-

lukasz-swiecicki

Atakują mnie!! Chyba...

Atakują mnie!!! Chyba…

 

To tylko taki rewolwerowy tytuł. Proszę moich kochanych Czytelników o spokój. Nikt mnie nie atakuje. Chyba. Wszyscy już dawno o mnie zapomnieli. I dobrze.

Tytuł w ogóle nie dotyczy mnie, tylko mojego kochanego psa Borysa, starzejącego się z godnością (mam nadzieję, że również w tym jesteśmy podobni, a nie tylko w ogromnym apetycie i sympatycznym wyglądzie. Borys to jest nawet ładny łobuziak. A ja bardziej sympatyczny..) munsterlandera.

Uświadomiłem sobie właśnie, że ja tak zawsze Borys i Borys, tak jakby wszyscy moi Czytelnicy należeli do bliskiego kręgu wtajemniczonych i co chwila spotykali nas obu na Cytadeli. A przecież wiele osób może czytać moje felietony, ba! - nawet je lubić (mam nadzieję), i wcale nie wiedzieć, że Borys jest brązowo-białym, uroczym, psem rasy mały munsterlander (inaczej „mały wyżeł niemiecki”, albo nawet „spion”!! Bo i taką nazwę można znaleźć). Oczywiście Borys tylko nazywa się mały, ponieważ jest nieproporcjonalnie duży jak na tę rasę. Według standardów towarzystw kynologicznych Borys powinien ważyć góra 23 kg. No cóż… Borys ich nie czytał i waży około 30. A nie jest bynajmniej zatuczony. On jest po prostu trochę za duży.

Z charakteru jest Borys bardzo spokojny, o ile ktoś go nie zdenerwuje. Czyli zupełnie jak ja. W zasadzie ma olewkę na większość psów, ale na pojedyncze egzemplarze reaguje dość groźnie. Tak już obaj mamy.

Ale temat tego felietonu jest całkiem inny, a nawet chyba można powiedzieć - odwrotny!

Po Cytadeli biega wesoły rudy piesek z białą krawatką pod szyją. Wołają na niego Laki (pewnie Lucky, no ale w mowie słychać Laki, a przecież nie proszę właścicieli o napisanie imienia psa!). Laki jest na ogół bardzo wesoły i przyjazny. Po prostu taki miły pies. Ale na sam widok Borysa Laki dostaje kompletnego szału, szczeka, a wręcz zanosi się od wycia, rzuca się także w kierunku Borysa, choć nic złego mu nie robi, ponieważ widocznie boi się większego od siebie psa. Laki zauważa obecność Borysa z ogromnej odległości, „widzi” go przez całą Cytadelę, w chwili kiedy my ludzie (ludzie od Borysa i od Lakiego) w ogóle jeszcze nie wiemy o swoim istnieniu w tym punkcie Wszechświata. I w tym nie ma nic specjalnie dziwnego. Tak po prostu mają psy.

Dziwna jest jednak reakcja Borysa. Borys w ogóle nie widzi Lakiego, w żaden, najmniejszy sposób nie reaguje na wycie, rzucanie się pod nogi, toczenie piany z pyska. No może czasem, kiedy Laki już, już próbuje go złapać zębami Borys leciutko, niezobowiązująco macha ogonem. Jakby chciał powiedzieć „milutki pieseczek, milutki, ale może zajmijmy się czymś poważnym?”. Ta postawa Borysa jeszcze bardziej wścieka Lakiego, który nie wie już co właściwie ze sobą zrobić. A Borys nic. Czasem się wysiusia, czasem sobie trawkę poje. A wokoło taki szczęk, że własnych myśli nie słychać.

Właściciel Lakiego, bardzo miły i uśmiechnięty facet, przeprasza mnie, nie wiedzieć czego za swojego psa. Ja czuję, że to chyba ja powinienem przeprosić… Mam wrażenie, że Borys jest wyniosły i niegrzeczny. Że powinien szczeknąć, jakoś się odwinąć, nie robić tak strasznej olewki!

Już chcę mu to powiedzieć (ale jak właściwie?!), ale patrzę w te poczciwe i super-spokojne oczęta i widzę, że on tego Lakiego naprawdę po prostu nie widzi. A w każdym razie nie widzi problemu..

Dziś rano znowu mieliśmy to przedstawienie z Lakim i pomyślałem o sobie i swoich losach. A może ja też tak mam? Może ktoś odchodzi z wściekłości od zmysłów na mój widok? A ja nie, że go olewam, nie że jestem wyniosły - ja po prostu naprawdę nie widzę!!

No więc coś mi się wydaje, że tak miewam i może nie tak rzadko wcale.

Myślę, że takie osoby muszą mnie naprawdę nienawidzieć i źle mi życzyć.

Postanowiłem się bardziej starać. Może po prostu będę warczał w różnych sytuacjach. Czasem wtedy trafię. Owszem, stracę swoją splendid isolation, ale razem z nią także część potencjalnych wrogów. Bo nie można tak naprawdę nie lubić kogoś, kto choć trochę na nas warczy. Warczy, więc widzi, szanuje jakoś tam, głupi jest to nie umie dobrze uszanować, ale i tak taki warczak jest 100 razy lepszy niż sk… który nas nawet nie zauważa!

Jak myślicie?

Bo coś mi się zdaje, że to nie tylko moje i Borysa doświadczenie…

Więc propozycja jest taka, że uśmiechy to niekoniecznie, ale trochę powarczeć, z czystego szacunku!!, jednak wypada i trzeba.

Bez chamstwa.



tagi: atak  borys 

lukasz-swiecicki
3 października 2025 13:31
11     567    2 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

chlor @lukasz-swiecicki
3 października 2025 17:33

Jest kilka odmian niezauważania. Np niezauważanie pozorne gdy dostrzegamy, ale obawiając się problemów z rozmową, wolimy nie widzieć. Najbardziej nieprzyjemne jest niewidzenie ostentacyjne (np wyciągnięcie przy bliskiej osobie telefonu i w milczeniu klepanie w jakaś grę) mające sprowokować do działań, ale zwykle nie wiadomo jakie są oczekiwane. 

 

 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @chlor 3 października 2025 17:33
3 października 2025 18:50

Nie, nie. To całkiem nie o tym tekst. Ja piszę o takim prawdziwym, prawdziwym niewidzeniu. Tak ma Borys z Lakim. On po prostu nie widzi tego psa. I ja się boję, że mogę tak mieć z ludźmi. Ale nie wiem tego, bo tego sie nie wie. 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @lukasz-swiecicki
3 października 2025 20:27

A może Borys to duży munsterlander (?)

i stąd ta wyniosłosć.

 

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @MarekBielany 3 października 2025 20:27
3 października 2025 21:19

Nie. Duże są innego koloru. Borys jest mały-duży.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @lukasz-swiecicki
3 października 2025 21:31

To jak 256 odcieni szarości.

?

 

 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @lukasz-swiecicki
3 października 2025 22:15

Hmmm... Jak Pan to widzi: profesor psychiatrii powarkujący na spacerze z doskonale obojętnym psem??? Toż natychmiast po Cytadeli i dalszych okolicach się rozniesie!

Moje borzojki są doskonale obojętne na wszelkie upierdliwe maluchy, a także dużuchy. Świat je interesuje tylko wtedy, gdy w krzakach leży jakieś cuchnące paskudztwo, lub gdy tamże ukrywają się świntuchy  - znaczy dzikie świnie, znaczy dziki. Krzaki są w mieście, niedaleko naszych domów. Wówczas nie warczę, tylko szybko opuszczam park. Generalnie w ogóle nie warczę, tylko uprzejmie się uśmiecham, gdy na widok moich dużych psic /całkowicie obojętnych/ pańcie i pańciowie porywają swoje pieski na ręce. Z któryc to rąk pieski i tak drą mordki. Ot, luksus! 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @KOSSOBOR 3 października 2025 22:15
4 października 2025 23:06

porwać na ręce doga z bordeaux ?

Sama skoczyła, ale poślizgnęła się - w lutym - na lodzie.

 

:)

 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarekBielany 4 października 2025 23:06
5 października 2025 08:00

borzoj to nie jest dog de bordeaux

Se zobacz w WiKi

zaloguj się by móc komentować

lukasz-swiecicki @stanislaw-orda 5 października 2025 08:00
5 października 2025 18:39

Nie!! To całkiem zupełnie inny pies. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @lukasz-swiecicki 5 października 2025 18:39
5 października 2025 19:08

Ja to info skierowałem do Marka Bielany, który, być może, jest na dystans z psami.

zaloguj się by móc komentować

zkr @KOSSOBOR 3 października 2025 22:15
5 października 2025 19:12

> pańcie i pańciowie porywają swoje pieski na ręce

No nie, nie wierze... :)
Charcice??? :)
Chartusie??? :)
Gdyby Pani z mastifami tybetanskimi szla, to roumiem... ;)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować