Dlaczego mielibyśmy przejmować się zaburzeniami osobowości?
Dlaczego mielibyśmy przejmować się zaburzeniami osobowości?
Pisząc „mielibyśmy” mam przede wszystkim na myśli wszystkich profesjonalistów, których to zagadnienie może dotyczyć, a więc nie tylko psychiatrów, ale także lekarzy innych specjalności, psychologów, nauczycieli, pedagogów, ale także choćby rodziców dzieci z takim problemem.
Trudno ocenić częstość występowania zaburzeń osobowości, w przypadku osobowości antysocjalnej uważa się np., ze występuje ona u 2-4% osób należących do populacji ogólnej [Seligman M.E., Walker E.F., Rosenhan D.L.: Psychopatologia. Zysk i sp. Poznań 2003]. Andreasen i Black powołując się na badania Reicha wspominają nawet o 10% w próbce 235 osób z populacji ogólnej (wszelkiego rodzaju zaburzenia osobowości). Można chyba zaryzykować twierdzenie, że zaburzenia osobowości (o różnym stopniu nasilenia) występują u kilku, a może raczej kilkunastu, procent osób należących do populacji ogólnej. Można więc z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością przyjąć, że każdy lekarz pierwszego kontaktu ma w grupie swoich pacjentów osoby z zaburzeniami osobowości. Rozpoznawanie i dokładne określenie rodzaju tych zaburzeń nie należy do zadań lekarza pierwszego kontaktu. Jednak to właśnie ten lekarz ma jedyną w swoim rodzaju okazję, aby część z tych pacjentów skierować do specjalisty (niekoniecznie do psychiatry, często raczej do psychologa). W równym stopniu dotyczy to nauczycieli i pedagogów.
Których pacjentów z zaburzeniami osobowości należy kierować do specjalisty?
Samo podejrzenie występowania zaburzeń osobowości nie jest podstawą do kierowania pacjenta do specjalisty. Jak już wspomniano zaburzenia osobowości występują często, a ich stopień nasilenia jest bardzo różny. Z pewnością część z tych zaburzeń nie wymaga leczenia, zwłaszcza jeśli pacjent sobie takiego leczenia nie życzy (a zazwyczaj właśnie tak jest). Podstawowym kryterium kierowania do specjalisty jest poziom funkcjonowania pacjenta. Jak wynika z przedstawionych rozważań poziom funkcjonowania należy oceniać nie tylko na podstawie relacji pacjenta, ale także, często głównie, na podstawie mierników obiektywnych oraz relacji osób bliskich. Sam pacjent może mieć przekonanie, że zupełnie dobrze sobie radzi w życiu, jeśli jednak w zgodnej opinii bliskich wcale tak nie jest, to trzeba brać pod uwagę możliwość, że pacjent nie jest wystarczająco krytyczny.
Przejawy złego funkcjonowania mogą być oczywiście bardzo różne, to zależy od tego, jakiego rodzaju zaburzenia osobowości występują, czy też dominują, u danego pacjenta. Pacjent z osobowością lękową będzie miał prawdopodobnie poważne trudności w wykonywaniu pracy zawodowej związane z unikaniem wielu sytuacji, których w życiu zawodowym unikać się nie powinno, np. spotkań z większą grupą osób.
Z kolei pacjent z osobowością anankastyczną może świetnie radzić sobie w pracy (w szczególnych rodzajach pracy) ze względu na swój perfekcjonizm i pracowitość, może być jednak całkowicie dysfunkcjonalny w sytuacjach domowych, wymagających większej elastyczności i gotowości do rezygnacji z pewnych sztywnych zasad postępowania. Rozpoznawanie konkretnych problemów osobowościowych nie należy jednak z pewnością do obowiązków lekarza pierwszego kontaktu, nauczyciela czy pedagoga.
Czy w ogóle kierować do psychiatry?
Pacjenci z zaburzeniami osobowości z reguły są niechętnie nastawieni do leczenia. Z tego względu skierowanie do psychiatry może być przez nich odbierane jako zbyt stygmatyzujące. Prawdopodobnie większość osób z takim skierowaniem nie skorzysta z niego, a część nawet obrazi się na lekarza pierwszego kontaktu i będzie szukać innego. Wydaje się, że znacznie łatwiejsze, a przy tym jak najbardziej celowe, jest raczej kierowanie do psychologa. Diagnostyką zaburzeń osobowości zajmują się w praktyce najczęściej psycholodzy. W razie konieczności stosowania farmakoterapii psycholog będzie mógł we późniejszym terminie skierować pacjenta także do psychiatry. Oczywiście w warunkach polskiej opieki zdrowotnej problemem jest mała dostępność psychologów (z dostępnością psychiatrów też nie jest zresztą najlepiej).
Czy lekarz pierwszego kontaktu, nauczyciel, pedagog powinni rozpoznawać zaburzenia osobowości?
Uważam, że dla dobra pacjentów osoby te nie powinny stawiać sobie za cel rozpoznawanie zaburzeń osobowości. Po pierwsze ustalenie prawidłowego rozpoznania tego typu problemów jest bardzo trudne i w zasadzie zawsze wymaga specjalistycznej diagnostyki psychologicznej. Rozpoznawanie zaburzeń osobowości „na oko” jest zajęciem niezwykle popularnym („od razu widać, że to psychopata”), ale nie ma nic wspólnego z profesjonalnym podejściem medycznym.
Po drugie rozpoznanie zaburzeń osobowości i umieszczenie takiego rozpoznania w dokumentacji medycznej pacjenta ma bardzo daleko idące konsekwencje. Dla wielu profesjonalistów zajmujących się opieką zdrowotną etykieta „zaburzenia osobowości” jest w zasadzie równoznaczna z zaleceniem „nie traktować poważnie”. W rezultacie oznakowany w ten sposób pacjent może być w przyszłości traktowany gorzej od innych także w przypadku leczenia schorzeń somatycznych! „Zwyczajny” chory na cukrzycę może np. mieć dolegliwości bólowe związane z polineuropatią – lekarz okaże mu współczucie i spróbuje pomóc, nawet jeśli ta pomoc nie będzie zbyt skuteczna (bo w przypadku polineuropatii dość trudno skutecznie pomóc), to jednak pacjent poczuje się jak osoba otoczona opieką i traktowana poważnie. Jeśli jednak u tego samego pacjenta dopiszemy |(po kropce!) „zaburzenia osobowości”, to zachodzi duże ryzyko, że identyczne bóle będą traktowane jako: „manipulacja”, „agrawacja”| lub wręcz „symulacja”. Trawestując angielskie przysłowie „powaga cudzego cierpienia jest w oku patrzącego” (nie dotyczy to oczywiście mojego własnego cierpienia, którego z niczym nie wypada porównywać, bo jest jedynie prawdziwe i największe..). Tak więc nie wolno szafować określeniem zaburzenia osobowości, bo ktoś może za to w przyszłości słono zapłacić.
Podsumowanie
Zaburzenia osobowości, choć nie są chorobami, są jednak poważnym problemem między innymi o charakterze zdrowotnym lub quasi-zdrowotnym. Pacjenci nie zgłaszają się wprawdzie do lekarza z powodu występowania zaburzeń osobowości, jednak występowanie tych zaburzeń generuje problemy, które w rezultacie mogą się stać przyczyną wizyty, albo częściej bardzo wielu wizyt u lekarza. Zaburzenia osobowości to duża i bardzo niejednorodna grupa problemów, można się jednak spodziewać pewnych cech wspólnych dla większości pacjentów z takimi zaburzeniami. Czas wystąpienia problemów jest zwykle trudny do uchwycenia. Funkcjonowanie rodzinne jest bardziej upośledzone niż zawodowe. Pacjent nie dostrzega źródeł problemów w sobie – widzi, że jest źle, ale obwinia za to otoczenie lub nie potrafi w ogóle wskazać przyczyny. Wszyscy pacjenci z zaburzeniami osobowości, których funkcjonowanie jest wyraźnie zaburzone powinni zostać objęci opieką psychologa i/lub psychiatry, ale niestety wielu z nich nie wyrazi zgody na takie skierowanie. Lekarz rodzinny nie jest zobowiązany ani do rozpoznawania ani do leczenia zaburzeń osobowości, jednak w swojej praktyce z całą pewnością spotka bardzo wielu takich pacjentów.
Na zakończenie tego cyklu o zaburzeniach osobowości – historyjka, którą kiedyś wymyśliłem, a która bardzo mi pomaga w myśleniu o zaburzeniach osobowości i o tym, czym one są i nie są…
Wyobraźmy sobie, że celem naszego życia, naszego istnienia na Ziemi, jest czynność obierania ziemniaków. Możemy robić inne rzeczy, ale to jest nasz podstawowy sens (tak jak pchanie u pchacza ze wspominanego przeze mnie opowiadania sf). Jesteśmy szczęśliwi jeśli obieramy. Bo, zasadniczo, wszyscy jesteśmy obieraczami do ziemniaków. Jednak jakimś przypadkiem, ale może też boskim zrządzeniem, część z nas to wyciskacze do czosnku. Wyciskacze próbują z całych sił obierać, ale efekt ich pracy jest strasznie kiepski, bo ślizgają się jedynie gładką powierzchnią po ziemniaku… Co zwykle proponuje lekarz takiemu wyciskaczowi? „Spróbuję trochę cię podostrzyć, no i będziemy się uczyć obierania”. No jasne…
A jaka jest jedyna sensowna propozycja – zaakceptuj swoje wyciskanie, wyciskaj, bo nie nadajesz się do obierania. Nie oznacza to oczywiście akceptacji zachowań dysfunkcjonalnych, ale próbę znalezienia dla nich sensownych zastosowań. Co z pewnością nie zawsze jest możliwe… Jednak takie myślenie pomaga. Chodzi mi dokładnie o ten element: „nie myślę, i ty tak nie myśl, że się nie nadajesz. Poszukajmy do czego się nadajesz”.
Napisała mi jedna pani, że to jest bardzo nietrafione porównanie. Może i tak by było, gdyby to było porównanie. Ale to oczywiście nie jest porównanie, bo nie ma żadnego sensu porównywać ludzi z obieraczami i wyciskaczami i nie trzeba być „pewną panią”, żeby to zauważyć. Nawet taki cymbał jak ja to widzi. To nie jest porównanie tylko pewnego rodzaju model wyobrażeniowy. Pewnie nie każdemu takie modele odpowiadają, ale dla mnie są bardzo pożyteczne.
tagi: zaburzenia osobowości wyciskacze do czosnku
|
lukasz-swiecicki |
| 11 stycznia 2022 17:01 |
Komentarze:
|
olekfara @lukasz-swiecicki |
| 11 stycznia 2022 18:13 |
Zalicza Pan siebie do szamanów? Ta notka chyba o tym, o współczesnych szamanach, antyspołeczny, społeczny, lękowy, duża grupa osób, a tu jeden jakiś smutny, nie gadatliwy, i to ma być problem. Jest, ale mi wydaje, że dla wszystkich pozostałych, a nie tego jednego, co nie wie, co ze sobą zrobić. Trzeba to uszanować, a nie na siłę go zbawiać. O sile, co prawda pan nie mówi, ale różnie to bywało. Przykład. Ze znajomym francuzem, mieszkającym i pracującym wówczas w Polsce, wybrałem się z nim do Francji w poszukiwaniu części do ciągnika. Gościłem u jego rodziny. Pewnego dnia spóżniłem się na obiad. Przy stole siedział ktoś nowy dla mnie, ale nie dla gospodarzy. Sięgnęłem po chleb, u nich to bagietki. Nieznajomy zaczął coś nerwowo mówić. Mój znajomy wytłumaczył mi, że ten obrażony pan, to masztalerz przyjeżdżający raz w tygodniu do koni. Obraził się, że sięgnęłem po jego bagietkę. Leżała wśród innych. Miał taki zwyczaj, że przywoził je ze sobą. Zrozumiałem, odłożyłem, przeprosiłem. Zdaje się, że był też milczkiem. Nie odzywał się podczas całego obiadu. Nie wydaje mi się jednak, żeby potrzebował potrzeby lekarza.
|
|
valser @lukasz-swiecicki |
| 11 stycznia 2022 18:23 |
Ta wizualizacja jest trafna, tyle tylko, ze obieracze do ziemniakow i wyciskacze do czosnku to tylo czesc zbioru. Tych urzadzen-ludzi jest o wiele wiecej. Ja sam chetnie siebie widze jako szwajcarskiego multi-toola, z kluczem francuskim, mlotkiem, nozem, pila i latarka.
Sa tez ludziki, ktore sa kupka zlomu, ale zachowuja sie jakby byli jakims najnowszym wynalazkiem kosmicznej technologii i tych to juz z pewnoscia trzeba naprawiac, jesli to w ogole jest mozliwe.
|
chlor @lukasz-swiecicki |
| 11 stycznia 2022 18:47 |
Ludzi z poważnymi zaburzeniami osobowości nie jest wielu. Niestety bardzo przyciąga ich wszelka działalnosć publiczna, polityczna, samorządowa. Nawet związki działkowców czy grzybiarzy są w stanie obsadzić w całości. Ci z innego typu zaburzeniem (anty gromadnym) szaleją w internecie, co jest mniej szkodliwe.
Stąd ten dom wariatów jaki widzimy po włączeniu telewizora.
Nic się nie da zrobic, bo nic im nie dolega.
|
|
valser @chlor 11 stycznia 2022 19:47 |
| 11 stycznia 2022 19:16 |
Jak sie np. facet ubierze w sukienke i wyjdzie w miasto, to na porady jest juz niestety za pozno.
|
|
MarekBielany @lukasz-swiecicki |
| 11 stycznia 2022 22:07 |
Pytanie: co to jest osobowość ?
|
pike @lukasz-swiecicki |
| 11 stycznia 2022 22:19 |
Okazuje się , że zaburzenia osobowości mogą w pewnych warunkach na coś się przydać.
Do jakiegoś czasu...
Przykładem może być słynny szpieg Sidney Really (Sigmund Grigorjewicz Rosenblum).
Uważał się za Jezusa Chrystusa i nie tylko...
Swoimi konfybulacjami wkurzał SIS - i go wywalili, a następnie swoimi fatasmagoriami
rozgniewał ludzi z GPU. No i w końcu go rostrzelali...
|
tyszka @lukasz-swiecicki |
| 12 stycznia 2022 00:01 |
Moze cos o Czarnej Triadzie: Narcyzm, Machiavelizm, Psychopatia.
|
|
Grzeralts @lukasz-swiecicki |
| 12 stycznia 2022 08:04 |
Niestety, część zaburzeń osobowości, przynajmniej w łagodniejszych wersjach jest korzystna dla funkcjonowania w społeczeństwie, zwłaszcza współczesnym. Znaczna część pozostałych niewiele przeszkadza w życiu osobie przypadłością dotkniętej (najwyżej jej bliskim i znajomym). Stąd zarówno motywacja do terapii (długotrwałej, wymagającej wysiłku i drogiej) nie jest wysoka, a i przekazywanie zaburzenia dalej, w kolejne pokolenia nie napotyka przeszkód.
Chyba tylko upadek cywilizacji może przywrócić bazowe proporcje ;)
P.S. trudno jest znaleźć terapeutę, zwłaszcza dobrego, a po pandemii jest z tym jeszcze gorzej. W mniejszych miejscowościach w zasadzie nie ma szans na sensowną terapię.
|
tomciob @lukasz-swiecicki |
| 12 stycznia 2022 09:58 |
Witam. Ciekawa notka z której zabiorę coś dla siebie. Co prawda według mnie jedynie delikatnie prześlizguje się po "problemie" ale go zauważa. A to już jest coś. Aby uzasadnić swoje stanowisko przytoczę cytat(ę) z tekstu:
"Podstawowym kryterium kierowania do specjalisty jest poziom funkcjonowania pacjenta. Jak wynika z przedstawionych rozważań poziom funkcjonowania należy oceniać nie tylko na podstawie relacji pacjenta, ale także, często głównie, na podstawie mierników obiektywnych oraz relacji osób bliskich. Sam pacjent może mieć przekonanie, że zupełnie dobrze sobie radzi w życiu, jeśli jednak w zgodnej opinii bliskich wcale tak nie jest, to trzeba brać pod uwagę możliwość, że pacjent nie jest wystarczająco krytyczny."
Mamy tu: "mierniki obiektywne," "relację pacjenta" oraz "opinię bliskich." I to są oczywiście nierównoważne poziomy ocen. "Mierniki obiektywne" wydają się najbardziej właściwe do oceny stanu pacjenta z zaburzeniem osobowości ale... owe "mierniki obiektywne" emocjonalnie z pacjentem są związane najmniej. "Relacja pacjenta" choć jest z nim związana emocjonalnie najbardziej też stanowi niedostateczny kontekst oceny. Pozostają "bliscy." I tu zaczynają się pewne schody bo owi "bliscy" poprzez swój wieloletni związek emocjonalny z pacjentem mogą mięć (mogą choć nie muszą, nie wiem bo to raczej pytanie do specjalisty) główny lub decydujący wpływ na zaburzenie osobowości pacjenta. Będąc z nim w jakiś sposób związani emocjonalnie, mający wpływ na osobowościowy rozwój pacjenta po latach są dotknięci jego stanem psychicznym. Czyż i oni nie są w pewnym sensie zaburzeni? Czyż i oni nie wymagają diagnozy? Lekarz, każdy lekarz, nawet o bardzo dużym potencjale empatii jest tylko lekarzem, nikim więcej. Dramat zaburzenia osobowości rozgrywa się często w relacji pacjent-bliscy albo bliscy-pacjent. Dlatego chyba to nie my musimy się przejmować jakimiś zaburzeniami osobowości u innych. Dziękuję za tekst i pozdrawiam
|
BaZowy @lukasz-swiecicki |
| 12 stycznia 2022 10:21 |
Panie doktorze Święcicki, czy w pisząc w 7. wersie notki „badania Reicha” miał Pan na myśli Wilhelma Reicha, tego seksualnego psychopatę z początku XX w.? Jeżeli tak to przyznam że trochę się załamałem bo nie spodziewałem się u Pana takich "autorytetów". Szybciej Borysiowi wytłumaczy Pan że miętolenie paciorków z jednoczesnym mamrotaniem ma sens, niż usprawiedliwi Pan opieranie jakiejkolwiek myśli na tych pseudobadaniach zboczonego świra jakim był W. Reich. To że w Pańskim środowisku naukowym są jeszcze inni, którzy powołują się na tego psychopatę niczego nie tłumaczy. Równie dobrze moglibyśmy markiza de Sade powoływać na specjalistę od badania seksualności człowieka, dr Mengele nazywać innowatorem zaawansowanych technik leczenia a Klausa Schwaba brać za patrona prywatnej własności i rozwoju drobnej przedsiębiorczości.
Reich tak się nadaje, zwłaszcza za wzór badań statystycznych, jak wyciskacz do czosnku do obierania ziemniaków. Owszem niektórzy przekonują że przykładając pod pewnym kątem, da się ziemniaka obrać ale nie zmienia to potencji wyciskacza a o takich pomysłodawcach nie świadczy dobrze.
|
lukasz-swiecicki @BaZowy 12 stycznia 2022 11:21 |
| 12 stycznia 2022 14:09 |
Nie. Innego jakiegoś. Nie pamiętam imienia.