Która część ciała marznie najbardziej - rozważania o metodologii, psychiatrii i spacerologii (z Borysiem)
Która część ciała marznie najbardziej – rozważania o metodologii, psychiatrii i spacerologii (z Borysiem)
Ten felieton napisałem na przełomie stycznia i lutego 2021, kiedy było naprawdę chłodno, ale coś mi się wydaje, że wkrótce znów będzie aktualny. Ponieważ terminy na wymianę opon na zimowe są dopiero na marzec, więc może przynajmniej spróbujmy ogarnąć temat od strony teorii…
To tak do końca nie należy do tematu niniejszej dysertacji (dość żartów – tym razem będzie dysertacja!), ale spacerologia dzieli się na kilka podstawowych działów. Jest spacerologia teoretyczna, stosowana, przygodna i najwyższa forma tej dziedziny nauki – spacerologia z Borysiem. To niszowa nauka, ponieważ potrzebny jest do niej Boryś, który jest taki tylko jeden (zamieszczam na kolejnym zdjęciu), ale co z tego? Skoki narciarskie też są niszowe, a ja na przykład je kocham. Ale, jak już wspomniałem, nie o tym jest ta dysertacja.
Późna noc, północne Mazury, środek lasu. Temperatura mniej więcej minus 17, ale zanosi się na więcej. Przewiany śnieg ponad kolana. Szlak nieprzetarty.
Niebo gwiaździste nade mną i Borysiem, a prawo moralne w nas, rzecz jasna, bo gdzieżby. Tu nie wiedzieć czemu przypomina się wers z Barańczaka „z mierzwy więc wierzmy”. Może to tak z zimna.
Więc jak tak idziemy, to przynajmniej ja się czuję bardzo blisko z naturą. Bo wszystko ma znaczenie, jak sobie czegoś nie okryłem, to mi już drętwieje i zaraz zacznie boleć. Jak czegoś przyzwoicie nie zrobiłem, to mi się to od razu wypomni, nie mieszkając (bardzo ładny imiesłów czasownikowy według mego zmarzniętego umysłu). Czy Borysia też to obejmuje, tego nie wiem, bo wygląda bestia jakby sobie te mrozy całkowicie za nic miał i szelek nie poprawia.
Nie muszę chyba zapewniać, że Boryś żadnych wdzianek nie nosi. Jest to hańbą i wstydem dla psa, i nie ma o czym tu mówić. Idę więc, skrzypię, doświadczam od natury prawdziwego zainteresowania i rewiduję hierarchię wartości. Jest pięknie.
I to mi przypomniało panią od biologii z mojej podstawówki. Była to szkoła imienia Antoniego Makarenki, który był, jak sądzę, radzieckim pedagogiem i specjalistą od moralnego wychowania bezprizorników. Mógłbym oczywiście w dalszym ciągu wytłumaczyć kim byli owi bezprizornicy, ale uświadomiłem sobie, że to miała być dysertacja, a nie tom pierwszy rozważań galaktycznych, więc już dam spokój.
W każdym razie pani od biologii zadała nam kiedyś, a było to surową zimą, bo tak jak i teraz bywały i kiedyś zimy surowe (oraz także bywały zupełnie niesurowe i czasem śnieg padał, a czasem padaczka śnieżyła, ale i tak nikt nie pamięta, co było w zeszłym roku i jednym się zdaje, że się ociepla, innym, że oziębia, a jeszcze innym, że ich to nie obchodzi. To też jest ciekawe zagadnienie), takie pytanie – „jak myślicie, jaka część ciała najbardziej marznie?”. Z przyczyn niedocieczonych nasza pani od biologii wymawiała marznie tak, jakby było pisane przez „ż” – czyli tak jak np. „ważnie”.
To nie ma nic do rzeczy, ale tu teraz, zanurzony w śniegu po uszy, słyszę to jeszcze raz – „marznie”. A uszy mi mażną…
Przechodzimy do sedna rozważań. Lub przynajmniej jego okolic. Ponieważ akurat była zima surowa, a my wszyscy ubrani słabo, bo w pierwszej połowie lat 70 tych XX wieku nie było: polarów, ciepłych bucików, specjalnych spodenek, super rękawiczek, a nawet maseczek na twarz (to trudno zrozumieć, ale uwierzcie mi, że tak było i dowodzą tego zdjęcia z tamtych lat), więc mieliśmy poczucie, że jesteśmy ekspertami.
Do odpowiedzi zgłosiło się mnóstwo osób. „Najbardziej marzną palce u rąk” (uwaga – uczniowie nie mówili „mażną” tylko tak jak wszyscy normalni ludzie, ale to nie robiło na pani wrażenia – szacun za niezależność od pola!!!). „Siadaj dwója”. „Najbardziej marzną nogi”. „Siadaj dwója”. „Najbardziej marzną uszy”. „Siadaj dwója”.
„Najbardziej marznie nos”. To powiedziałem ja. Przyszły profesor medycyny. Człowiek wnikliwy i posiadacz całkiem sporego i marznącego nosa. „Siadaj i nie gadaj głupot”.
W moim przypadku dwója raczej nie wchodziła w grę, bo byłem pupilkiem pani, jak Ananiasz, nosiłem okulary i startowałem w olimpiadzie. Zasadniczo nie dostawałem dwój, gdyż nie widziałem takiej potrzeby. Jak mówił jeden z moich kolegów – „o byciu profesorem nie decyduje wiedza, tylko osobowość”. Miałem ją.
Po mojej odpowiedzi i pani reakcji zapadła cisza. Bomba atomowa została rzucona i nie wybuchła. Nie oddamy panu płaszcza i co nam pan zrobi. Jednym słowem – Apokalipsa. Lub dwoma słowami „A to Kalipso”. Przy czym „a” nie liczy się jako słowo, bo jest za krótkie, koniec, kropka. To z zimna tak brędzę.
„Dobrze” – powiedziała pani od biologii – „nie dowiem się tego od was, więc wy dowiecie się ode mnie. Zapamiętajcie sobie raz na zawsze – najbardziej marznie brzuch”. Zapadła cisza. Część osób była chyba oszołomiona, część pewnie zajęta czymś innym. Ja byłem zaintrygowany (mniej więcej 12-13 lat później rozpocząłem specjalizację z psychiatrii, tak jakby następnego dnia z dzisiejszej perspektywy..).
„A skąd pani wie, że brzuch?”. „A to jest proste” – powiedziała pani od biologii „brzuch marznie najbardziej bo jest w każdym człowieku najbardziej ubrany. Ubierają go, bo marznie. To jest łatwe i nie trzeba więcej tłumaczyć”. Nie było więcej pytań. Ja byłem wstrząśnięty, raczej nie byłem zmieszany o ile pamiętam. I to zagadnienie brzucha ze mną pozostało. A nawet do dziś jest.
A dlaczego właściwie? To jest problem metodologii. Rzeczywiście najmocniej ubierzemy zapewne tę część ciała, która najbardziej nam zmarznie. Dzisiejszy spacer z Borysiem dość mnie o tym przekonuje. Dotyczy to zwłaszcza temperatur w okolicach minus 15 i mniej, ale to jest dobry punkt wyjścia. Z drugiej jednak strony wiele organizmów o prostej dwustronnej symetrii trudno ubrać tak, żeby na środku nie miały najgrubiej. Głównie dlatego, że mają środek w środku. Gdyby ludzie byli elipsoidami, znam kilku takich, ale to raczej wyjątki, to łatwo byłoby ich ubrać równie grubo na całości, ale te wystające na obie strony patyki trochę sprawę utrudniają. Oczywiście możemy sobie wyobrazić osobnika z grubo ubranymi kończynami, a w środku całego gołego. Mocno podejrzewam, że wkrótce ta moda nadejdzie, bo takiej chyba jeszcze nie było, a jak nie było to zaraz będzie, to oczywiste. Ale póki co tak się nie dało. A więc wywodzenie wniosku na temat marznięcia z przesłanki o grubości ubrania nie jest poprawne dlatego, że mogą być zupełnie inne przyczyny takiego stanu rzeczy i bardzo prawdopodobne, że właśnie takie przyczyny zaistniały.
Dlaczego jednak jest to interesujące? Problem z marznącym brzuchem jest jedynie egzemplifikacją ogólnego problemu, który można streścić w twierdzeniu „Niestety nie ma prostych wyjaśnień, a jeśli są to niezbyt prawdziwe”. O co mi chodzi? Gdybyśmy chcieli rzetelnie i naukowo odpowiedzieć, która to właściwie część ciała najbardziej marznie, to musimy zaplanować badanie naukowe. Nauka w pewnym sensie nie różni się od magii. W tym sensie, że w magii wypowiada się zaklęcia i trzeba to robić niezwykle dokładnie i tylko w jeden jedyny możliwy sposób, bo inaczej żaba się zmieni, ale nie w księżniczkę, tylko w kijankę, co też jest ciekawe, ale nie tego żeśmy chcieli, a w nauce przeprowadza się badanie, które może być przeprowadzone tylko w jeden jedyny możliwy sposób, bo inaczej zamiast rozwiązania tajemnicy budowy Wszechświata wychodzi nam bomba atomowa i to jest nawet bardzo ciekawe, ale potem może stwarzać nieco trudności.
Wracając do odpowiedzi na tytułowe pytanie. Nasz eksperyment musi odpowiedzieć na wiele pytań pośrednich:
- co nazywamy częścią ciała?
- co to znaczy zmarznąć?
- jak odróżnimy zmarznięcie najbardziej?
- jakie są graniczne zakresy temperatur, które pragniemy zbadać (np. takie, które naturalnie występują czy też takie, które możemy zrobić jedynie eksperymentalnie, a może w ogóle jedynie wyobrażone, a nawet jedynie urojone – nie chodzi mi tu o urojenia lecz o liczby urojone)?
- komu?
-no komu marznie?
I to jest dopiero początek. Po uściśleniu aparatu pojęciowego, co nieodmiennie skończy się między innymi stwierdzeniem, że wystarczająco uściślić się go nie da. Bo nigdy się nie da!! Obmyślamy szereg eksperymentów, które pozwolą na udzielenie odpowiedzi na pytania cząstkowe i łącznie pozwolą na, wyłącznie próbę!!!, odpowiedzi na pytanie główne. Odpowiedź ta z całą pewnością nie będzie brzmiała: „brzuch”, „lewa noga”, „brwi”, „prawa część nosa”. Jako naukowiec zapewniam Was – to akurat jest zupełnie niemożliwe. Tak nie może brzmieć odpowiedź na naukowe pytanie. Przypuszczalna odpowiedź może wyglądać mniej więcej tak: „w analizowanym zakresie wartości można przyjąć, w odpowiednich przedziałach ufności, że hipotetyczna część ciała doświadczająca największego ubytku temperatury zakładanej na podstawie gradientu współczynnika temperatury atmosferycznej, w zakresie rozkładu normalnego, dla populacji ogólnej rasy kaukaskiej, mieści się między głową a stopą. Należy jednak podkreślić, że eksperyment nie objął kobiet w ciąży, a także osób w wieku poniżej 12 roku życia z oczywistych względów etycznych, dlatego wyniki badania mogą być generalizowane jedynie w ograniczonym stopniu”.
Czy ja się nabijam z nauki? A czy nauka nabija się ze mnie? Jasne, że nie! Jestem tak samo niezdolny do nabijania się, jak nauka… Nie o to chodzi, kto się z kogo nabija i po co. Rzecz w tym, że prawdziwa naukowa odpowiedź, która jest o wiele mądrzejsza od mojej skromnej parodii, jest… NIECIEKAWA!! Nikogo nie obchodzą ograniczenia, doprecyzowania, hipotezy i inne tego typu dyrdymały. Wszyscy chcą wiedzieć CO IM ZMARZNIE!!! I tego się właśnie nie dowiedzą, bo do tego wcale nauka nie służy. A do czego służy? No, to już jest całkiem inna opowieść.
Ostatecznie wyliczony współczynnik wykazał, że najbardziej marznie brzuch. Ale to sobie powiemy w kuluarach na najbliższym zjeździe. A Wy się o tym nie dowiecie nigdy, bo to nie jest wiedza dla laików…
tagi:
|
lukasz-swiecicki |
| 28 stycznia 2026 22:03 |
Komentarze:
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 28 stycznia 2026 22:14 |
- jak odróżnimy zmarznięcie najbardziej?
Po odmrożeniu dużego palucha stopy. To'e potrafi zrzucić naskórek z przerwą na pazur.
P.S.
Luty 1977 po wyprawie na Ornak w schronisku Ornak.
I łanie.
|
|
atelin @lukasz-swiecicki |
| 29 stycznia 2026 08:20 |
Te facetki od biologii to chyba jakiś odrębny gatunek. Moja w liceum mawiała: "ja was wreście wychowie".
|
aember @lukasz-swiecicki |
| 29 stycznia 2026 09:32 |
Świetnie się to czyta :D
"brzuch marznie najbardziej bo jest w każdym człowieku najbardziej ubrany"
https://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82%C4%85d_prze%C5%BCywalno%C5%9Bci
![]()
|
|
Alfatool @lukasz-swiecicki |
| 29 stycznia 2026 10:34 |
Sztuczna inteligrncja twierdzi, że najbardziej marzną narządy peryferyjne, czyli te za które naturalna inteligencja stawiała dwóje. U zawodników sumo brzuchy są mocno peryferyjne. Może tak samo miała pani od biologii?
|
|
atelin @lukasz-swiecicki |
| 29 stycznia 2026 10:36 |
"Statystyk Abraham Wald zauważył, że wojsko popełnia błąd przeżywalności w analizach uszkodzeń samolotów, które wróciły z misji w czasie drugiej wojny światowej. Zwrócił on uwagę, że zamiast skupiać się na uszkodzeniach samolotów, które przetrwały ataki, należy rozważyć możliwość, że to uszkodzenia pozostałych elementów maszyn mogą być najgroźniejsze[5]."
No coś podobnego??? Ale ten Wald był mądry..., jak większość statystyków na grantach.
A miał dostęp do czerwonych kropek na silnikach i kabinach pilotów?
|
zkr @atelin 29 stycznia 2026 10:36 |
| 29 stycznia 2026 11:39 |
No wlasnie on zauwazyl, ze wojsko analizuje zestrzelnia od....
To znaczy chcialem napisac, nie od tej strony co trzeba :)
Ale ciekaw jestem co by na to powiedzial? :)
The Israeli Air Force F-15 that landed with One Wing Missing
|
|
atelin @zkr 29 stycznia 2026 11:39 |
| 29 stycznia 2026 11:51 |
303 wracał posiekany jak szwajcarski ser i się dało. Trzeba jednak trafić w silnik, albo kabinę.