oczywiście chwilę durnego zastanowienia typu „sos do pizzy??” (czy tylko ja mam takie momenty?), ale domyślam się, że chodzi raczej o SOS. Naciskam.

- No???

- Nie mogę wyjechać.

- No widzę przecież…

Acha, czyli mam być bardziej precyzyjny…

- Chciałem spytać – jak mam wyjechać?

- To jest parking miasta stołecznego Warszawy typu „parkuj i jedź”. Którego z tych słów pan nie rozumie?

- Nie wiem, myślałem, że rozumiem wszystkie. Po pierwsze – zaparkowałem, po drugie „i” a po trzecie – chcę wyjechać.

- Acha. Czyli nie rozumie pan punktu trzeciego.

- Jak to?

- Chce pan wyjechać samochodem?

- Nie. Na słoniu… Ale samochód też bym ze sobą zabrał.

- Acha. To nie.

- Co nie?

- Nie może pan samochodem wyjechać. Metrem pan może wyjechać.

- Ale ja nie chcę metrem tylko samochodem!

- No właśnie. To jest ten problem. Bo pan mi będzie teraz mówił co pan chce, a ja panu powiem co pan może.

- No dobrze, co ja mogę?

- Może pan pójść do metra, kupić bilet i potem go skasować.

- Ale po co??

- Żeby zostawić tu samochód i sobie pojechać metrem!

- Ale ja nie chcę zostawiać samochodu

- To już chyba przerabialiśmy co tam pan sobie chce. Ważne jest to, co pan może.

- Czyli to jest jedyna możliwość z tym biletem?

- Nie. Czemu? Może pan mi jeszcze zapłacić 100 zł kary za nieuzasadnione parkowanie… Skoro nie chce pan jechać, to po co było parkować??

- To rzeczywiście wolę bilet. Może być byle jaki?

- A jak pan myśli? Jasne, że nie. Przecież nie opłaca się panu samochodu zostawiać na 20 minut! Co najmniej dobowy za 15 złotych.. Za 50 groszy to pan mogłeś na ulicy postawić przecież.

- Ale po co mi taki bilet?

- Nie, no z panem jak z dzieckiem! Samochód będzie na parkingu, to jak pan z tymi zakupami do domu dojedzie?

- Aaaa! Coś mi zaczyna świtać! Czyli mam wziąć te torby, kupić bilet, wsiąść do metra i pojechać do domu!

- No wreszcie… Panie, te inteligenty z Żoliborza, to mnie kiedyś wykończą. Każdemu jednemu muszę tak jak panu tłumaczyć. Postawiłeś pan na „parkuj i jedź”, no to żesz parkuj pan i jedź stąd jeden z drugim!

No i po co były te wszystkie rozważania? Wziąłem 10 kg w rękę i metrem prosto do domu.

Wpadłem nieco zdyszany. W progu przywitała mnie Anita.

- A gdzie zostawiłeś samochód? Bo chciałabym pojechać do fryzjera.

- Wiesz kochanie, że to są dwie zupełnie inne sprawy – to co chcesz i to co możesz. Pan mi tak na parkingu uświadomił. Bilet na metro mogę ci pożyczyć…

I tak się przekracza stereotypy w barze mlecznym i niespodziewanym!

A jeśli jesteś prawdziwym mężczyzną to czyń lub giń. I nie marudź.

Zająłem się więc Jeżem (w sensie wnukiem moim Jerzym, którego nazywają Jeżem, no bo tak), bo jeździć już nie miałem czym.

Na razie. Bilet mam w końcu na całą dobę, to metrem mogę sobie z Jeżem pojeździć…

 



tagi: metro  parking 

lukasz-swiecicki
31 lipca 2025 19:41
5     600    4 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

MarekBielany @lukasz-swiecicki
31 lipca 2025 19:58

deja vue

 

p.s.

ad tagi

nie muszę zarządzać parkowaniem metra.

Szkoda lub škoda

:)

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

Gotoxy76 @lukasz-swiecicki
1 sierpnia 2025 10:25

W lubuskim od tej baby nazwali miejscowość, Babimost,żeby łatwiej było trafić.

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @Gotoxy76 1 sierpnia 2025 12:25
1 sierpnia 2025 16:56

Ale to przecież było w Zawichoście?

zaloguj się by móc komentować

chlor @lukasz-swiecicki
1 sierpnia 2025 16:59

Z dawnych lat pamiętam nadawany codziennie "komunikat o stanie wód". Tam leciało: na Bugu we Włodawie dwa, ubyło 3, w Miedonii 3 ubyło 1, oraz w Zawichoście też coś ubyło albo przybyło. Komunikat był niezrozumiały dla fachowców i przez to jakiś tajemniczy. Dlatego gdy byliśmy w Sandomierzu pojechaliśmy szukać w Zawichoście tego słynnego pamiętanego z radiowego dzieciństwa wodowskazu. Trudno było go odnaleźć, bo tam gdzie stoi nie ma już Wisły tylko krzaki. Mostu w Zawichoście nie było, tylko przeprawa promowa na drugi brzeg na którym nic nie ma. Kompletnie nic, piasek, krzaki, pustka osadnicza, koniec cywilizacji jak na ruskiej granicy.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Gotoxy76 @lukasz-swiecicki 1 sierpnia 2025 18:56
2 sierpnia 2025 07:15

Babimost mi jakoś lepiej pasuje ;)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować