-

lukasz-swiecicki

Modlitwa głębi na Cytadeli

Modlitwa głębi na Cytadeli

 

Przypomniałem sobie właśnie jak Jan Paweł II podczas jednego z wystąpień powiedział, nieoczekiwanie, „tak tu krzyczycie niech żyje papież, a potem się wam pomyli i będziecie krzyczeć niech żyje łupież”. Było to zwariowane (w dobrym sensie tego słowa!!) skojarzenie. Karol Wojtyła miewał takie nie raz. Nie chcę się do Niego porównywać, ale mam jednak ochotę zastrzec, że tytuł tego felietonu to „modlitwa głębi”, a nie „modlitwa głąba na Cytadeli”. Choć oczywiście, podobnie jak papieżowi do łupieżu, często mi też do tego głąba blisko. Bo taki już jest Świat, o czym Jan Paweł II tak dobrze wiedział i czego tak ładnie uczył.

O modlitwie głębi dowiedziałem się od ojca Adama Szustaka. Miałem ochotę napisać, że się od niego tej modlitwy nauczyłem, ale to by nie była prawda. Dobrej modlitwy nie można się nauczyć, można się jej tylko uczyć, bo ona się cały czas rozwija, nigdy więc nie ma tej ostatecznej formy, którą można by było opanować.

W skrócie cała sprawa polega na tym, żeby zostawiać jak najwięcej przestrzeni rozmowy dla Boga. W modlitwach, do których na codzień jesteśmy przyzwyczajeni zazwyczaj bardzo dużo mówimy. Czasem prosimy, czasem dziękujemy, czasem uwielbiamy - ale to my to robimy.

Nawiasem mówiąc wbrew opinii większości (również wbrew opinii ojca Szustaka) ja najbardziej podziwiam ludzi, którzy umieją prosić. Proszenie wymaga niezwykłej wiary - wiary w to, że cokolwiek można dostać!! To przekracza moje możliwości, bo nie jestem aż tak zaangażowany w wierze. Potem, kiedy już widzę, że dostałem i widzę co właściwie dostałem - to stosunkowo łatwo jest mi dziękować. Ale żeby z góry w ciemno wierzyć i prosić - to jest sztuka. Natomiast wielbienie jest zwykłym następstwem elementarnej wiary. Jeśli wiemy, że Bóg istnieje i domyślamy się kim On jest - to byłoby rzeczą wprost niezwykłą nie wielbić Go. W wielbieniu nie widzę więc szczególnej zasługi, to zwykła logiczna konsekwencja.

Ale modlitwa głębi to coś zupełnie innego. Chodzi w niej o to, żeby w największym możliwym stopniu wyłączyć własne gadanie i słuchać.

Początkowo wydawało mi się to dość łatwe. Łatwiejsze niż modlitwa różańcowa (chodzi o taki pełny różaniec, ze wszystkimi dodatkami, a nie tylko samo Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo). Więc pomyślałem, że jak jest taki trudny dzień - to wtedy modlitwa głębi, żeby już sobie nie utrudniać. Ale za to jak taki łatwy, bez wielkich zmartwień - to wtedy różaniec. Okazało się szybko, że jest odwrotnie. Zostawiać przestrzeń dla rozmowy, słuchać kogoś, także Kogoś, jest niezwykle trudno. Różaniec przy tym to pestka.

Druga sprawa - jak to robić. Ojciec Szustak radził zamknąć drzwi do swojej izdebki, usiąść sobie i tak pół godziny. Ale to musiałbym budzik nastawiać. Jak usiądę to zasnę po dwóch minutach góra. Jakbym mógł czytać to pewnie dam radę, ale co to za rozmowa z Bogiem podczas czytania? Nawet gdyby to była jak najbardziej chrześcijańska lektura… No więc ja mogę jedynie na chodząco. Wersja perypatetyczna. Idę z Borysiem i zamykam się w izdebce. Takiej kroczącej.

Tylko, że naprzeciwko już idzie pani Justyna z Szysią. Trzeba się do niej odezwać, bo mogłaby pomyśleć, że się gniewam czy co, a ona jest raczej delikatna. A zaraz potem idzie pan z Klapkiem, ona się na pewno do mnie odezwie i to niezależnie od tego, jak bardzo będę sprawiał wrażenie rozmawiającego z Bogiem. I tak dalej, sami się pewnie domyślacie..To są rozmowy z Ludźmi.

Trochę to jest (może być?) tak, że Ludzie są od Boga i trzeba z nimi rozmawiać, ale też to może być wykręt - z Bogiem tak trudno się rozmawiało, a z Panią Klepkową to tak bardzo łatwo… Nie potrafię rozstrzygnąć. Pewnie jest tak, prawie na pewno, że czasem z ludźmi trzeba, a czasem jak najdalej. Gdybym rzeczywiście siedział grzecznie w izdebce na tyłku to może bym i zasnął, ale z pewnością bym nikogo nie spotkał!

Trzecia rzecz - na co ja właściwie w tej rozmowie czekam? Już chciałem napisać - „bo przecież nie na to, że się Bóg do mnie odezwie”. Tylko, że przecież właśnie na to czekam!! Jak On się odezwie, to tego nie wiem. On wybiera. Ale mógłby i głosem, a może w delikatnym powiewie? Może te myśli, które są mi obce, których w sobie nie znajduję to jest właśnie Jego głos?

Dziś pomyślałem podczas modlitwy o tym, że tak trudno nam rozmawiać z Bogiem, ponieważ On nie popełnia błędów. Nie chodzi mi o grzechy, bo grzechów oczywiście nie popełnia, ale o takie zwykłe codzienne błędy.

Wszyscy ludzie popełniają dużo błędów. Sądzę, że wszyscy mniej więcej tyle samo! Tak, ci którzy uważają i żyją ostrożnie, robią tych błędów mniej więcej tyle samo co roztargnieni, lekkomyślni czy szaleni. Bo błędy nie wynikają ze złej woli, ze złej woli wynikają grzechy. A błędy pochodzą po prostu stąd, że Rzeczywistość ma nieskończenie wiele warstw, które wchodzą ze sobą w interakcje. Człowiek w żadnym wypadku nie może przewidzieć co i jak się odbędzie. Jest skazany na błędy i tak naprawdę pogodzony z nimi. A Bóg przewiduje i nie popełnia. Nie może popełniać, bo nie żyje w czasie więc nie ma w ogóle do czynienia z następstwami. Tak mi się wydaje.

Stąd jedna z naszych wielkich trudności w relacji z Bogiem. Chyba nie mamy wystarczająco dużo zaufania do Istoty Bezbłędnej. Jak coś tracił przez ten brak błędów, a przecież On się przez to nie staje płaski, dwuwymiarowy - przeciwnie jest doskonale „nie-płaski”.

Może to była myśl od Boga, a może nie. Ale to chyba pierwszy raz w tym miesiącu, a mamy dziś 31 października, więc rychło w czas… A przez cały miesiąc były same głupoty.

Po prostu - modlitwa głąba na Cytadeli. Trzeba i to znieść…



tagi: różaniec  modlitwa głębi  rozmowa z bogiem 

lukasz-swiecicki
31 października 2025 17:18
0     355    5 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

zaloguj się by móc komentować