-

lukasz-swiecicki

Heniuś się boi czyli 19 odcinek rozmów z Ekspertem

Heniuś się boi.

 

Mój, zaraz policzę, który…, czwarty(?), raczej czwarty wnuk – czyli Henryś poszedł do szkoły. Dokładnie rzecz biorąc Heniuś poszedł tam mniej więcej po raz pierwszy. Jest w pierwszej klasie, no a w zeszłym roku raczej go ominęła zerówka z powodu pandemii. Heniuś się ucieszył.

W ogóle to muszę powiedzieć, że z wielką przyjemnością patrzę na te wszystkie dzieci, małe i duże i nawet młodzieżowe. Jak one się z tej szkoły cieszą! Nigdy się nie cieszyły. Pierwszego września szły jak na ścięcie. A teraz w podskokach, z uśmiechami! Nawet stare konie.

Czyli wystarczy trochę zabronić i zaraz się poprawia smak owocu. Niby znana sprawa, ale że aż tak się poprawia?! No to bym nie pomyślał. Ja bardzo lubię na tę radość patrzeć.

Ale to tak ogólnie. Bo w przypadku Heniusia to nie trwało zbyt długo. Pierwszej nocy po szkole (tej prawdziwej pierwszej nocy, już po lekcjach) Henio obudził się w środku nocy ze strasznym płaczem. Henio ma to do siebie, że w ogóle się w nocy nie budzi, choć strasznie skacze. W zasadzie rano trudno go w ogóle znaleźć w łóżku, pamiętam to z naszych wspólnych wakacji i nawet już opisałem we Wnuczyliadzie.

No, ale tym razem obudził się i bardzo płakał. Zaniepokojona mama-Maja zapytała czemu. „Mieliśmy religię” – powiedział Heniuś – „i było o niebie”.

Mama nie bardzo mogła zrozumieć. Gdyby jeszcze było o piekle, choć to chyba nie w pierwszej klasie? W dzisiejszych czasach to pewnie w żadnej klasie, bo piekło jest mocno passe i mówi się o nim chyba tylko w kabarecie…

Ale było o niebie. „Tam będzie okropnie, okropnie nudno!!” – szlochał Henry.

Wezwany na pomoc dziadek, jako autorytet i człowiek bywały tu i tam (kto go starca przedwiecznego wie, może i zaglądał do nieba?), zapewnił wnuka, że w niebie będzie niezwykle ciekawie, wręcz sama ciekawość.

Na razie wystarczyło, ale Hendry poprosił, żebym rozbudował tę opinię. Co też staram się uczynić.

Dlaczego w niebie miałoby być nudno? Przypuszczam, że tak jak bardzo wiele osób, Heniuś wyszedł z punktu widzenia wieczności. Będzie nudno, bo przez nieskończenie długi czas będziemy robić to czy tamto. Wszystko jedno co będziemy robić, to i tak będzie nudno. Bo przecież nie o tę czynność tu chodzi, tylko o ten czas nieskończenie długi.

Na tym właśnie, Heniu, polega Twój błąd. Wieczność to nie jest nieskończenie długi czas. Nie ma czegoś takiego jak nieskończenie długi czas. Wieczność jest bez czasu! To nie znaczy, że im tam w wieczności tego czasu w jakiś sposób zabrakło. Jego tam po prostu nigdy nie było. I to nawet nie można powiedzieć, że nigdy, bo nigdy to też jest kategoria czasowa: „Kiedy? Nigdy.” Czyli w jakimś czasie.

Człowiekowi niezwykle trudno jest zapomnieć o myśleniu w kategoriach postępującego to przodu czasu. Najlepiej użyć do tego modelu. Całkiem dobre może być, choć nie wiem czy dla Henia, „tralfamadoriańskie poczucie czasu” opisane przez Kurta Vonneguta.

Na wymyślonej przez Vonneguta (tak zakładam, że wcale tam nie był, tylko tak oszukiwał) Tralfamadorii tamtejsi mieszkańcy nie odczuwali żadnego wektorowego upływu czasu. Mieli po prostu cały czas, przez cały czas. Mieli jakby bursztyny z zastygniętymi w nich muchami. Mieli przez cały czas wszystkie, choć mogli się bardziej przyglądać tej lub tamtej chwili.

Ale te chwile nie nachodziły na siebie, ani sobie nie przeczyły. Złe wydarzenia nie niwelowały dobrych, i odwrotnie zresztą też. Warto było więc zbierać dobre wydarzenia i żadne nie było na próżno. To nie jest model idealny, to jest raczej taka wprawka.

Wieczność jest więc bezczasową możliwością. Czyli wszystko można o niej powiedzieć z wyjątkiem tego, że będzie nudna. Nudna to ona akurat nie potrafi być. Bo nudny jest czas, a tam gdzie go nie ma nie może być nudy, bo nic nie może się powtarzać, bo powtarzanie w bezczasie nie ma żadnego sensu i jest tak samo niezrozumiałe, jak dla nas bezczas.

„Co to znaczy, że coś się powtarza?” – jak mówią na Tralfamadorii. „Od samego wyobrażenia powtórzenia to mi się aż niedobrze robi” – tak tam mówią.

Takie są moje dzisiejsze głupiutkie rozważania o wieczności, ale i trochę o wietrzności, bo znaleźliśmy z Borysiem zrzucone przez wiatr ptasie gniazdo.

Nie są to żadne odkrycia, bo i nie pretenduję. Tylko tak próbuję Heniowi wytłumaczyć, może mu Maja przeczyta. Chyba, że coś poplątałem? Jak sądzicie?

Moja najmłodsza wnuczka Mirka poinformowała mnie tymczasem, że stare grzybulce spokojnie skaczą na trampolinach. Ja przyjąłem to oświadczenie z pełnym spokojem. Nie jestem pewien czy dotyczy mojego wywodu dla Henia, ale nie wykluczam takiej możliwości. Czas ucieka, a wieczność czeka – jeszcze i to kiedyś zrozumiem.



tagi: nuda  wieczność 

lukasz-swiecicki
10 września 2025 19:25
2     409    2 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

Henry @lukasz-swiecicki
11 września 2025 07:33

Heniuś, Heniu, Hendry, Henry ;-)

 

zaloguj się by móc komentować

chlor @lukasz-swiecicki
11 września 2025 09:58

W znieczuleniu ogólnym tracimy całkowicie świadomość i po (oby) szczesliwym przebudzeniu nie mamy żadnych wrażeń z tego stanu. Czy ten "sen" trwał godzinę, tydzień, czy chocby sto lat i więcej, nie wiąże się z odczuwaniem nudy ani czegokolwiek. Perspektywa że to "nic" może po śmierci trwać wiecznie jest równie trudna do zniesienia i pojęcia jak obietnica wiecznej szczęśliwości. 

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować